Lech w budowie... Beniaminek nie został pożarty w jaskini lwa. "Każdy bardziej kumaty zespół rozpykałby tego Lecha"

Dodał: mpt
Data dodania: 16-07-2017 19:43

To jeszcze oczywiście nie pora, by ogłaszać, że Lech posprowadzał tzw. szrot, że nic z tego nie będzie, a "Kolejorz" będzie bił się o grupę mistrzowską, a nie o mistrzotwo. W Poznaniu kibice muszą się jednak uzbroić w cierpliwość, bo budowanie zespołu niekoniecznie przypomina klocki Lego...

Mecz 1. kolejki sezonu 2017-18 Lotto Ekstraklasy
LECH POZNAŃ - SANDECJA NOWY SĄCZ 0:0
Lech:
1. Jasmin Burić - 2. Robert Gumny, 3. Lasse Nielsen, 66. Emir Dilaver, 22. Wołodymyr Kostewycz - 17. Maciej Makuszewski, 5. Abdul Aziz Tetteh, 7. Maciej Gajos, 86. Radosław Majewski (64. 18. Mihai Răduț), 16. Mario Šitum (83. 32. Christian Gytkjær) - 14. Nicki Bille Nielsen (69. 92. Deniss Rakels)
Sandecja: 1. Michał Gliwa - 3. Lukáš Kubáň, 5. Dawid Szufryn, 28. Michal Piter-Bučko, 70. Tomasz Brzyski - 37. Bartłomiej Dudzic (64. 26. Filip Piszczek), 7. Grzegorz Baran, 21. Mateusz Cetnarski, 10. Wojciech Trochim, 20. Adrian Danek (80. 2. Jonatan Straus) - 92. Aleksandyr Kolew (56. 11. Maciej Korzym)
Żółte kartki: Dilaver - Kolew, Brzyski
Sędziował: Paweł Gil (Lublin) 
Widzów: 18 667

Pierwszy tego przykład był już w czwartek, gdy Lech walczył na wyjeździe w meczu II rundy z Haugesund. W pewnym momencie sympatykom "Kolejorza" nie było do śmiechu, gdy było już 3:0 dla Norwegów. Potem Lech zdobył jednak dwa gole i znacząco zwiększył swoje szanse na awans. 

Na inaugurację ligi Lech zagrał od początku z dwoma nowymi zawodnikami, jeśli nie liczyć Roberta Gumnego, który przecież tylko wrócił na Bułgarską z wypożyczenia. Bjelica postawił więc z nowych na Dilavera na środku obrony i na Situma w ofensywie. W II połowie z ławki wszedł Rakels, który początkowo siedział obok innych sprowadzonych, czyli Janickiego oraz Gytkjaera.

Kibice Lecha przybyli na mecz z Sandecją przekonani, że Lech wygrał. I to wysoko. Beniaminek z Nowego Sącza z Brzyskim, Baranem, Trochimem czy Gliwą w bramce nie miał prawa się postawić poznańskiej lokomotywie. Jakkolwiek wyglądałby skład Lecha, dla którego teraz priorytetem jest jednak awans do III rundy Ligi Europy.

Okazało się, że oczekiwania sobie, a rzeczywistość tradycyjnie sobie. Lech oczywiście miał swoje sytuacje, lepsze niż goście, ale dwukrotnie na posterunku był Michał Gliwa, który nie dał się pokonać w trudnych sytuacjach. W doliczonym czasie gry na raty łapał uderzenie Gytkjaera, ale złapał. W sumie "Kolejorz" oddał nieznacznie więcej strzałów (14-11 w tym 8-7 w celnych), ale gola nie strzelił. Sandecja zaczęła więc przygodę z Lotto Ekstraklasie w jaskini lwa, ale pożreć się nie dała. A może mogło być nawet lepiej?

Futbol.pl, źr. foto: Lech Poznań

Inne artykuły