Długa droga przed Smudą
Oglądałem w sobotę na "stadionie w budowie" warszawskiej Legii mecz-debiut Smudy. Tradycji stało się zadość: Franciszek Smuda jako trzeci z rzędu polski selekcjoner przegrał w swoim debiucie właśnie z Rumunią. Pierwszym był przeszło 20 lat temu poczciwy, zacny i trenersko niespełniony Ryszard Kulesza, którego futbolowa Rzeczypospolita zapamiętała nie tyle z sukcesu z reprezentacją, co ze słynnego "cała Polska widziała" po kończących sezon ligowy ustawionych meczach Wisły i Legii (w dużym stopniu dzięki niemu anulowano tytuł mistrzowski Legii, a przyznano go Lechowi Poznań).
Następnym był Antoni Piechniczek w 1981 roku, co jak widać nie przeszkodziło mu w odniesieniu największych w historii polskiej piłki - obok Kazimierza Górskiego - sukcesów z "biało-czerwonymi". Miejmy nadzieję, że tak samo będzie ze Smudą.
Ten mecz pokazał, jak wiele pracy czeka pana Franciszka. Podobały się poszczególne akcje Polaków, ale w sumie spodziewano się jednak, może na wyrost, i lepszej gry, i lepszego wyniku. Zapytany przez telewizję, która formacja grała najlepiej odpowiedziałem, że tak naprawdę żadnej nie można wyróżnić. Kuszczak był poprawny, ale popełnił jeden poważny błąd, po którym kibice, głównie skądinąd Legii, zaczęli ironicznie skandować "Artur Boruc". Rezerwowy MU może być zadowolony, że po jego interwencji piłka poszła na róg, a nie wtoczyła się do bramki. Inaczej kibice znów, jak po nieszczęsnym meczu z Kolumbią na Śląskim przed MŚ 2006, mówiliby o "Puszczaku". Na pewno powrót po kontuzji Fabiańskiego zaostrzy - i dobrze - rywalizację w naszej bramce.
Na mnie największe wrażenie zrobił wiecznie młody Kamil Kosowski, który nawet częściej wracał się do obrony niż wtedy, gdy grał przeciwko AC Parma, 04 Schalke czy Lazio. Cypr mu służy. Niezłe wrażenie robił też Obraniak, choć zdecydowanie musi poprawić celownik. Szereg dobrych fragmentów gry miał też Błaszczykowski, ale jak i całej drużynie zabrakło mu równości. Cieszę się z debiutów Rybusa i Sadloka. Zwłaszcza stoper Ruchu Chorzów otrzyma jeszcze niejedną szansę i to być może kosztem ambitnego (za co mu chwała) "Żewłaka". Spodziewałem się więcej po prawym obrońcy Kowalczyku, ale wciąż wierzę, że najlepsze przed nim.
Rumunia jest ok. 20 miejsc wyżej w rankingu FIFA niż my. Mimo tego nie musieliśmy tego meczu przegrać. Ale może będzie to dobry bodziec, żeby wszyscy, łącznie z piłkarzami uświadomili sobie jak daleka jest droga przed nami.
W najbliższą środę w Bydgoszczy powinno być zwycięstwo, zwłaszcza że Kanada (mająca w swym składzie Polaka na lewej obronie, grającego w FC Brugge) nie jest najsilniejsza, skoro w ten weekend przegrała z Macedonią aż 0:3. Niech Smuda tasuje składem, sprawdza nowych (i starych) piłkarzy. Niech gra jak najwięcej. Innej metody nie ma. Widać jak na dłoni, że trzeba wylać wiele potu, aby nie skończyć jak gospodarze ostatnich EURO 2008: Austriacy i Szwajcarzy, którzy pożegnali się z turniejem rozgrywanym u nich już po trzech meczach. Trzeba wierzyć, że Smuda zrobi wszystko, aby nie pójść w ich ślady. Pamiętajmy jednak, że on też nie jest czarodziejem. Dalej jednak musi mieć kredyt zaufania - i kibiców, i mediów. "There is no alternative" - jak mawiała Margaret Thatcher.
PS. Na tym blogu apelowałem, aby rząd nie wariował i nie zakazywał legalnego funkcjonowania w Polsce firm bukmacherskich będących przecież istotnymi sponsorami polskiej piłki (ale też np. siatkówki). Chodziło też o możliwość internetowego obstawiania wyników meczów. I… rząd posłuchał!!! Zaiste, siła portalu Futbol.pl jest niebywała. Wspólnie uratowaliśmy - ze wszystkimi, którzy na ten temat się wypowiadali (np. Czarek Kucharski), ponad podziałami partyjnymi - kilkadziesiąt milionów złotych dla naszego sportu, głównie zresztą futbolu. Duża rzecz!











Zarabiają krocie!Korupcja olana i zawiasy!Polski futbol dno polskie prawo dno PZPN dno liga dno!