Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Król Karim, czyli Złota piłka i szare kraty

Dodał: Jan Szlempo
Data dodania: 21-10-2021 14:06
Karim Benzema

Francuz o algierskim pochodzeniu od lat jest punktem kluczowym dla wszystkich trenerów zasiadających na ławce trenerskiej Królewskich. Bez problemu dźwigał presję Realu Madryt podczas wielu kampanii w Lidze Mistrzów, to on stał się liderem drużyny po odejściu Cristiano Ronaldo, nikt inny, tylko on jest teraz absolutnym liderem w drużynie z Bernabeu. 

Karim, Carlo, Florentino. Trzech wspaniałych

Świat jednak nigdy nie wystawi mu laurki, wydaje się też, że jego osiągnięcia są po prostu niedoceniane. Może dlatego, że większość czasu spędził w cieniu nieśmiertelnego portugalczyka z Madery? Może przez kryminalną przeszłość? A może dlatego, że Karim Benzema po prostu wchodził na boisko i robił to, co do niego należało. Wydaje się, że jest to piłkarz skrojony pod drużynę Królewskich, zarządzaną z wysokiego zamku przez Florentino Pereza. Ten swojego gracza uwielbia, chwali i ocenia wszystkich, którzy go krytykują. 

Założenie prezydenta klubu, które przyświecało mu, gdy ponownie obejmował fotel włodarza było rozszerzeniem jego wcześniejszej wizji - Florentino chciał stworzyć Galaktikos 2.0, drużynę złożoną z piłkarskich gwiazd oraz wychowanków szkółki z Santiago Bernabeu. Dla Pereza jest jeszcze jedna istotna rzecz, być może nawet ważniejsza, niż status gwiazdy, czy klub macierzysty. Jest nią posłuszeństwo. 

Prezes klubu jest najważniejszy, jego zadowolenie kluczowe, jego zdanie decydujące. Wie o tym Karim Benzema, który nigdy nie pozwolił sobie na krytykę sztabu, trenera, czy strategii zarządzania klubem. Napastnik wywiązuje się ze swojej roli od lat, śrubując swoje liczby, podkręcając wyniki drużyny i przyjmując presję, wtedy, gdy jest taka potrzeba. Benzema nie zawodzi, a jak nie kochać kogoś, komu po prostu można ufać? Że strzeli bramkę, gdy drużyna będzie w dołku, podpowie kolegom, co zrobić, by lepiej się ustawić i potem tę piłkę poda, zaliczając asystę? Francuz robi to wszystko, po czym przybija piątkę trenerowi, bierze prysznic i wraca do domu. Nie awanturuje się, że chce wyższy kontrakt, że w klubie potrzeba zmian, czy, że strategia na mecz była źle obrana. Karim to profesjonalista. I to wielokrotnie podkreślał Perez, dla którego Karim jest wręcz jak pupilek - dawno nie widzieliśmy żadnego gracza, o którym Florentino mówił w tak miłych i ciepłych słowach.

Być może to tajemnica jego równie dobrych relacji z trenerem, Carlo Ancelottim. Włoch, będący jednym z najbardziej utytułowanych szkoleniowców, a wcześniej piłkarzy, zaskakuje swoim spokojem, opanowaniem i wolnością, którą daje piłkarzom. Ale to nie wszystko - Carlito dawno temu nauczył się, że żaden system nie jest ważniejszy od prezesa klubu. 

A dowiedział się tego pełniąc funkcję trenera w AC Milan, podczas gdy prezesem Rossonerich był legendarny Silvio Berlusconi. Były premier Włoch, o którym Carlo wypowiadał się, używając tylko jednego słowa - “On”. Zawsze z wielkiej litery, zawsze z szacunkiem. Prawdopodobnie to właśnie Carlito, gruby chłopak z pełną michą tortellini emiliani, jak sam siebie opisuje, zainspirował tytuł filmu o Silvio - “Loro”, czyli “Oni”. Dzieło Paolo Sorrentino, który nigdy nie krył uwielbienia do piłki nożnej, 3 lata temu zrealizował film pełen fascynacji Silvio Berlusconim. Fascynacji gorzkiej, przepełnionej refleksją i cieniem spowijającym blask bijący od kontrowersyjnego polityka. Ancelotti pozwalał mu na wiele - uczestnictwo w odprawach przedmeczowych, dodatkowe kopie z planem na mecz, opowiadania kawałów na chwilę przed wejściem na boisko. W czasie współpracy Berlusconiego z Ancelottim, ten drugi zrozumiał, że praca trenera w dużej mierze polega na tym, by zaspokajać apetyt prezesa. Silvio chciał, by Milan grał piłkę piękną, finezyjną i ofensywną - to miał mu zagwarantować Carlito. Podobnie jest w Realu Madryt - wszyscy mają dać Perezowi to, czego oczekuje, a ten, w zamian, zrewanżuje się dobrym traktowaniem, dobrą wypłatą i gwarancją współpracy. Mało to romantyczne, ale jakie pragmatyczne. Może tak wyglądają piłkarskie związki idealne?

Buntownik z Kabyli. Kariera (prawie) idealna

Napastnik Realu Madryt urodził się w Lyonie, do którego jego dziadkowie trafili w latach 50. XX wieku. Oryginalnie rodzina pochodzi z Kabylii, górzystej krainy na północy Afryki. To miejsce słynie z upraw rolniczych, głównie fig i oliwek. Karim jednak był już drugim pokoleniem swojej rodziny, które mieszkało we Francji, choć jego relacje z tym krajem są lekko mówiąc… trudne. 

Karim wypadł z kadry reprezentacyjnej ze względu na pozasportowe, a bumerang, jakim jest jego konflikt prawny wraca po raz kolejny. Szantaż kolegi z reprezentacji może zaprowadzić Karima do więzienia. Chociaż ostatecznie nie wiadomo, jaką rolę w tej sytuacji odegrał zawodnik Realu Madryt, zostawiło to ogromną rysę na jego diamencie. Usunięcia z narodowej drużyny domagał się premier Francji, szkoleniowiec Deschamps odsunął go od składu i nawet pozwał za obraźliwe wypowiedzi, a sam Benzema dolał oliwy do ognia, przyznając, dlaczego nie śpiewa hymnu Francji przed meczami reprezentacji: “Marsylianka opowiada o wojnie, co mi się nie podoba. W reprezentacji Francji grałem tylko ze względów sportowych. Moją ojczyzną jest Algieria”. To nie jedyny wyrzut Benzemy do narodu francuskiego: “Kiedy strzelam gole, jestem Francuzem, gdy tylko przestaję, zaczynają się problemy. Wtedy jestem Arabem”

Oj nie spodobało się to kibicom nad Loarą, ani trochę. Choć był to raczej rodzaj reakcji - kadra odrzuca Benzemę, Benzema odrzuca kadrę. Bo jak miał pogodzić się z tym, że codziennie trenuje w jednym z największych klubów na świecie, a zaproszenia do reprezentacji są wstrzymane? Nie dziwi więc zdenerwowanie i odrzucenie, nie dziwią słowa o Marsyliance, której refren opowiada między innymi właśnie o krwawej i bestialskiej agresji na tereny Algierii, która miała miejsce w XIX wieku.

Do broni, bracia dziś!
Zewrzyjcie szyki wraz!
I marsz, i marsz!
By ziemię krwią
napoić, przyszedł czas!

Ciężko byłoby oczekiwać, by piłkarz pochodzenia Algierskiego z radością śpiewał te słowa, choć Karim pierwszym Algierczykiem w reprezentacji przecież nie jest. Relacja między narodem afrykańskim a francuskim jest napięta od 200 lat, znakomicie opowiada o tym reżyser Michael Haneke, który w niezwykle poetycki sposób piętnuje społeczne niepokoje, nierozwiązane od lat. Tacy piłkarze jak Benzema są poniekąd kolejnymi ofiarami nieskończonej wojny w kraju, który ciągle się radykalizuje, pokazująć, że nie potrafi zrozumieć, czym może być rozwinięte społeczeństwo. Sam to zresztą sugerował, mówiąc: “Didier Deschamps ugiął się pod presją skrajnej prawicy”. To samo zarzucił mu legendarny gracz - Eric Cantona, dodając, że Deschamps nie powołuje też innych graczy muzułmańskiego pochodzenia. 

Reprezentacja Francji w oparach kontrowersji, skandali, oskarżeń o rasizm od roku, w którym odrzucili Benzemę radziła sobie jednak bardzo dobrze, dlatego wszystkie pozapiłkarskie sprawy musiały być absolutnie z boku. W roku 2016 zostali wicemistrzami Europy, przegrywając w dogrywce z Portugalią. Dwa lata później zostali Mistrzami Świata, a trofeum zdobyte w Rosji zdobyli strzelając aż 4 bramki w finale. Karim Benzema na pewno chciałby się znaleźć w zwycięskiej drużynie, zwłaszcza, że przecież grał pierwsze skrzypce w jedenastce królewskich, zdobywając seryjnie nie tylko bramki, ale też trofea Ligi Mistrzów. 

Złota Piłka i szare kraty

Złote dziecko Lyonu, którego przeszedł wszystkie szczeble młodzieżowe nie miał łatwego wejścia do reprezentacji narodowej, nie miał też łatwego wejścia do drużyny z Madrytu. Dziś mówimy o piłkarzu, któremu należy okazać zaufanie i wsparcie, a ten odwdzięczy się zaangażowaniem i bramkami. 

Dla Realu Madryt strzelił ich już 290, notując 570 występów. Co ciekawe, napastnik jest rekordzistą pod kątem asyst w historii klubu z Santiago Bernabeu. W tym sezonie rozegrał 11 spotkań, zaliczając 11 bramek i 8 asyst. Kosmiczne liczby Karima Benzemy pokazują też bardzo ważny element - Real Madryt ma w składzie prawdziwego, dojrzałego lidera. “Mogę rzec, że nigdy nie byłem tak blisko wygrania Złotej Piłki jak teraz, a to dzięki temu, co osiągnąłem w ciągu ostatnich trzech czy czterech lat”, twierdzi muzułmanin i dodaje: “To zawsze był dla mnie ważny cel, zawsze miałem go z tyłu głowy. Kiedy zobaczyłem, jak Cristiano Ronaldo wygrał tę nagrodę, pomyślałem, że ja też mogę tego dokonać”.

Na pewno pomóc Karimowi może fakt, że po latach niesnasek wrócił w końcu do reprezentacji kraju. Zakopał topór wojenny z trenerem, a dzięki niezłej postawie w koszulce trójkolorowych wybaczyli mu też kibice, którzy właściwie oczekiwali jego powrotu. Czy Karim Benzema ma szansę, by odebrać najbardziej upragnioną statuetkę wśród piłkarzy? Na pewno będzie brany pod uwagę, jednak może akurat być w tym czasie… w więzieniu. W środę bowiem rusza kolejna odsłona rozprawy, w której jedną z kluczowych postaci był Karim Benzema. 

“Zrobił to, co zrobił, ale kto nigdy nie popełnił błędu?” - zadaje pytanie retoryczne Fabien Barthez. Pozaboiskowa historia Benzemy może stanąć mu na drodze do Złotej Piłki, tak jak stanęła na drodze po laury w narodowych barwach. Skupmy się na piłce - w niedzielę El Clasico. To doskonały moment, by pokazać wszystko, na co go stać - z jednej strony Real Madryt, który chce udowodnić, że jest najlepszą drużyną w Hiszpanii, z drugiej Barcelona, będąca w absurdalnym wręcz kryzysie. Jeśli Benzema chce zwrócić uwagę całego świata na siebie - musi to zrobić w niedzielę. A w środę następna batalia sądowa, czyli mecz, który powinien się zakończyć już dawno temu. Arbiter jednak trzyma gwizdek w ustach i nie zanosi się na rozstrzygnięcie w najbliższym czasie. 

TAGI

Inne felietony