Liroy na wojażach z TravelPlanet.pl
Po zakończeniu jesiennej kolejki naszej Hiperklasy wydawałoby się, że będzie można chwilę odpocząć od piłkarskich emocji. Niestety często niezbyt przyjemnych. Gdzie tam... Jak nie piłkarze zaprzestali prezentować swoje zmienne nastroje psycho-fizyczne, to z kolei działacze rozpoczęli swoją rundę zimową. A to układają się z kibicami, a to debatują z samymi sobą. Teraz z kolei będą świętować jakąś rocznicę własnych sukcesów. Rzeczywiście: sukcesem jest pozostawanie w stanie zadowolenia wobec naszych tegorocznych osiągnięć...
Jak uciec od tej piłki? Jest pewnie całkiem sporo sposobów, w znacznej części niezbyt zdrowych. Ja wybrałem taki, który ma walor dodatkowy – prócz chwili oddechu dla duszy kibica pozwala odetchnąć też od chłodów naszego klimatu. Po prostu wyjechałem na moment. Ponieważ do dyspozycji miałem ledwie tydzień, moja ukochana Jamajka odpadała – same przeloty zajęłyby połowę tego czasu. Co się robi gdy nie wiadomo na co się zdecydować? Oczywiście siada się do internetu...
Uczyniłem to samo, tym bardziej, że od kilku lat korzystam w tej materii z jednego miejsca, travelplanet.pl. Nie lubię wplatać w teksty nazw firm ale akurat tej się to należy :-)
Trudno ostatnimi czasy oglądać mecze naszej reprezentacji, tak samo trudno wybrać cel podróży spośród miejsc, w których już się było. Jako kryterium podstawowe przyjąłem więc „zero piłki”. Najbardziej pasował mi do tego Egipt, ze swą lokacją Sharm el Sheikh (uwielbiam słowo „lokacja” – najwytrawniejszy tekściarz nie wymyśliłby czegoś takiego...). Ogólnie kraj ten kojarzymy z piramidami, Nilem i Sfinksem. I jak ktoś pała rządzą konsumowania tychże (oraz innych) egipskich symboli – powinien popłynąć rzeczoną rzeką (to chyba 2 tygodnie trwa). Jeśli jednak wolimy się nieco polenić, idealne ku temu są Hurghada i właśnie Sharm el Sheikh. Osobiście wolę tą drugą miejscowość – prócz byczenia się na plaży, można co jakiś czas wejść do morza, gdzie prawie na wyciągnięcie dłoni dostępne są pierwsze rafy koralowe. Chyba właśnie nurkowanie przesądziło i pewnej nocy, o wyjściu z samolotu, uderzyło mnie od dawna w kraju nieobecne, gorące powietrze. Takie uderzenia kocham! Przynajmniej nie zwalają z nóg, jak te Pudziana...
Cóż powiedzieć o samej Szarmie? To miejsce, które zadziwia mnie szybkością swego rozwoju. Mała osada rybacka skakała niczym piłeczka ping-pongowa pomiędzy wojskami izraelskimi a egipskimi. Pod koniec lat 70-tych Izrael wpadł na prosty pomysł – wykorzystanie tego miejsca jako turystycznego raju, wspomogłoby finansowanie kosztownej okupacji Synaju. Kilka lat później dzieło to podjął Egipt (odzyskawszy Szarmę). I wzorem Las Vegas, na pustyni powstało miasto o lotnisku porównywalnym z naszym Okęciem (ale o dużo większym ruchu samolotów napchanych turystami). Słynne zamachy w 2005 roku nieco ostudziły zapał przybyszów jednak bardzo szybko uporano się z tym problemem. Wspomnieniem tamtych chwil są bramki z wykrywaczem metalu przy hotelach, traktowane już bardziej jako element dekoracyjny.
Większość informacji znajdziemy w przewodniku czy u rezydenta. Ewentualnie w specjalnym kanale TV opowiadającym o Szarmie, dostępnym w każdym hotelu. Od siebie mogę dać kilka wskazówek dotyczących leniwego wypoczynku:
miej przy sobie długopis – po przylocie okazuje się, że połowa zawartości samolotu takowego nie posiada i czas wypełniania druczków wydłuża się o boje o ten przedmiot...
jeśli nie możesz spać, odwiedź kluby Pacha (w drugiej części deptaku Naama Bay) i Little Buddha (na jego końcu), rano zaśniesz już na pewno...
po zapadnięciu zmroku pamiętaj, że używanie świateł przez samochody nie jest „trendy”, łatwo więc nie zauważyć takowego...
taksówkę zauważysz zawsze, będzie trąbić na Ciebie, dopóki nie wsiądziesz...
nie dziw się, że wyglądasz jak rodowity Egipcjanin. Dla tutejszych sklepowych „naganiaczy” nawet zielony kosmita tak by wyglądał. Drugi standardowy tekst to: „mój brat otworzył dziś swój sklep i będzie mu miło jak go odwiedzisz, nic nie musisz kupować” – w Szarmie powinno być już zatem z jakieś kilkanaście milionów sklepów...
jeśli chcesz skorzystać z internetu, olej ten hotelowy. Znacznie tańszy jest w małych kafejkach internetowych oraz Star Bucks’ie. W Hard Rock Cafe może jest fajnie ale dostawa internetu kończy się bodajże o 16tej...
koniecznie odwiedź magiczny sklep ukryty na tyłach kompleksu handlowego umiejscowionego w środkowej części miasta (wystarczy taksówkarzowi powiedzieć McDonald). Jeśli wymyśliłeś najdziwniejszy i do niczego nieprzydatny gadżet – tam go odnajdziesz. Miliony przedmiotów, z tego przynajmniej połowa jest związana z naszą rodzimą Gwiazdką. Można kupić nawet gigantycznego, dmuchanego Świętego Mikołaja...
z taksówek można korzystać śmiało – od jakiegoś czasu są już „znormalizowane”. Jazda wg wskazania taksometru to rzadkość, dlatego zanim wsiądziesz uzgodnij cenę – przynajmniej o 40% mniejszą od wstępnej. I nie bój się gdy kierowca w jednej dłoni trzyma telefon, a drugą gestykuluje – mam wrażenie, że w taksówkach zainstalowane są autopiloty...
jeśli nie jesteś abstynentem, weź alkohol ze sobą. Ewentualnie skorzystaj ze sklepów „duty free” (można to zrobić przez 48 godzin od przylotu). Płyny tego typu wyjątkowo przydatne okazują się być w przypadku walki z „zemstą Faraona”...
jeśli dopadnie Cię rzeczona (lub jakaś inna przypadłość) śmiało idź do apteki. Tutejsi farmaceuci, obcując latami z turystami z całego świata sprawnie dobiorą odpowiednie antidotum...
i nie kupuj muszelek ani morskich gadżetów! To tutejszy absurd: jest mnóstwo sklepów z ususzonymi mieszkańcami rafy, natomiast przewożenie ich przez granicę jest zabronione i obarczone ryzykiem potężnego mandatu....
Z atrakcji wycieczkowych polecam mocno jazdę quadami po pustyni. Trzeba koniecznie wziąć na tę imprezę dobrą chustę (chociaż i tak piasek wedrze się wszędzie). Duża frajda!











Nie wierze,ze sam to napisałes, z własnej nieprzymuszonej woli.kogo obchodzi to co napisałes??mam nadzieje ,ze to tylko chwilowy przysiad umysłowy,i wiecej (pewnie za gratisowe wakacje) nie bedziesz takich pierdol pisal.Mam ci mimo wszystko za porzadnego faceta