To byłoby piękne 0:0. Korona Lettier'ego nie taka fatalna, ale Starzyński podtrzymał serię Zagłębia

Dodał: mpt
Data dodania: 17-07-2017 19:45

Latem dużo działo się w Koronie Kielce. Z klubu docierały przeważnie niezbyt sympatyczne informacje o odejściach kolejnych liderów i dziwnych metodach wyciągniętego nie do końca wiadomo skąd trenera Gino Lettier'ego. Kibice z niepokojem oczekiwali inauguracji sezonu. I chociaż Korona zagrała nieźle, to jednak przegrała, a Zagłębie Lubin nie przerwało swojej passy.

Mecz 1. kolejki sezonu 2017-18 Lotto Ekstraklasy
KORONA KIELCE - ZAGŁĘBIE LUBIN 0:1
Bramka:
Starzyński 71 k.
Korona: 33. Zlatan Alomerović - 26. Bartosz Rymaniak, 99. Bartosz Kwiecień (55. 2. Krystian Miś), 5. Adnan Kovačević, 19. Ken Kallaste - 17. Dani Abalo (11. 21. Łukasz Kosakiewicz), 14. Jakub Żubrowski, 8. Mateusz Możdżeń (84. 90. Piotr Poński), 10. Nabil Aankour, 22. Ivan Jukić - 16. Maciej Górski
Zagłębie: 1. Martin Polaček - 4. Aleksandar Todorovski, 33. Ľubomír Guldan, 5. Jarosław Jach, 23. Daniel Dziwniel - 7. Krzysztof Janus (73. 9. Arkadiusz Woźniak), 24. Jakub Tosik, 20. Jarosław Kubicki, 18. Filip Starzyński, 14. Łukasz Janoszka (65. 11. Bartłomiej Pawłowski) - 70. Jakub Świerczok (81. 13. Martin Nešpor)
Żółte kartki: Miś - Jach, Tosik, Woźniak
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)
Widzów: 6463

"Miedziowi" przyjechali do Kielc z serią rozpoczętą w zeszłym sezonie. Strzelali bowiem przynajmniej jednego gola w 8 kolejnych spotkaniach. Z Koroną chcieli przedłużyć dobrą serię. Zadanie miało być o tyle łatwiejsze, że u gospodarzy nie zagrali dwaj podstawowi stoperzy, czyli Radek Dejmek oraz Djibril Diaw. 

Początek spotkania wcale jednak nie ujawnił problemów Korony. Gospodarze stworzyli dwie świetne okazje, a w 5. minucie Aankour trafił w poprzeczkę. Wytrzymałość bramki sprawdził też Możdżeń, który w 28. minucie trafił w słupek. Jakby kibicom mało było dźwięku, gdy piłka uderza w aluminium, to w 29. minucie drugą bramkę sprawdził Świerczok, ładując także w słupek. 

W I połowie w Kielcach było sporo emocji - gospodarze wybili w końcówce piłkę z linii bramkowej, a wcześniej gol Kubickiego nie został uznany, bowiem strzelec był na spalonym. W II odsłonie tempo spadło, a bramkarze nie musieli już uwijać się jak w ukropie. 

Ostatecznie Zagłębiu jednak udało się podtrzymać passę. Prawie wszystko za sprawą wracającego z niebytu Bartłomieja Pawłowskiego, który poprzedni sezon stracił w Lechii Gdańsk. Były piłkarz Malagi w 70. minucie zatańczył w polu karnym i został sfaulowany. Do piłki podszedł Filip Starzyński i nie zmarnował okazji. 

Inne artykuły