Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Żegnamy Jerzego Brzęczka, witamy Paulo Sousę! Wnioski z konferencji Zbigniewa Bońka

Dodał: Jan Nadolny
Data dodania: 28-01-2021 11:50
źródło: youtube.com


Tydzień temu, w czwartek, o godzinie 15:00 rozpoczęła się konferencja prasowa prezesa PZPN Zbigniewa Bońka. Wszyscy wiemy jaka i po co. A kto nie wie, ten trąba - wzorem czytelników Ferdydurke. Nowym selekcjonerem ogłoszony został Portugalczyk Paulo Sousa, jednak znaczna większość pytań dziennikarzy poświęcona była okolicznościom i przyczynom zwolnienia poprzednika. Jak wiadomo (ci co teraz nie wiedzą, to już nie trąby a puzony!), osoba Jerzego Brzęczka od początku swojej kadencji w 2018 roku wzbudzała ogromne emocje w piłkarskiej Polsce. Ostatnie akordy burzliwej melodii pt. „kadra Brzęczka” wybrzmiały jak na czasy byłego już selekcjonera przystało. Doświadczyliśmy bowiem dziennikarskiej kakofonii, gdyż co drugie pytanie było niczym innym jak szukaniem sensacji tam, gdzie jej nie ma.

Odnoszę czasem wrażenie, że nie dorośliśmy jako społeczność do jakości, jaką dysponuje nasza reprezentacja narodowa. Jestem w stanie po części zrozumieć co najmniej konsternujące pytania dziennikarzy kierowane do Prezesa PZPN - pytają o to, czego ciekawi są kibice. Ale przecież tymi samymi pytaniami tylko pogłębiają, zbierającą się od lat wokół piłki nożnej w Polsce, głupotę. To oni są czwartą władzą i to oni decydują o tym, czy będziemy czytać plotkarski chłam, czy merytoryczne opracowania. Kształtują sposób myślenia milionów Polaków pasjonujących się futbolem. I zamiast rzetelnego przygotowania oraz wartościowej dyskusji, wybierają pójście na łatwiznę poprzez wywoływanie klikalnych skandali. Na szczęście, nie mnie jedynemu to przeszkadza. Pod filmem z konferencji na kanale YouTube „Łączy nas piłka”, widnieje kilkadziesiąt komentarzy zawiedzionych bądź sfrustrowanych poziomem pytań kibiców.

Gdyby ta hienopodobna grupa zdobyła się na odrobinę wysiłku, by wpaść na coś bardziej wyrafinowanego niż dopytywanie, przykładowo, o reakcję Roberta Lewandowskiego na zmianę selekcjonera czy doszukiwanie się w jego osobie jednego ze sprawców tej decyzji, wszyscy byśmy na tym skorzystali. Oni oszczędziliby sobie wstydu, a my odzyskalibyśmy parę minut życia.

Podczas konferencji zadano również kilka, rzekłbym nawet, błyskotliwych pytań, jak te autorstwa Przemysława Langiera, Łukasza Ciony czy Mirosława Kruka. Szczególne podziękowania kieruję - i z tego co widziałem na twitterze, nie tylko ja - do pana Kruka, bowiem gdyby nie jego prośba o przejście do kwestii nowego selekcjonera, być może przez całą konferencję musielibyśmy wysłuchiwać kolejnych teorii spiskowych dotyczących kulisów zwolnienia Jerzego Brzęczka.  

POLAK SYTY I BRZĘCZEK CAŁY

Sam przed momentem narzekałem na nadmiar czasu poświęcony temu tematowi, więc o Brzęczku lapidarnie. Pomimo budowanej przez media odmiennej narracji uważam, że były selekcjoner powinien być i z pewnością jest Zbigniewowi Bońkowi wdzięczny.

Po pierwsze, za ogromny kredyt zaufania i przygodę życia. Trener, którego największy zawodowy sukces to jeden jedyny sezon zakończony wynikiem ponad faktyczny stan prowadzonej drużyny (5. miejsce w Ekstraklasie Wisły Płock w sezonie 17/18), nie miał prawa poważnie myśleć, że swoim wyczynem zasłużył na największe możliwe w tej profesji uhonorowanie. A jednak szansę poprowadzenia reprezentacji Polski otrzymał.

Po drugie, za znaczną poprawę pijaru kosztem własnej reputacji. Według mnie, co będzie odważną opinią - kibice, dziennikarze, piłkarze oraz sam Boniek są syci, a i Brzęczek cały. Plotki, jakoby jego zwolnienie trwało pięć minut albo że na autopilocie wrócił do domu łkać w poduszkę, jest obrazkiem mocno podkoloryzowanym. Rzuceniem koła ratunkowego Jerzemu Brzęczkowi.

Teraz już nie jest tym, który zepsuł i w poczuciu zawodu pokazano mu drzwi, a tym, który bez należytego szacunku został wyrzucony za fraki. I choć Bońkowi taka narracja nieco przeszkadza, to z pewnością nie aż tak bardzo jak Brzęczkowi. Wszyscy są już przyzwyczajeni, że Zibi słynie swym temperamentem, w język się nie gryzie a już na pewno nie będzie publicznie za nic żałować czy przepraszać. Zatem zdjęcie części ciężaru krytyki z barków byłego selekcjonera nie stanowi dla niego problemu. Myślę, że nawet może być to jemu samemu potrzebne. W ramach zadośćuczynienia kibicom za apatyczny styl gry reprezentacji oraz Brzęczkowi, gdyż świadomość sromotnej porażki, wejścia w buty o kilka rozmiarów za duże - musi być potwornie przytłaczająca.

Takie pożegnanie stanowi zgrabny fundament pod trenerską przyszłość Jerzego Brzęczka, który nie odchodzi już jako winny zarzucanego mu czynu, a jako pokrzywdzony przez ramię sprawiedliwości. Teraz nie będzie dla włodarzy klubów Ekstraklasy taką hańbą zatrudnić go w swojej drużynie. Może któregoś dnia Wisła Płock postanowi ponownie zaatakować czołówkę z byłym selekcjonerem? O ile trener, mając w pamięci standardy płacowe za prowadzenie kadry nie zażąda zbyt wielu zer na kontrakcie, na miejscu płocczan długo bym się nie wahał. Zrobiłoby się o nich głośniej niż kiedykolwiek.

SOLIDNA DZIEWIĄTKA DLA BOŃKA

Podczas konferencji Zbigniew Boniek sprawiał wrażenie przygotowanego perfekcyjnie. Nie powinno być w tym nic dziwnego, gdyż pełniąc tak ważną funkcję należałoby reprezentować swoja osobą powagę i profesjonalizm. Jednak współczesny model prowadzenia polityki, z roku na rok coraz bardziej opiera się na emocjach niż na rozsądku. Warto więc docenić, że w trakcie tegoż wystąpienia szef naszej federacji piłkarskiej zachowywał najwyższe standardy.

Ponieważ kontrast między poziomem merytoryki prezesa PZPN oraz zadających pytania był niemalże groteskowy, jedynym co udało się dziennikarzom uzyskać to porządna lekcja pokory. Zbigniew Boniek wyczerpująco i, co najważniejsze, wiarygodnie wyjaśnił niemal wszystkie aspekty zwolnienia Brzęczka oraz zatrudnienia Sousy. Swoją drogą, jestem mile zaskoczony zapisami kontraktowymi Portugalczyka. Gwarantują one kolejnemu prezesowi PZPN (który wybrany zostanie już niedługo, bo 18 sierpnia), że w razie braku kwalifikacji do MŚ w Katarze, federacja może bez żadnych konsekwencji zakończyć współpracę z selekcjonerem. Decyzja o takim rozwiązaniu to jeden z wielu przykładów pokazujących, że przez ostatnie prawie 9 lat działania związku były zorientowane na przyszłość - czyli tak, jak powinno to wyglądać, a jak przez długi czas w Polsce nie wyglądało. Jednakże pora na konkretniejsze podsumowanie kadencji prezesa Bońka jeszcze przyjdzie. Choć zapewne nie trudno domyślić się z powyższych zdań mojej opinii na jej temat.

Pomimo usilnych starań, Boniek nie ustrzegł się jednak pomyłki. Trudno powiedzieć jaka jest prawda - kto rozmowę w kwestii zwolnienia Jerzego Brzęczka na linii Lewy-Boniek rozpoczął i kiedy dokładnie miała ona miejsce. Trzeba przyznać, że pan prezes konkretnie zamotał się w zeznaniach. Ale… kogo to właściwie obchodzi?

Nie jest jakimś wielkim odkryciem, że osoby publiczne kontaktują się ze sobą nie tylko w sposób publiczny. Nie praktykuje się jeszcze wszczepiania celebrytom kamer i dyktafonów, by rejestrować kto, gdzie, kiedy, i z kim. Zatem nawet jeśli Zbigniew Boniek oraz Robert Lewandowski zgodnie potwierdzą, iż - przykładowo - zdzwonili się dzień przed ogłoszeniem zdymisjonowania selekcjonera, czy nie mogli się umówić, że tak właśnie powiedzą? Albo jeśli obaj pokażą nam historię połączeń i widniejące w niej dzień, godzinę rozpoczęcia i czas trwania ich rozmowy - czy nie mogli spreparować takiego zdjęcia pod swoją wersję wydarzeń? Oczywiście, że mogli. Takimi działaniami, które na celu miałyby przekonanie niedowiarków, tylko obudziliby kolejnych. Dlaczego? Bo tylko winny się tłumaczy. Prosta zasada, która od lat, jeśli nie od zawsze, funkcjonuje w ludzkiej podświadomości. Nigdy nie uda się przekonać wszystkich. Dlatego prezes Boniek raz a konkretnie przedstawił swoją wersję wydarzeń i więcej do tematu nie wracał. Część przekonał, część nie - takie życie.

Jeśli miałbym zatem ocenić wystąpienie Zbigniewa Bońka, daję solidne 9/10.

PAULO ZADANIOWIEC

Skoro już wiadomo kim jest nowy selekcjoner - że Portugalczyk, że jako piłkarz dwa razy wznosił Puchar Ligi Mistrzów, że będąc trenerem zdobył mistrzostwo Szwajcarii i Izraela - pojawiają się kolejne, coraz poważniejsze pytania. Według zapewnień Zbigniewa Bońka, w najbliższych dniach powinniśmy spodziewać się następnej konferencji, tym razem z Sousą w roli głównej. Prawdą jest jednak, że konkretów dowiemy się dopiero przy okazji przypadającego na marzec startu eliminacji do MŚ 2022. Słowa nowego selekcjonera mogą jedynie wlać w serca Polaków nadzieje albo zasiać w nich ziarno sceptycyzmu.

Ostatnie zdania zabrzmiały, jakoby premierowa konferencja Paulo Sousy miała być w gruncie rzeczy pozbawiona sensu. Natomiast będzie ona o wiele ważniejsza niż zwykle ma to miejsce. Kluczem jest uświadomienie sobie celu wyznaczonego Sousie. Tak jak przed tygodniem powiedział prezes PZPN, nowy selekcjoner ma dwa zadania: wyjść z grupy na Mistrzostwach Europy i zakwalifikować się na mundial w Katarze. Jeśli obie misje zostaną odhaczone, kontrakt zostanie przedłużony do końca trwania zimowego turnieju. Co będzie z trenerem Sousą dalej, pozostanie wolą następcy Bońka. Z tego wynika, że jego kadencja potrwa niespełna 2 lata - do grudnia 2022 roku.

Bez strachu można wobec takiego stanu rzeczy powiedzieć, iż Paulo Sousa jest typowym trenerem-zadaniowcem. Opcją awaryjną, postawieniem wszystkiego na jedną kartę. Prezes Boniek nie oczekuje od niego zbudowania kolektywu na lata. Portugalczyk ma na drodze rewolucji, na fali emocjonalnego uniesienia, świeżym pomysłem oraz charyzmą zjednać sobie szatnię i wycisnąć z niej maksimum formy w dwóch najbardziej newralgicznych momentach.

Już na wstępie, sceptyków martwi brak chociażby jednego Polaka w sztabie nowego selekcjonera. Przy tak krótkiej, nie pozostawiającej miejsca na pomyłki misji, perfekcyjna komunikacja z zespołem to przecież podstawa.

Jednakże znaczna większość naszej kadry to piłkarze grający za granicą. Musimy pamiętać, że oni na co dzień nie funkcjonują w polskich standardach, a w tych rodem ze światowych futbolowych mocarstw. Nie jest zatem dla nich żadnym problemem porozumiewać się ze sztabem trenerskim chociażby w języku angielskim. To przecież nie są przedszkolaki, tylko prawdziwi zawodowcy! Jestem świadomy, że dla niektórych niepojętym pozostaje, jak Polak może komunikować się nie po polsku i wszystko rozumieć. Ale nie róbmy z naszych kadrowiczów idiotów. W naszym narodzie nadal gdzieniegdzie plączą się pozostałości po konsekwentnie plewionym stereotypie piłkarza-półgłówka, niestety co jakiś czas dając o sobie znać.

*             *             *

Na ten moment pozostaje nam wyczekiwać wspomnianej konferencji powitalnej Portugalczyka, która odbędzie się za niespełna godzinę. Myślę, że wszyscy jesteśmy niezmiernie ciekawi pierwszego wrażenia, osobowości, a przede wszystkim pomysłu na reprezentację nowego selekcjonera. Marzy mi się, żeby pokłady potencjału i umiejętności skryte w naszej kadrze wreszcie zostały należycie wykorzystane. Oby to Paulo Sousa był tym, który na prawdopodobnie dwóch ostatnich wielkich imprezach Lewego i spółki pokaże ich klasę całemu światu!

TAGI

Inne felietony