Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Najlepszy asystent. Druga młodość Dusana Tadića

Dodał: Jan Szlempo
Data dodania: 20-12-2021 16:47
Najlepszy asystent. Druga młodość Dusana Tadića

To dobry rok dla Dusana Tadića. Serbski piłkarz utrzymuje wysoki poziom w jedenastce Ajaxu Amsterdam, stanowiąc jedno z najważniejszych spoiw w maszynie trenera Erika ten Haga. Z całą pewnością Tadić zasłużył na to, by otworzyć szampana jeszcze przed Nowym Rokiem, bowiem od niedawna należy do niego rekordowa ilość asyst w roku kalendarzowym. Tym samym rekord wypadł z rąk Leo Messiego. 

Serbski film 

Baćka Topola, 1988 rok, 20 listopada. Jugosławia w tych czasach nie była najlepszym miejsce do urodzenia i wychowywania dzieci. Petar i Maria Tadic, mimo nieprzychylnych okoliczności, konfliktowej zawieruchy i wszelkich niebezpieczeństw, które czyhały na każdego, kto przebywał wtedy na Bałkanach, zdecydowali się na założenie rodziny. I całe szczęście, że byli odważni, bowiem dziś świat piłki nigdy nie poznałby klasy napastnika, Ajax prawdopodobnie nie czarowałby tak pieknie w Lidze Mistrzów, a Haller nie goniłby Lewandowskiego w klasyfikacji zdobytych bramek w Lidze Mistrzów. 

Nie doświadczylibyśmy tych wspaniałych momentów, gdyby nie determinacja młodego Serba. Futbol wciągnął go już od małego - za sprawą Francuskiego czarodzieja, Thierriego Henry’ego. Tadic kibicował Arsenalowi, grał z kolegami na podwórku i pomagał rodzicom w gospodarstwie rolnym. Z czasem lokalna drużyna zainteresowała się nieustępliwym chłopcem. Tak zaczęła się jego podróż - z boisk AiK Backa Topola, przez jeden z najbardziej utytułowanych serbskich klubów, FK Vojvodina Novi Sad, aż po murawy angielskiej ekstraklasy i holenderskiej Eredivisie. 

Po rozegraniu dziewięćdziesięciu sześciu spotkań, po dwudziestu sześciu golach i siedemnastu asystach Dusan trafił do Holandii. Pierwszy sezon w nowej druzynie, FC Groningen (w której debiut zaliczył grając przeciwko… Ajaxowi Amsterdam), dał kibicom przedsmak tego, jaką piłkę będzie grał zawodnik. Już wtedy był najlepszym asystentem ligi, zaliczając dziesięć ostatnich podań. 

Rekord, który dziś spoczywa w rękach Tadića, nie jest dziełem przypadku. Nie może też dziwić, a Serb swoją karierą udowadnia, że druga młodość może być piękniejsza niż ta pierwsza. Po powrocie do Holandii Serb gra pierwsze skrzypce, a możliwość oglądania jego gry w Lidze Mistrzów - po prostu cieszy.

Krok po kroku

Ważnym elementem planowania kariery Tadica jest podejmowanie własnych decyzji transferowych, w zgodzie z własnym sumieniem. A może własnym widzimisię, nie wiemy bowiem, gdzie dzisiaj byłby Serb, gdyby w 2014 roku posłuchał swojego ojca. To wtedy Southampton obejmował Ronald Koeman, a za sterami Manchesteru United zasiadał Louis Van Gaal. 

“Dusan miał wybór: Manchester United albo Southampton. Chciałem, żeby przeszedł do Manchesteru, do Louisa van Gaala, ale Dusan wolał Ronalda Koemana. Nie mogliśmy dojść do porozumienia. Manchester United zawsze był jednym z najlepszych klubów świata. Byłem fanem Bobby’ego Charltona, George’a Besta, Ryana Giggsa i Paula Scholesa… Zawsze zatrudniali najlepszych zawodników. Nawet teraz, gdy nie idzie im najlepiej, wciąż kocham Manchester United. Byłem naprawdę wściekły na Dusana. Rozmawialiśmy o tym cały wieczór, ale w końcu Dusan powiedział, że i tak wybierze Southampton.” Przyznawał w wywiadach jego ojciec, Petar. 

Faktycznie był to dość oryginalny wybór, tym niemniej ani zwolniony niedawno w atmosferze żenady Ronald Koeman, ani aktualny selekcjoner Niderlandów Louis Van Gaal, nie wspominają pobytu w Anglii najlepiej. Polemika oceniająca wybór Dusana teraz byłaby już całkowicie niezasadna, całkowicie niepotrzebna. Bowiem cztery lata w Anglii z pewnością rozwinęły go jako piłkarza, niezależnie od herbu, jaki miał na piersi. A to doświadczenie, moc i umiejętności procentują po powrocie na holenderskie boiska, gdzie w koszulce Ajaxu Amsterdam, ofensywny gracz umila czas kibicom.

Dom. Tam gdzie kochają

Z pewnością - w Amsterdamie Dusan jest po prostu kochany. Udany mundial zapewnił mu kilka kontraktów, a Ajax wcale nie był najsilniejszym klubem, który liczył na jego usługi. I choć media nieco z dystansem traktowały plotki o potencjalnym transferze - w 2018 roku ten stał się faktem i Dusan zasilił szeregi ekipy ten Haga. Reszta to właściwie piękna historia. 

Krajowa Liga, puchar kraju i wspaniała podróż w Lidze Mistrzów, która bardzo pechowo zakończyła się w półfinale. Zwycięstwo nad Realem Madryt i Juventusem nie tylko wprawiły fanów w osłupienie, ale też pokazały, że w Amsterdamie pracują i grają fachowcy. Szkoda, że klub nieco zmienił politykę transferową klubu, bowiem dziś być może ich notowania jako europejskiej marki byłyby jeszcze wyższe. 

Po tamtym wspaniałym sezonie o gracza pytały największe kluby, w tym Real Madryt. Dusan Tadic odmówił Realowi Madryt, a piłkarzy, czy też mężczyzn jego pokroju - znaleźć coraz trudniej. Tym bardziej fani go kochają i traktują jak jeden z symboli klubu. Ciekawe czy tę decyzję również omawiał z ojcem, który był niezadowolony z angielskich wyborów syna.Dziś o Dusanie Tadiću warto powiedzieć kilka rzeczy - Ajax to klub jego marzeń, w którym odnalazł swoje piłkarskie niebo, przedłużył kontrakt z klubem do 2024, mimo zainteresowania ze strony AC Milanu. I najważniejsze - To on kończy rok mając na koncie 37 asyst. To największa liczba ostatnich podań, jaką kiedykolwiek osiągnął piłkarz w jednym roku kalendarzowym.

Messi stracił ten rekord na poczet Tadica, wszyscy wiedzieliśmy, że nadejdzie moment, w którym rekordy, które pobijali Messi i Ronaldo znajdą swoich nowych właścicieli, ten moment przyszedł jednak dość wcześnie. Rekord 91 bramek w roku kalendarzowym nadal jednak wydaje się być bezpieczny w rękach, a właściwie nogach argentyńczyka. A Serb… może być z siebie po prostu dumny, bo jego osiągnięcie jest wielkie. 

TAGI

Inne felietony