2 Liga. Kilka refleksji sympatyka Stali Stalowa Wola po przegranym meczu z Resovią | Futbol - Piłka nożna
Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ

2 Liga. Kilka refleksji sympatyka Stali Stalowa Wola po przegranym meczu z Resovią

Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 29-07-2019 17:15
2 Liga. Kilka refleksji sympatyka Stali Stalowa Wola po przegranym meczu z Resovią

Stal Stalowa Wola przegrała na inaugurację rozgrywek drugiej ligi z Resovią 1:3.

Po meczu skontaktował się ze mną jeden z wielkich sympatyków klubu ze Stalowej Woli, Paweł Porzuc. Podzielił się on swoimi, ciekawymi refleksjami na temat Stali. Poniżej zamieszczam ich treść. 

"Miś na miarę naszych możliwości..."

" Nie widziałem wczorajszego meczu Stali Stalowa Wola z Resovią. Przeczytałem za to dużo negatywnych komentarzy i byłem zły. I smutny. Ale jakoś niespecjalnie zaskoczony. 
Dlaczego? Bo oprócz bycia kibicem Stali jestem też przede wszystkim logicznie myślącym człowiekiem, który potrafi obiektywnie analizować fakty i wyciągać wnioski.
Nie trzeba geniuszu, a jedynie chłodnej głowy, żeby dostrzec, że Resovia, która w zeszłym sezonie prezentowała poziom zbliżony do Stali jest w tym sezonie o wiele mocniejsza.
Owszem, straciła Antonika, ale zyskała kilku doświadczonych i prezentujących wysoki poziom zawodników, którzy w naszej drużynie byliby (i swoją drogą jeden z nich był...) filarami wyjściowej jedenastki.  A co więcej mieli "liczby" w zeszłym sezonie w II lidze.. 

Dziubiński (27 meczów, 8 goli, 5 asyst), Radulj (28,10,1), Kubowicz (28,2,3), Gancarczyk (20,3,1), Świderski (19,3,0), Krykun (18,2,0). Razem 28 goli i 10 asyst. To więcej niż połowa wszystkich bramek zdobytych przez Stal w zeszłym sezonie.

Stal natomiast straciła swoją "jednostkę napędową" i "komputer sterujący" czyli wspomnianych Dziubińskiego i oczywiście Trąbkę. A ci zostali zastąpieni zawodnikami, których liczby w zeszłym sezonie co najmniej nie przekonują. Fidziukiewicz (27,5,2), Plonka (27,2,0), Witasik (23,2,1) Wójcik (26,0,2 - I liga) - razem 9 goli i 5 asyst. To zaledwie jeden gol więcej niż dorobek samego Dziubińskiego!!!

Nie biorę pod uwagę młodzieżowców obu drużyn, bo to inna klasa rozgrywkowa, ale i ci - choć wszystko jeszcze przed nimi - specjalnie nie błyszczeli, sprawdźcie sami.

Włączyłem więc dziś rano mecz do śniadania, żeby się przekonać na własne oczy i zobaczyłem to, czego oczekiwałem. Żadnej tragedii nie było jak sugerowały relacje kibiców. Byli za to słaby i niedoświadczony, bo przecież młodziutki jeszcze i dopiero co uczący się fachu bramkarz. Zmęczony i sfrustrowany Witasik wspomagany przez niepewnego Śpiewaka. Pomoc, która bez Trąbki jest jak jeździec bez głowy i kopie piłkę byle dalej od siebie i w jakimkolwiek kierunku. No i zagubiony w tym wszystkim Michał Fidziukiewicz, bez krzty wiary we własne możliwości z głową w ziemię, jakby sprawdzał czy ma jeszcze nogi, które mogą biegać i dobrze uderzyć piłkę. 

No ale... czyż to nie jest typowy obrazek przeciętnego polskiego drugoligowego zespołu, który jak to ujął trener Wtorek "zna swoje miejsce w szeregu"? Stal pokazała wczoraj, że nie ma pomysłu i charyzmy. Brak lidera, który dałby drużynie poczucie jedności.  Był to zespół, który po utracie pierwszej bramki stracił coś więcej - wiarę i chęć do gry bo jest bardzo słaby psychicznie! Dlatego nie gańmy za to już dziś samych zawodników. Prezentują przecież swój, jakże przeciętny drugoligowy poziom. Jest początek sezonu i po prostu zagrali wczoraj być może słabszy, ale jednocześnie reprezentujący miarę ich skromnych możliwości mecz.

O wiele bardziej martwi mnie to, co dzieje się poza boiskiem. Mam na myśli wypowiedzi trenerów, którzy po tym co wczoraj zobaczyli stwierdzili, że są umiarkowanymi optymistami lub: "Zespół rodzi się na nowo... Troszkę charakterem, konsekwencją, determinacją Resovia nas zwłaszcza na początku przewyższała. Stąd wynika chyba to zwycięstwo". I dalej - "Wydaje mi się, że Resovia wygrała swoją konsekwencją w grze. Nam tego po prostu zabrakło. Tak naprawdę mecz ustawiła bramka na 1:0. Potem drugi gol, ale ten pierwszy w szczególności. Budowanie ataku pozycyjnego to nie jest prosta gra. Wszystko ustawiła pierwsza bramka".  Czyli strata oznacza koniec gry? Czy po stracie bramki nagle odebrało im umiejętności? Nie. Psychika!

Po tym co zobaczyliśmy w grze skłonności do "optymizmu" raczej w kibicach nie ma, a zwroty "troszkę", "chyba" i "wydaje mi się" czy "po prostu zabrało", oddają klimat tego jak wyglądała gra zespołu. Wydarzenia na boisku we współczesnym futbolu nie dzieją się "po prostu". To nie jest "czeski film" albo Bareja jak ktoś woli, bo przecież - jak to mówi klasyk - nie był to "miś na miarę naszych możliwości...". Szkoda jednak, że nie słychać w słowach trenerów zwyczajnej męskiej odwagi, żeby powiedzieć z podniesioną głową, jak jest, że coś nie działa i nie wiedzą być może co, bo przecież też są ludźmi a nie "Jurgenami Klopp'ami"...

Wystarczy szczerość i otwartość, a na pewno zostanie to odebrane lepiej niż lanie wody i chowanie głowy w piasek za wymówkami i szablonowymi, ogólnikowymi wypowiedziami. To samo tyczy się też zawodników i reszty sztabu i zarządu – wystarczy uczciwa komunikacja i transparentność. Wspierać na dobre i na złe można tylko tych, którym się ufa i wie co się z nimi dzieje naprawdę...

Pozdrawiam i życzę wiary w siebie i we własne możliwości w meczu ze Zniczem…"

 

Żródło: Paweł Porzuc

 

TAGI

Inne artykuły