Selekcjoner reprezentacji Polski: Rodzic to pierwszy trener dziecka

Dodał: mpt
Data dodania: 13-01-2017 13:44

Trener reprezentacji Polski U-15 i U-17 Bartłomiej Zalewski nie ukrywa, że wielką rolę w kształtowaniu przyszłych piłkarzy odgrywają rodzice. - Nie może być wymówki - poza wyższymi sprawami jak choroba czy sprawy rodzinne – dla opuszczenia treningu. A takich pokus jest po drodze wiele - twierdzi selekcjoner, który w poniższym wywiadzie porusza też wiele innych interesujących kwestii.

 - Jak nazywa Pan swoich podopiecznych z kadry: piłkarze, kandydaci na piłkarzy czy jeszcze inaczej?
 - Bartłomiej Zalewski: Dla nas są to „piłkarze”, choć na pewno tacy, którzy w przyszłości muszą rozwinąć swoje  umiejętności i stać się piłkarzami przez duże „P”. Traktowanie ich w kategoriach kandydatów czy adeptów jest jednak  słuszne. To dopiero początek ich sportowej przygody.

 - Od kilku lat pracuje pan z najmłodszymi rocznikami reprezentacji Polski. Selekcjoner nastolatków musi być bardziej trenerem czy pedagogiem?
 - Praca z młodymi ludźmi to bardzo duża odpowiedzialność. Przede wszystkim w aspekcie wychowawczym. Pomijam już  sprawy sportowe, które w pierwszej kolejności decydują o selekcji tych chłopców. Musimy pamiętać też o tym, że  wychowujemy młodego człowieka. To najlepszy wiek by wpajać mu kluczowe wartości, także poprzez sport. Staramy się  robić to jak najlepiej.

 - W jednym z wywiadów powiedział pan, że nie ma problemów z krnąbrnymi charakterami. Uważa się jednak, że  pańscy podopieczni są w najtrudniejszym wieku dla młodego człowieka.
- Mamy duże szczęście, pracując na poziomie reprezentacji, że dociera do nas grupa chłopców, którzy mają już jakiś zdefiniowany pomysł na przyszłość. Może za wcześnie mówić o konkretnych celach, natomiast gra w piłkę jest ich marzeniem i dążą do jego realizacji. Z takim przeświadczeniem do nas przychodzą, więc łatwiej jest nam egzekwować te zachowania, które się na bycie piłkarzem składają.

- Ilu obiecujących zawodników zniechęca się na tym etapie?
- Naprawdę bardzo mało było takich przypadków. Dużo większym problemem jest zarządzanie ich prywatnym, małym sukcesem, czyli np. pierwszym powołaniem do reprezentacji. Takie wyróżnienie może w jakiś sposób zahamować ich rozwój. W tej kwestii jesteśmy ze wszystkimi trenerami reprezentacji zgodni, że motywację należy kierunkować pod kątem gry w pierwszej kadrze. To jest ten cel, który powinniśmy wszyscy sobie stawiać. Pomóc mogą też trenerzy klubowi i rodzice. W tym środowisku spędzają najwięcej czasu.

- Jak rodzice mogą pomóc swoim synom i córkom, marzących o karierze?
-Przede wszystkim ucząc dziecko konsekwencji w codziennych działaniach. Nie może być wymówki - poza wyższymi sprawami jak choroba czy sprawy rodzinne – dla opuszczenia treningu. A takich pokus jest po drodze wiele. Rodzice, którzy sprawują kontrolę nad codziennymi poczynaniami młodego człowieka, muszą w nim rozwijać determinację. Zachęcać do treningów i codziennej aktywności. Od małego zaszczepiać pasję do ruchu.

- Zmieńmy nieco temat. Czym się różni droga dziecka do reprezentacji z małego i dużego ośrodka miejskiego?
- Jeśli chodzi o sam kontekst dostania się do reprezentacji, to ta droga jest taka sama. Obserwujemy zarówno tych chłopców, którzy grają w dużych akademiach jak i tych z mniejszych ośrodków. Dostrzegamy jednak różnice w mentalności. Większy upór w dążeniu do spełniania marzeń charakteryzuje chłopców z mniejszych ośrodków. Cechuje ich większa determinacja. Należy jednak pamiętać, że wszyscy chłopcy charakteryzujący się wysoką jakością, trafiają w końcu do tych dużych akademii i jest to naturalne. Natomiast to, co wyniosą z mniejszych ośrodków, czyli zapał, poświęcony czas, wiara w siebie - będzie procentowało w przyszłości.

- Najlepszych zawodników do starszych roczników reprezentacji powołuje się już z ligowych klubów. Tymczasem do tej najmłodszej kadry najłatwiej dostać się chyba poprzez konsultacje wojewódzkie i takie rozgrywki jak „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”?
- Nie ulega wątpliwości, że to doskonałe miejsce do tego, żeby zobaczyć kolejną, czasami nieodkrytą jeszcze grupę utalentowanych zawodników jeszcze przed wielkim finałem. I tak się dzieje co roku. Turniej „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” swoim rozmachem, liczbą uczestników daje nam olbrzymią możliwość poznania wielu zawodników. I chętnie z tego korzystamy. To świetna możliwość selekcji i nieoceniona pomoc dla trenerów.

- Spośród 320 tysięcy dzieci biorących udział w turnieju, prawie 40% to dziewczynki. Czy dzięki temu za kilka lat Polska może wyraźniej zaistnieć w piłce kobiecej?
- Od paru lat piłka nożna kobieca nabrała bardzo dużego tempa rozwoju, co widzimy chociażby po liczbie trenujących dziewcząt w Polsce. Popularyzacja piłki kobiecej poprzez Turniej „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” jeszcze bardziej podnosi potencjał i myślę, że będzie to z każdym rokiem zdecydowanie rosło. W każdym ośrodku Akademii Młodych Orłów trenują dziewczynki. I to dziewczynki grające na bardzo wysokim poziomie, dorównujące nawet umiejętnościom chłopcom.

Fot. PZPN

- Pierwsze symptomy widać już od jakiegoś czasu. Mamy przecież rocznik Mistrzyń Europy U-17, z nazywaną Messim w spódnicy Ewą Pajor na czele i Pauliną Dudek, która zaczynała w tym turnieju. Jak zachęcić dziewczynki do tego sportu?
- Myślę, że potrzebna jest jeszcze dużo większa liczba klubów kobiecych, które mogą taką kandydatkę na piłkarkę przyjąć w swoje szeregi i wyszkolić. Poprzez stworzenie większych możliwości, zwiększyłaby się liczba uprawiających ten sport dziewczynek. Mamy też świadomość problemów logistycznych rodziców w takim wypadku. Często wysłaliby córkę do klubu piłkarskiego, ale nie ma gdzie. Trzeba wówczas wozić ją 70-80 kilometrów. Turniej „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” jest zatem świetną okazją do zachęcania dziewczynek do gry w piłkę.

- Czym różni się trening chłopców i dziewczynek na pierwszym etapie przygody z piłką?
- Różni się chociażby przez wzgląd na rozwój biologiczny. Wiele różnych uwarunkowań, które niesie ze sobą biologia, to różnice w treningu, prowadzeniu zespołu. Natomiast te fundamentalne podstawy są podobne.

- Najlepsi zawodnicy Turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” dostają powołania na Letnią Akademię Młodych Orłów. Tam możecie dłużej przyjrzeć się największym talentom, które za kilka lat będą stanowić o sile najmłodszych roczników reprezentacji Polski.
- LAMO jest naturalną kontynuacją procesu rozpoczętego przez rozgrywki o Puchar Tymbarku. Na jego końcu rozsyłamy powołania na zgrupowanie. Jest to grupa 80 chłopców z każdego z dwóch roczników, więc grupa dość liczna, jeśli chodzi o zgrupowanie. Konsekwencją są powołania do najmłodszej reprezentacji Polski.

- Jakie kryteria stosuje Pan selekcjonując zawodników do kadry? Co w głównej mierze decyduje, że wybiera Pan danego piłkarza kosztem innego?
- Podstawowym kryterium oceny są oczywiście umiejętności piłkarskie i potencjał danego zawodnika niezależnie od jego rozwoju biologicznego w danej chwili. Jednym z punktów zgrupowania LAMO są na przykład testy, weryfikujące umiejętności piłkarskie oraz sprawdziany motoryczne.

- Czyli nos trenerski jedno, a testy drugie?
- Trzeba te dwie rzeczy umiejętnie powiązać. Trochę słabsze wyniki testów motorycznych nie mogą przekreślać zawodnika na przyszłość. Naszym zadaniem jest, żeby to umiejętnie zweryfikować. I takie dziecko odpowiednio umiejscowić w rankingu, żeby go nie stracić w przyszłości.

- Które kluczowe kryteria na dziś decydują?
- W każdym roczniku w pierwszym okresie selekcyjnym, który trwa około roku czasu, oglądamy bezpośrednio na zgrupowaniach około 170-180 zawodników. To jest grupa, którą powołujemy w przeciągu kilkunastu miesięcy, i z której powoli wyłaniamy najlepszych. To jest ocena bezpośrednia, kiedy przez tydzień możemy ich oglądać, obserwować w treningu, zachowaniu na boisku i poza nim. Ale monitorujemy także stale grupę ponad 600 zawodników w danym roczniku. Myślę, że ta ocena jest bardzo obiektywna. Na tyle szeroka i na tyle rozłożona w czasie, że dajemy szansę naprawdę bardzo dużej grupie zawodników. Bywa tak, że na tych pierwszych zgrupowaniach selekcyjnych niektórzy piłkarze nie zdołali nas przekonać od razu, stanowią o sile tej reprezentacji w końcowym etapie selekcji.

- Przed nami Mistrzostwa Europy do lat 21 w Polsce. Jakie są Pańskie oczekiwania i nadzieje?
- Bardzo optymistyczne. Mam zaszczyt być członkiem sztabu szkoleniowego tej reprezentacji oraz pracować z tymi zawodnikami podczas zgrupowań. Uważam, że jest to bardzo dobry rocznik i świetna grupa zawodników, która udowadnia swoją jakość w rozgrywkach klubowych. Myślę, że ta drużyna ma ogromny potencjał i może odegrać naprawdę bardzo dużą rolę. Jesteśmy zespołem, który będzie walczył o jak najwyższe cele.

fot. PZPN

Inne artykuły