Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

CZEGO BEACH SOCCER MOŻE NAUCZYĆ PIŁKĘ NOŻNĄ? | PROZA FUTBOLU #1

Dodał: Jan Nadolny
Data dodania: 27-09-2021 10:45
źródło zdjęcia: youtube.com


Proza futbolu to zupełnie nowy format, w którym to raz w tygodniu będę komentować aktualności z piłkarskiego świata. Bynajmniej nie będzie to powszechnie powielane wyrażanie własnej opinii - czy drużyna A po jednym dobrym meczu ma szansę na mistrzostwo kraju czy nie. W Prozie futbolu, podejście do naszego ukochanego sportu będzie takie, na jakie on zasługuje. Bo futbol nie ogranicza się jedynie do statystyk, kwot transferowych i kursów bukmacherskich. To filozofia, która przy odrobinę szerszym spojrzeniu może dać nam wiele życiowych wskazówek. Tą serią chcę przekonać Was, że w tych wszystkich rozgrywkach, niezliczonych meczach, na pozór błahych plotkach i newsach - kryją się piękne, wartościowe i pouczające historie, które mogą uczynić nas bardziej świadomymi, wrażliwszymi ludźmi. Wystarczy tylko chcieć je dostrzec. 

*            *            * 

Mam przeczucie, że większość kibiców nie jest prawdziwie świadoma nadchodzącej rewolucji piłki nożnej. Większość ekspertów telewizyjnych i opinia publiczna starają się wpychać nam do głowy jednoznaczną opinię, że grzebanie w “fundamentalnych” zasadach piłki lub pomysły a la Superliga są zbrodnicze i nikt ich nie popiera. Tymczasem młodzi ludzie, których to zarówno FIFA, jak i UEFA obrały sobie za konsumenta nr 1, w dużej mierze pomysły te szczerze aprobują. Nie kieruje nimi bowiem sentymentalna nuta, blokująca z marszu wszelkie innowacje frazesem “tak było od zawsze”. Dla nich, co i dla mnie jako jeszcze nastolatka jest w pełni zrozumiałe, najważniejsza jest intensywność wrażeń oraz możliwie najwyższy poziom rozgrywek. A to powoduje, że Rubikon zmian przekroczymy szybciej, niż się nam wszystkim wydaje. 

Główna obawa, jaka jest wysuwana przeciwko rewolucji - bo tak trzeba nazwać korekty w długości spotkania, zmiany hokejowe, auty wykonywane nogą, itp. - to że zatracimy ducha klasycznej piłki kopanej na rzecz komercyjnej szopki. Pozostaje w takim wypadku zapytać: czy pozostało coś jeszcze do zatracenia, jeśli pod przykrywką jednoczenia różnych zakątków świata w imię uczciwej sportowej rywalizacji, podpisujemy się pod handicapem dla wybranych drużyn na Euro 2020 czy wspieraniem desperackiego, elitarnego katarskiego reżimu, powierzając temu państwu organizację MŚ 2022 - tylko i wyłącznie dla pieniędzy? Bo moim zdaniem, dotarliśmy już do absolutnego dna.  

Z całym szacunkiem dla mojej i Waszej ukochanej piłki nożnej, ale jej zasady są całkowicie niedostosowane do potrzeb ludzi XXI wieku. Żyjemy dziś coraz szybciej i intensywniej. Każdy z nas z pewnością kilka razy w ciągu dnia musi wybrać, na co poświęci swój najcenniejszy towar współczesności - czas. 

Jeden mecz zabiera nam aż 2 z 24 godzin jakie liczy doba. To zdecydowanie za dużo. Ludzie pomimo ogromnego kultu i atrakcyjności futbolu, przestaną traktować go priorytetowo. Są zatem dwie drogi: albo skrócimy ten czas i jeszcze bardziej podkręcimy intensywność meczu, albo ten piękny sport stanie się rozrywką niszową, zastąpioną przez streamerów, tiktokerów, youtuberów i esport.  

Prawdopodobnie takie właśnie myśli kołaczą się w głowach największych baronów piłki. I widać, że mają ogromny dylemat. Gdyby bowiem byli w stu procentach zgodni co do słuszności zmian, wprowadziliby je natychmiastowo. Dokładnie tak samo, jak zniesioną od tego sezonu Ligi Mistrzów zasadę bramek na wyjeździe. Padł pomysł, social media rozgrzały się do czerwoności i nie minął kwartał, a korekta weszła w życie. Rządzący piłką po prostu boją się zagrać va banque.  

A przecież tuż pod nosem, pod własną jurysdykcją mają dyscyplinę, w której większość innowacyjnych dla futbolu pomysłów funkcjonuje już od dawna.  

W piłce nożnej plażowej mecz podzielony jest na 3 tercje, każda po 12 minut. Boisko jest o wiele mniejsze (26-28x35-37m), podobnie jak bramki (2,2x5,5m). W jednej drużynie na boisku gra 5 zawodników, w tym bramkarz. Obowiązują tzw. zmiany hokejowe. Auty można wykonywać zarówno rękoma, jak i nogami, przy czym niemal zawsze stosuje się drugą opcję. Mecz nie może zakończyć się remisem - jeśli 3-minutowa dogrywka nie przyniesie rozstrzygnięcia, decydują rzuty karne. Istnieje też specjalny przepis chroniący skillerów. Jeśli podczas składania się do przewrotki bądź nożyc przeciwnik dotknie piłki lub zawodnika wykonującego akrobację, sędzia odgwizduje rzut karny - niezależnie od miejsca przewinienia.  

Wszystkie reguły tej gry spisane zostały na 136 stronach. Dlatego też, przytoczę jeszcze tylko dwie najciekawsze. Rzut wolny oraz rzut karny wykonuje zawodnik, na którym popełniono faul. Istnieją tylko dwa wyjątki - gdy faul nastąpił w wyniku zagrania ręką oraz gdy zawodnik sfaulowany odniósł kontuzję, która wyklucza go z gry. Kolejna zasada dotyczy bramkarzy. Golkiper nie może przebywać z piłką w rękach lub przy nodze dłużej niż 4 sekundy. Aby zyskać więcej czasu, musi przekroczyć połowę boiska. Przepis ten jest często wykorzystywany przez najlepszych bramkarzy świata, aby urozmaicić grę ofensywną swojej drużyny. Co zresztą bardzo często daje oczekiwane efekty. 

Beach soccer jest idealnym przykładem dyscypliny, w której to zasady są dla grających, a nie na odwrót. Statystyka pokazuje, że najwięcej bramek pada ze stałych fragmentów gry - wprowadzono przepis, że wykonuje je sfaulowany. Zapobiega to zjawisku dżokera, który wchodząc tylko na rzuty karne i wolne zdobywa kilka bramek na mecz. Bramkarze grali na czas, kapkując pod własną bramką - teraz mają na jej pozbycie się parę sekund.  

Nie bez powodu od kilku lat powtarzają się głosy, że piłka nożna plażowa to najprężniej rozwijający się sport na świecie. Posiada on naprawdę wiele zalet, a niektórych z nich niezwykle brakuje piłce nożnej. Począwszy od sycącej ilości koronkowych akcji i przepięknych goli. Średnia goli na mecz w beach soccerze sięga blisko 9 (dokładnie 8,8), a strzał na bramkę obserwujemy co 30 sekund! Dosłownie nie ma chwili, żeby oderwać wzrok od telewizora. Dynamikę dodatkowo budują 12-minutowe tercje, małe boisko, hokejowe zmiany i czynny udział bramkarza w meczu. Na piasku nie ma wtedy żadnego niezatrudnionego gracza, wszyscy aktywnie uczestniczą czy to w bronieniu, czy atakowaniu, co automatycznie udziela się także widzowi. A propos widowni, warto wspomnieć o wspaniałej, karnawałowej atmosferze na trybunach. W czasie spotkania z głośników leci muzyka, pogoda z wiadomych przyczyn zawsze dopisuje, więc i kibice są zrelaksowani, pełni dobrej energii. 

Dopełnieniem całości jest nieodzowny piasek, który dzieli i rządzi każdym spotkaniem. Nieraz zdarza się, że drużyna przegrywająca z kretesem jest w stanie wrócić do gry po jednej fortunnej odbitce od wydmy. W futbolu jesteśmy oburzeni, gdy kałuża zatrzymuje piłkę tuż przed linią bramkową. W beach soccerze jest to kolejna zmienna, która czyni z meczu prawdziwe widowisko. A przecież do tego nieuchronnie dążymy - aby sport był możliwe najbardziej emocjonującą rozrywką.  

Piłka nożna jest sportem pionierskim, priorytetowym dla niemal wszystkich największych inwestorów tej branży. Życie milionów ludzi zależy od tego, jak szybko kręcić będzie się futbolowa karuzela finansowa. Wiem, że to smutna, bezduszna wizja rzeczywistości. Ale tak to po prostu wygląda.  

Możemy jednak nadal wyciągać dla siebie z tego amoralnego bagienka szlachetne wartości, którymi sport stoi od początków powstania. Możemy pójść śladem beach soccera. Dyscypliny, która aż kipi radością, zdrową rywalizacją i świetną rozrywką. W tym przypadku, branie przykładu z młodszej siostry byłoby dla piłki nożnej nader korzystne.  

Wiadomo, że nikt nie będzie specjalnie zmniejszał stadionów ani puszczał latynoskich kawałków na meczach, bo nie chodzi tu o kopiowanie. Ale gdyby dostosować potrzebę zmian do jakże bogatej kultury futbolu, efekt mógłby być znacznie ciekawszy niż jesteśmy w stanie to sobie wyobrazić. 

Technologię Goal Line i VAR oparto na stosowanych w siatkówce i tenisie challengach. I trzeba przyznać, że poziom uczciwości, ale i emocji, został dzięki nim zdrowo podwyższony. Dlaczegóż by nie pójść tym tropem i nie zmieniać dalej, w oparciu o doświadczenia z innych dyscyplin? 

Jedną z największych ułomności człowieka jest brak zdolności do przewidywania konsekwencji swoich działań. Najwybitniejsze jednostki w historii wykształciły w sobie ledwie jej krztynę, a każdy z nas ma wyuczone na pamięć ich osiągnięcia. Nie wiemy, co stanie się z futbolem po rewolucji - jak będziemy go postrzegać. Czy to będzie wciąż ta ukochana piłka nożna, czy jej żałosna imitacja. Ale używając rozumu, korzystając z tego, co już funkcjonuje, możemy przeformułować ją na zasadzie naśladownictwa.  

Nieprzekonanym polecam obejrzeć w całości choć jeden mecz piłki nożnej plażowej. Wiadomo, że i ona nie jest idealna. Ma swoje wady, chociażby związane z piaskowym boiskiem - niektórych jego losowość fascynuje, innym przeszkadza. Jednakże na poziomie dostarczania bodźców emocjonalnych, to zupełnie co innego niż klasyczna piłka nożna.  

Zatem może warto spróbować - przestać traktować futbol jako bezwzględnie najlepszy sport i skorzystać z pomysłów innych? Bo nie wszystko co mniej popularne, musi być od razu gorsze. 

TAGI

Inne felietony