Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Ból i blask. Gra głową a zdrowie piłkarza

Dodał: Jan Szlempo
Data dodania: 13-10-2021 13:26
Ból i blask. Gra głową a zdrowie piłkarza

Zawodowi gracze muszą mierzyć się zarówno z plusami uprawianego przez siebie zawodu, jak i jego minusami. Oczywiście – jak każdy z nas. Wprawdzie ci najlepsi są sowicie wynagradzani za swą grę, mają też odpowiednio przygotowane zaplecze medyczne, do którego mogą zwrócić się w każdym momencie. Tych na samym szczycie jest zaledwie kilka procent, a problem dotyczy wszystkich piłkarzy – od uderzeń głową mogą rozwijać się problemy natury neurologicznej. 

 

Kontuzje i zwycięstwa

 

Życie zawodowego piłkarza można opisać tytułem najlepszego filmu Pablo Almodovara, czyli „Ból i blask”. Dość autobiograficzne dzieło hiszpańskiego reżysera to podróż przez najważniejsze momenty z życia bohatera granego przez Antonio Banderasa i jak w życiu każdego człowieka – pełno w nim wzlotów i upadków. Jednak mało kto doświadcza tej szalonej sinusoidy tak, jak sportowcy.

 

Trudne i długotrwałe kontuzje zmieniły karierę wielu zawodników. W tej sytuacji chodzi jednak o coś więcej – życie i przeżycie na piłkarskiej emeryturze. Jeszcze kilka lat temu nie było to takie oczywiste, ale dziś naukowcy są zgodni – częste i powtarzające uderzenia głową w piłkę uszkadzają układ nerwowy i mózg, doprowadzając do trwałych i nieodwracalnych urazów. Gra głową przez wiele lat treningów i meczów jest niebezpieczna dla zdrowia, a w dalszej perspektywie nawet dla życia i jego jakości. Po kilkunastu lub kilkudziesięciu latach mogą ujawnić się problemy. I to problemy niebagatelne, bo stałe uderzanie piłki głową może prowadzić do choroby Alzheimera, demencji czy stwardnienia zanikowego bocznego.

 

Profesjonalna piłka waży mniej niż pół kilo – jej waga nie może przekroczyć 450 gram, nie może też spaść poniżej 410. W środku piłki panuje ciśnienie wahające się od 0,6 do 1,1 atmosfery. Rekordowa prędkość, z jaką leciała kopnięta piłka to… 211 km/h. Brazylijczyk Ronny, do którego należy ten rekord, nie zrobił nigdy wielkiej kariery, ale pod kątem mocy uderzeniowej ustępują mu legendy takie jak Arjen Robben (190 km/h) czy Ronald Koeman (188 km/h). Oczywiście – były to strzały, po których nikt nie zamierzał piłki dotykać głową, ale obrazują o jakiej mocy rozmawiamy. Bramkarz wybijający piłkę z pola bramkowego również nadaje jej potężnych prędkości, a ta, spadając, nabiera masy rzeczywistej. 

 

Badacze alarmują, że ograniczenie gry głową lub chronienie jej w czasie spotkań i treningów może być kluczowe dla utrzymania zdrowia piłkarzy. Sami zawodnicy coraz częściej zgłaszają objawy, które podobne są do wstrząsu mózgu – nawracające bóle głowy, zawroty i kłopoty z koncentracją. Piłkarze muszą się liczyć z konsekwencjami uprawiania sportu zawodowo. Ważne jest też to, by mieli rzeczywisty obraz możliwych konsekwencji długoterminowych. 

 

Head Of Change, czyli zmiany

 

Fundacja, która zajmuje się rozpowszechnianiem wiedzy na temat możliwych skutków ubocznych gry głową w piłce nożnej, prowadzona jest przez Judith Gates. I byłaby to piękna inicjatywa, gdyby nie to, że podszyta jest bólem i stratą. Jej mąż, Bill Gates, był obrońcą. „Bill grał dla Middlesbrough przez 13 lat w latach 60. i 70. Był środkowym pomocnikiem, znanym z bardzo dobrej gry w powietrzu i niestety dzisiaj za tę reputację płaci. To, co wygląda na coś absolutnie niewinnego w danym momencie, prowadzi później do tego, że człowiek „zanika" z dnia na dzień.  Bill zaczął mieć problemy z pamięcią około 10 lat temu. W 2014 roku zdiagnozowano u niego łagodne upośledzenie funkcji poznawczych, a trzy lata później, po szczegółowych badaniach w Ameryce Północnej, powiedziano nam, że cierpi na przewlekłą encefalopatię urazową”.

 

Niedawno miał miejsce nietypowy mecz – w pierwszej połowie dozwolone było zagranie głową (tylko w polu karnym), w drugiej części spotkania takie zagranie było zakazane. Mecz na Brewery Field rozgrywany na stadionie drużyny Spennymoon Town to pierwsze podobne spotkanie w historii, dlatego jeszcze bardzo długa droga do tego, by wprowadzono zmiany. 

 

Przez problemy z demencją cierpiał w swoich ostatnich latach życia Gerd Mueller. Na neuronalne schorzenia cierpieli też inni wielcy: Willie Maddren, Nobby Styles, Jack Charlton. Przypomnieć też warto o tuzach Manchesteru United – z problemami boryka się Denis Law czy Sir Bobby Charlton, który – notabene – obchodził niedawno 84. urodziny.

 

Wstrząs i pozew

 

Piłka nożna to nie jedyny sport, który może prowadzić do tragicznych konsekwencji związanych z problemami neurologicznymi. Od dawna wiadomo, że bokserzy narażeni są na podobne konsekwencje, które objawić się mogą wiele lat po zakończeniu kariery. Po niektórych z nich widać to jednak w trakcie lub niedaleko po odwieszeniu rękawic. Rok temu świat obiegła informacja, że ośmiu rugbystów planuje pozwać światową organizację World Rugby, a także angielską oraz walijską federację, za to, że nie wprowadzały rozwiązań, które wystarczająco chroniłyby ich zdrowie. Dziś cierpią oni na niespotykaną w ich wieku demencję i najprawdopodobniej encepalofatię urazową. 

 

Głośno o problemie w szerszej perspektywie zrobiło się w roku 2015 za sprawą filmu „Wstrząs”. Will Smith gra doktora, który znajduje dowody na korelację pomiędzy mikrowstrząsami i mikrourazami a późniejszymi samobójstwami sportowców. I choć jest to oczywiście amerykańska produkcja, przepełniona sztampą i przesadą, to jednak problem jest jak najbardziej realny, wszak inspiracją do powstania filmu był autentyczny artykuł naukowy, który udowadniał, że nie jest to incydentalne. 

 

W szkockim Stirling przeprowadzono eksperyment. Dr Willie Stewart wraz ze swoją grupą badaczy poddał grupę piłkarzy eksperymentowi. Zadaniem badanych było uderzenie głową piłki, która wcześniej była dośrodkowywana z narożnika boiska. Następnie uczestnicy eksperymentu rozwiązywali testy pamięciowe. I wyniki byłyby szokujące, gdyby nie to, że są zatrważające. Badani tracili nawet do 67 proc. pamięci. Dobę później, przy wykonywaniu tych samych testów, poprawa była statystycznie istotna, czyli naprawdę duża. Wniosek badaczy był taki, że jesli takie zmiany pojawiają się w czasie treningu, to urazy powstałe i powtarzane w czasie wielu treningów i spotkań muszą mieć poważniejsze konsekwencje. Badania zostały powtórzone i potwierdzone również na innych uniwersytetach. 

 

Wielka kumulacja

 

Niestety mikrourazy się kumulują. Ich powtarzalność jest czynnikiem pogłębiającym problem, który jest właściwie niewidoczny. A jednak istnieje i wzmacnia się z każdym treningiem, a ich są wszak tysiące w czasie kariery. Czy piłkarze, biorąc na wzór rugbystów, przygotują zbiorowy pozew przeciwko federacjom? Oby nie, przecież nie chodzi tutaj o szukanie winnych i zadośćuczynienie. Niestety, ale tym, którzy już zostali dotknięci problemem nie można pomóc bardziej niż opieką na bieżąco. Można jednak zacząć wprowadzać procedury i rozwiązania, które uchronią zawodników dziś i jutro. A przynajmniej zacząć ich szukać. 

 

Charytatywny mecz zorganizowany przez żonę Billa Gatesa, to jeden z pierwszych kroków w tę stronę. Ile trzeba będzie ich zrobić, by piłkarze mogli bezpiecznie dożyć swoich lat? Pewnie wiele, dlatego profilaktykę należy rozpocząć jak najszybciej.

Inne felietony