Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Test zdany w dobrym stylu. Anglia za nami, ale co dalej?

Dodał: Jan Szlempo
Data dodania: 09-09-2021 8:13
Strzelec bramki Damian Szymański

Wynikiem 1:1 zakończyło się spotkanie z Anglikami w ramach eliminacji do nadchodzących Mistrzostw Świata. I jest to wynik sprawiedliwy, oddający przebieg wydarzeń na boisku, a przede wszystkim bardzo dobry dla kadry Paolo Sousy. Ta drużyna potrzebowała punktów, ale co ważniejsze - spotkania w solidnym stylu. W środowy wieczór zdobyła i jedno i drugie.

Atmosfera wokół kadry przed meczem z Synami Albionu nie była najlepsza. I jest to określenie delikatne. Przy okazji eliminacji do Mistrzostw Świata nie ma wielkiej ekscytacji, ogromu oczekiwań czy napompowanego balonika. To, co czuli Polscy kibice przed pierwszym gwizdkiem sędziego, to głównie obawa. O to, czy nasza reprezentacja udźwignie presję gry przeciwko Anglikom. O to, czy znów będziemy popełniać podwórkowe błędy. I wreszcie o to, czy ze starcia wyjdziemy z twarzą, czy bez niej.

Trudny test kadry Paolo Sousy

Środowy egzamin Reprezentacja zdała bardzo dobrze! Nie udało nam się zdobyć 3 punktów, ale zarówno piłkarze, jak i sztab trenerski mogą być zadowoleni. Paolo Sousa w starciu z Anglikami utarł nosa niedowiarkom, wątpiącym w jego trenerskie rzemiosło. Od początku - wystawił naprawdę poukładaną jedenastkę. Miał nosa do zaproszenia na boisko Dawidowicza, podjął dobrą decyzję wybierając Tymoteusza Puchacza, postawił na krytykowanego ostatnio (skądinąd słusznie) Grzegorza Krychowiaka i - co najważniejsze - udowodnił, że wie jak skorzystać z piłkarskiej broni masowego rażenia jaką jest kapitan reprezentacji Polski, Robert Lewandowski. Piłkarze, których powołał do gry odwdzięczyli się tego wieczoru za zaufanie. Dawidowicz ramię w ramię z Glikiem i Bednarkiem radzili sobie dobrze i dali nadzieję, że Polska defensywa może grać stabilnie i szybko. Wspierani byli przez kolegów, którzy doskakiwali do rozgrywających piłkę między sobą Anglików, zaliczyli kilka ważnych przechwytów zarówno w obronie, jak i środkowej strefie boiska. Gdy trzeba było trzymać linię defensywy w systemie 5 - 3 - 2 graliśmy stabilnie i skutecznie. Kamil Glik pokazał, że ciągle może być jasnym punktem w obronie reprezentacji, choć powoli musimy pogodzić się z tym, że dla obrońcy Benevento musimy znaleźć zastępstwo. W meczu przeciwko drużynie Garetha Southgate'a dowodził defensywą, motywował, był generałem i dał świetny przykład młodszym kolegom. Miejmy nadzieję, że kontuzje będą go omijały, bo Glika w takiej formie będziemy potrzebować. Trener Paolo Sousa może się cieszyć, że ma w swojej drużynie takiego lidera na boisku, bo to on obok Lewandowskiego jest niekwestionowanym autorytetem w szatni reprezentacji narodowej.  Spisał się też Jan Bednarek, chociaż stracona bramka częściowo wędruje na jego konto. Oczywiście lepiej mógł zachować się też Wojtek Szczęsny, który w bramce reprezentacyjnej radzi sobie jak Korwin w czasie wyborów, czyli kiepsko. Tym niemniej to obrońca grający na codzień w Premier League, zasłonił widok graczowi Juventusu, a od piłki strzelonej z 30. metra przez kapitana przeciwników się po prostu uchylił. Przy straconym golu nie najlepiej zachował się też Jakub Moder, który piłkę stracił i nie walczył by ją odzyskać. Miał momenty, w których tracił koncentrację, jednak gdy grał skupiony, dawał dużo z siebie w każdej ze stref. Na boisku swe winy próbował odkupić Krychowiak, bowiem dużo stracił w oczach kibiców przez ostatnie występy w narodowych barwach, które pozostawiały wiele do życzenia. Być może w ostatnim czasie niekorzystnie podziałała na niego zmiana otoczenia, bowiem niedawno zamienił Moskwę na Krasnodar, co było raczej pragmatyczną, przekalkulowaną decyzją, nie zaś sportowym wyzwaniem. I swoje winy odkupił, bowiem były piłkarz Sevilli zagrał spotkanie na miarę swoich umiejętności. Oczywiście nie ustrzegł się błędów, jak każdy, natomiast na boisku można było zaobserwować  zawodnika skoncentrowanego, skupionego, wypełniającego zadania taktyczne powierzone przez trenera. O tym samym niestety nie można powiedzieć o Kamilu Jóźwiaku, który nie bierze przykładu ze swojego klubowego trenera, Weyna Rooneya. Oczywiście to wciąż młody chłopak, który dopiero rozsiada się  w fotelu reprezentanta kraju, ale dzisiejszy mecz pokazał, że aby być pewnym miejsca w pierwszym składzie musi się bardziej starać, grać skuteczniej, dokładniej. Musi dawać więcej „z wątroby”, jakby to powiedział Kamil Grosicki. W układance Portugalskiego szkoleniowca swe miejsce odnalazł Adam Buksa, występujący na codzień w Stanach Zjednoczonych. A układanka ta była niełatwa, bowiem gry z powodów kontuzji odmówić musieli między innymi Piotr Zieliński, Bartosz Bereszyński czy chociażby Mateusz Klich, który dobrze zna przeciwników z jakimi mierzyli się Polacy. Wszak na codzień występuje w drużynie Leeds Marcelo Bielsy, trenera, który przywrócił angielskiej drużynie chwile blasku, a Klicha traktuje często jako ważne ogniwo swojej drużyny. Lista kontuzjowanych jest dłuższa, przecież znajdują się na niej również zawodnicy ofensywni, czyli Arkadiusz Milik czy Krzysztof Piątek. Na ich nieobecności skorzystał wspomniany Adam Buksa, który otrzymał swoje pierwsze powołanie do dorosłej reprezentacji kraju. 3 mecze, 4 bramki, składna gra taktyczna, zrozumienie i wypełnienie planu trenera. Adam Buksa to świadomy piłkarz, co udowadnia też w życiu prywatnym. W USA, gdzie występuje w New England Revolution, oprócz gry w piłkę szkoli się w kierunku marketingu i biznesu. Pochodzi z sytuowanej rodziny, co skutkuje dojrzałością i odpowiedzialnością - na codzień i na boisku. Gra w MLS też nie jest przypadkowa. To przemyślany wybór i decyzja. Gdy pojawiała się możliwość gry w Europie, Buksa mówił „jeszcze nie”. W drużynie „The revs” dostaje to, czego potrzebuje do rozwoju,  czyli współczesne ośrodki treningowe, a i metody są z najwyższej półki. Świeżość, jaką wprowadził ze swoim przybyciem do drużyny Sousy może być na tyle pociągająca, że  utrzyma swoje miejsce kadrze. 24-latek może zostać stałym kompanem Roberta Lewandowskiego w ataku, bowiem pasuje do myśli Sousy, ma warunki fizyczne, by strzelać bramki m.in. po wrzutkach w pole karne, czy stałych fragmentach gry. Dobrymi występami zarówno w klubie, jak i reprezentacji narodowej zasłuży sobie na transfer do topowej drużyny - taki jest plan Buksy. I jeśli uda mu się ten plan zrealizować to ani Milik, ani Piątek mogą już go nie wygryźć z pierwszego składu. Kto wie, może podziała to też dobrze na brata Adama, Aleksandra, który rozstał się w szumnie komentowanych okolicznościach z Wisłą Kraków i próbuje odnaleźć się w Serie A. Intuicją trenerską popisał się Sousa, który w ostatniej chwili dowołał Szymańskiego. To on dał upragnioną bramkę w doliczonym czasie gry, po czym w ekscytacji rozerwał koszulkę reprezentacyjną. Wprawdzie po wejściu na boisko, zanotował kilka strat - wszystko to jednak starł uderzając celnie, prosto do bramki strzeżonej przez Pickforda. Brawa dla Lewego za asystę, brawa dla Szymańskiego za wywaleczenie pozycji i bramkę - strzelić gola Anglikom to sztuka, która udaje się naprawdę niewielu zawodnikom. 

Najlepszy piłkarz na świecie

Czy Robert Lewandowski jest najlepszy na świecie? Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie, na pewno mecz taki jak ten, które kapitan reprezentacji polski zagrał przeciwko Anglii, przysporzy mu sympatyków. Już w pierwszej minucie, mając piłkę przy nodze ożywiał kolegów i zachęcał do szybszego wychodzenia na pozycje. Wygląda na to, że Paolo Sousa znalazł odpowiednie miejsce dla Lewego, bowiem kapitan gra jak z nut. Uczestniczy w kreowaniu akcji ofensywnych, rozprowadza piłkę, utrzymuje się przy niej. Niewiele zabrakło, a strzeliłby bramkę po ekwilibrystycznym opanowaniu futbolówki i znakomitym obrocie. Pomagał kolegom z drużyny łącząc obowiązki napastnika grającego z 9 oraz rozgrywającego noszącego na koszulce numer 10. Wcześniejsi trenerzy kadry, którzy pracowali z Robertem Lewandowskim nie do końca wiedzieli jak wykorzystać jego umiejętności. Z Brzęczkiem, który został zastąpiony przez Sousę, mieli bardzo nie po drodze, ciężko było im nawet ukrywać niechęć do siebie nawzajem. Z kolei Adam Nawałka nie do końca wiedział jak prowadzić napastnika Bayernu Monachium. Dzisiaj możemy obserwować pomysł Paolo Sousy na to, gdzie i jak ma grać Lewy w drużynie narodowej. Portugalczyk dba też o dobre relacje z napastnikiem - zaraz po dość niespodziewanym objęciu drużyny reprezentacyjnej wybrał się do Monachium, by poznać się i porozmawiać z Robertem Lewandowskim. Ich współpraca układa się obiecująco, Sousa wie, że aby mieć jakiekolwiek szanse na sukces w roli trenera Polskiej reprezentacji musi dogadywać się z jej kapitanem i stworzyć mu warunki do tego, żeby chciał ciągnąć kolegów z drużyny za uszy, gdy jest taka potrzeba. I żeby wiedział jak to zrobić. Mecz przeciwko Anglikom można było rozpatrywać jako pojedynek dwóch klasowych snajperów. I choć to Harry Kane schodził z boiska z bramką, to Lewy pokazał, że jest bardziej kompletnym piłkarzem. Faktem jest, że Harry Kane nie zmienia swojej nominalnej pozycji gdy gra w kadrze, nie musi brać na siebie odpowiedzialności przez cały mecz, ma obok siebie zawodników, z których każdy może zrobić realną różnicę. Rola Lewandowskiego w kadrze jest dużo bardziej odpowiedzialna, na boisku jasne było, że pojedynek kapitanów wygrał polski napastnik. Grający w ten sposób Lewandowski to zbawienie dla Sousy, ulga dla kibiców i nadzieja na wyniki. A ostatnie mecze portugalskiego trenera pokazują, że w końcu mamy trenera, który ma pomysł na Lewego.

Anglia za nami, ale co dalej?

Mecz przeciwko angielskiej ekipie to spotkanie, które może dać nowy początek drużynie Paolo Sousy. Jeśli reprezentanci utrzymają poziom skupienia, jaki zaprezentowali w Warszawie, a intuicja trenera dalej będzie mu dobrze podpowiadać mamy szansę na rozwój reprezentacji. W poprzednich meczach pod batutą portugalskiego szkoleniowca graliśmy głównie przeciętnie, brakowało wielu rzeczy, ale przede wszystkim stylu, pomysłu. Od ośmiu meczy reprezentacja nie potrafi zachować czystego konta, a bramkę przeciwko polakom zanotowało nawet San Marino. Polscy trenerzy mają swoje mity założycielskie. Leo Beenhakker wygrał z Portugalią w 2006 roku,  do tej pory pamiętam ryk i emocje towarzyszące grze Ebiego Smolarka w tamtym meczu, byłem wtedy na stadionie w Chorzowie i był to piękny moment dla kadry i polskich kibiców. Adam Nawałka miał swój historyczny moment pokonując Niemcy. Mecz reprezentacji Polski z Anglią nie jest tak udany i euforystyczny, jak tamte wygrane. Ale nie musi taki być, bo ważne jest to, że zobaczyliśmy pomysł. Wygląda na to, że Paolo Sousa jest coraz bliżej ułożenia drużyny tak, jakby tego chciał. Jego wizja zaczyna się sprawdzać, karty na które postawił Portugalczyk mogły zaskakiwać, budzić mieszane uczucia, ale trener udowodnił, że powinniśmy mu ufać. Odrobił lekcje, bowiem na boisku było widać przygotowaną i taktycznie zorganizowaną drużynę. Z boiska zdjąć ukaranego żółtą kartką Krychowiaka, żeby nie wydarzyła się powtórka z rozrywki, gdzie zawodnik grający w lidze rosyjskiej dostaje drugą żółtą kartkę i osłabia zespół.

Rodzą się więc pytania - czy następny mecz zagramy też tak przygotowani? Tak skoncentrowani? Zmotywowani? Polacy lubią grać trudne mecze, pokazują pazur gdy skazywani są na porażkę. Tak było w meczu z Anglią, tak było w meczu z Hiszpanią. Gramy mądrzej, lepiej i ciekawiej dla oka gdy mierzymy się z wymagającymi przeciwnikami, którzy na papierze są absolutnymi faworytami. Tymczasem gubimy się i gramy dość chaotycznie z przeciwnikami z niższej półki, co pozostawia pewien niesmak. Być może jest to wpisane w nasze DNA, taka natura powstańcza - w obliczu najważniejszej walki porywamy się, mobilizujemy. I gramy jak równy z równym z wicemistrzami Europy. Bo choć statystyki posiadania piłki, czy liczby wymienionych podań przemawiają na korzyść drużyny Southgate’a, to drużyna Sousy nie była gorsza. Ba, miejscami nawet przeważała. I tę formę musimy utrzymać. Zarówno sztab szkoleniowy, jak i piłkarze muszą znaleźć w sobie motywację i umiejętności, by grać z każdym przeciwnikiem tak, jak zagrali z Anglią. Wtedy możemy być spokojni o kadrę. Bo choć wciąż jest dużo mankamentów i niedociągnięć, to zmierzamy w dobrym kierunku. Paolo Sousa musi pokazać charakter i utrzymać poziom, jaki zaprezentowaliśmy na naszej twierdzy - Stadionie Narodowym. Jeśli ta sztuka mu się uda - powinniśmy dotrzeć do barażów i wyjść z nich obronną ręką. 

Listopadowa weryfikacja

Przed nami jeszcze 4 spotkania w ramach Eliminacji do Mistrzostw Świata. W listopadzie ponownie zagramy przeciwko San Marino, Albanią, Andorą i Węgrami. Tak naprawdę to nadchodzące spotkania pokażą na co nas stać. Wprawdzie zajmujemy teraz trzecie miejsce w naszej grupie, ustępując o punkt reprezentacji Albanii oraz o pięć punktów Anglii, ale powinniśmy prześcignąć ekipę z Bałkanów i wywalczyć drugie miejsce w tabeli. Teoretycznie czekają nas łatwiejsze mecze, jednak to od nas będzie zależeć ile punktów w nich uzbieramy. Jeśli chcemy utrzymać się na powierzchni musimy zrobić tylko tyle i aż tyle - grać ze wszystkimi tak, jak zagraliśmy z anglikami.

„To proces, w czasie którego wciąż się rozwijamy” - tak mówił po meczu Paolo Sousa. Szkoleniowiec Polaków w środowy wieczór pokazał trenerski kunszt, wizję gry i intuicję. Dał pozytywnego kopa kilku młodym chłopakom, pokazując, że im ufa, a ci odwdzięczają się na boisku. Teraz możemy oczekiwać tylko jednego - utrzymania tego poziomu. Wtedy będziemy mogli uwierzyć w reprezentację Sousy i w to, że faktycznie się rozwijamy. Miejmy nadzieję, że następne mecze kadry przyniosą nam tyle samo pozytywnych emocji, a przede wszystkim - punktów.

Inne felietony