Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ

Czy tak miało być? Reprezentacja Jerzego Brzęczka widziana okiem kibica

Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 29-11-2018 11:13
Czy tak miało być? Reprezentacja Jerzego Brzęczka widziana okiem kibica

Opada bitewny kurz po jesiennej batalii w Lidze Narodów, o której jeden z najlepszych napastników świata powiedział: Ja nie wiem o co tu chodzi. Wielu z nas kibiców, otworzyło szeroko oczy ze zdumienia, bo to my już przestaliśmy powoli rozumieć, o co chodzi w reprezentacji i wokół niej.

Po klęsce na Mundialu i rezygnacji selekcjonera Adama Nawałki, na głowy piłkarzy wylano tysiące litrów pomyj. Fala hejtu, nienawistne komentarze fanów, którzy jeszcze kilka tygodni wcześniej gotowi byli zabić za to, że ktoś śmiał wątpić w zdobycie mistrzostwa świata, to była codzienność. Kibice czuli się oszukani, a gdy dodać do tego jeszcze beztroskie wypowiedzi reprezentantów, wręcz wściekli. Idole z piedestału zostali strąceni w otchłań, a polscy fani zaczęli wychwalać siatkarzy. Niedzielni kibice zaczęli teraz pstrykać sobie selfie z trybun siatkarskich aren. A piłkarskie życie toczyło się dalej już z nowym selekcjonerem. Jerzy Brzęczek zasiadł na tronie opuszczonym przez znawcę zarówno ofensywy jak i defensywy. Nowy pierwszy po namaszczeniu przez Zbigniewa Bońka, nie bacząc na nieprzychylne opinie milionów ekspertów, ruszył z uśmiechem w rajd po telewizyjnych programach piłkarskich. Pokazywał jakże inną postawę niż poprzednik. Uśmiechnięty, wyluzowany, żartujący, roztaczał swoją wizję prowadzenia reprezentacji Polski. Miłe początki, potem było już różnie i niezbyt miło.

***

Pierwsze powołania na mecz Ligi Narodów z Włochami i towarzyskie spotkanie z Irlandią, wywołały niesamowity oddźwięk. Wszyscy śpieszyli z krytykowaniem, bo selekcjoner powołał siostrzeńca. Siostrzeńca, którego ci wszyscy krytykanci, jeszcze niedawno uwielbiali i całowali w ... Teraz Kuba Błaszczykowski był "be", nie grał w klubie, a powołany został tylko z powodu koneksji rodzinnych z trenerem Narodowej. Czy ktoś w swojej naiwności myślał, że będzie inaczej? Ja jeszcze przed decyzjami personalnymi, mówiłem  podczas rozmów ze znajomymi, z kibicami, że Kuba będzie powoływany, a selekcjoner obroni swoją decyzję, mówiąc np. o doświadczeniu Błaszczykowskiego, jakże istotnym przy pomocy we wprowadzaniu nowych zawodników do kadry. I Kuba asekurował Arkadiusza Recę, również niegrającego w swoim klubie. Jak to wyglądało, każdy widział...

Temat Błaszczykowskiego będzie tematem dyżurnym przed każdym kolejnym meczem reprezentacji na wiosnę, bo jestem pewny, że były kapitan drużyny narodowej będzie do niej powoływany. Nawet wtedy, kiedy prezes PZPN zdymisjonuje Jerzego Brzęczka, o co błaga wręcz większość ekspertów, fachowców różnej maści, no i kibiców, szczególnie tych, którzy myślą, że w reprezentacji gra ciągle Grzegorz Lato i Jan Tomaszewski. 

***

Piłkarską jesień zakończyliśmy bez zwycięstwa Biało- zerwonych, zaliczając jako pierwsi w Europie, spadek z Dywizji A Ligi Narodów, jeszcze przed ostatnią kolejką. Liga Narodów wywoływała wielkie emocje czy to na trybunach, czy wśród wielkich gwiazd europejskiej piłki, ale...nie u nas. Wypowiedzi Zbigniewa Bońka, Jerzego Brzęczka czy też Roberta Lewandowskiego, dyskredytujące nowe, europejskie rozgrywki wprawiły w osłupienie cały piłkarski "światek" w naszym kraju. Zwykły polski kibic, pytał: Jak to, Liga Narodów jest nieważna? A ja widziałem jak z bramek cieszy się Mbappe, jak szaleje Mancini po wygranym meczu. To ta nasza Liga Narodów jest jakaś inna? 

Jedno mnie zastanawia- Jaki byłby ton wypowiedzi tych panów, jakby przed ostatnim meczem z Portugalią była jeszcze szansa na utrzymanie się w Dywizji A albo nawet na awans do finałowej czwórki? Śmiem twierdzić, że całkowicie odwrotna. Nie dość, że czołowi zawodnicy zgubili gdzieś formę, to na dodatek sympatycy futbolu w Polsce musieli wysłuchiwać jak przed kamerami wylewał się stek bredni. A udzielający wypowiedzi, podejrzewam, sami za bardzo nie wiedzieli o czym mówią.

***

Analizą gry i personaliami zajęli się już eksperci, którzy na piłce nożnej znają się z pewnością ze sto razy lepiej niż taki sympatyk piłki nożnej i od prawie 40 lat, świadomy fan drużyny narodowej, jak ja. Nie będę więc zajmował się tym kto ile przebiegł kilometrów czy ile razy wykonał diagonalne (jakie piękne słowo) podanie czy też kto popełnił najwięcej błędów indywidualnych- tutaj wielkie pole do popisu mieli fachowcy- teoretycy. Spójrzmy jak te sześć jesiennych meczów naszej kadry, wyglądało z pozycji normalnego sympatyka "kopanej".

Najgorsze co się rzucało w oczy, to "wypalenie" części zawodników. Tej części, która nadaje ton reprezentacji już od dłuższego czasu. Snujący się po boisku  Grzegorz Krychowiak, irytujący swoim zachowaniem na boisku Arkadiusz Milik, wyglądający jakby miał na nim swój własny świat, wiecznie przestraszony Piotr Zieliński, znikający z pola gry na kilkunastominutowe okresy. Zawodnicy, którzy na lata mają być czołowymi postaciami drużyny narodowej, wyglądali momentami jak "dzieci we mgle", a na zbliżeniach kamery widzieliśmy ich twarze, na których malowała się prośba- Zabierzcie mnie stąd.

Kibic nie znosi takiej postawy, nawet ten, który kocha bezkrytycznie swoją biało-czerwoną reprezentację. Stąd łysiny na trybunach podczas meczu we Wrocławiu, stąd przeraźliwe gwizdy podczas meczu z Czechami. Meczu z Czechami, w którym chyba tylko selekcjoner i piłkarze widzieli powód do optymizmu na przyszłość. Tak, było kilka ciekawych akcji, było trochę lepszej gry, ale nie przesadzajmy...Znów my wszyscy widzieliśmy inny mecz, a sztab szkoleniowy i sami gracze, inny. Cóż, my po prostu się nie znamy...

***

Wysoko zawieszona  poprzeczka za kadencji Adama Nawałki, spowodowała, że wymagania są ogromne. Drużyna w większości złożona ze średniej klasy zawodników, ale będących w apogeum swojej formy, jeżdżąc na pewnej części ciała, zagrała kilka spotkań na dobrym poziomie. Uwierzyliśmy, że możemy pokonać wszystkich, a teraz, kiedy powoli wracamy na należne nam miejsce, ciężko jest znieść tę bolesną prawdę. Niech nie zmyli nikogo pierwszy koszyk, w jakim znaleźliśmy się po remisie z Portugalią wywalczonym w wyniku "wspaniałych" decyzji taktycznych Jerzego Brzęczka. Minimalizm i brak odważniejszego zaatakowania grających w osłabieniu rywali, jeżeli tak to ma wyglądać na wiosnę 2019, to niestety przyjdzie nam przełknąć gorzką pigułkę.

Osobiście nie nastawiałbym się na sukcesy w eliminacjach do Euro 2020. Powodów do optymizmu nie ma zbyt wiele, chociaż większość członków naszej kadry z Jerzym Brzęczkiem i Robertem Lewandowskim z uporem powtarza:

Na wiosnę to my dopiero pokażemy grę na światowym poziomie.

Pokażcie, kibice tylko na to czekają.

TAGI

Inne artykuły