Warszawo, powstań! To nasz zbawiciel?
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 29-12-2013 9:44
Strzał w dziesiątkę czy kolejne rozczarowanie? Wybór Henninga Berga na nowego szkoleniowca Legii Warszawa wzbudził wiele emocji, ale czym byłby futbol, gdyby ich nie było? Polecił go sam Sir Alex Ferguson, dlatego wiara w to, że sen o Lidze Mistrzów w końcu się ziści rozkwitła na nowo. Jak będzie? Na pewno nie będzie powiewało nudą!
"Od zawsze związany z jednym miejscem całym sercem, mieszkam w stolicy, więc nie pytaj za kim jestem" - takie słowa Bonus RPK umieścił w swojej piosence zatytułowanej "Serce Polski". Osobiście muszę przyznać, że nie słucham takiej muzyki, ale te słowa gdzieś utkwiły w mojej pamięci, kiedy ten kawałek leciał u mojego znajomego. Dlaczego? A no może dlatego, że będąc w Warszawie widok kibiców ubranych w trykoty Legii wydawał się czymś naturalnym, gdyż kibiców Polonii mogłem policzyć na palcach jednej dłoni. Warszawa od wielu lat jest utożsamiana z "Wojskowymi", dlatego objęcie posady szkoleniowca przez Henninga Berga nie mogło przejść bez echa. Każdy kto w jakikolwiek sposób identyfikuje się z tym klubem, czy chociażby darzy go sympatią musi wiedzieć kto będzie pociągał za sznurki w drużynie mistrza Polski w ciągu najbliższych miesięcy, a może nawet lat, jeśli oczywiście będą wyniki.
Porada warta złota?
Informacja o tym, że to właśnie Henning Berg został nowym szkoleniowcem Legii Warszawa nie poruszyła tak wszystkich, jak wieść o tym, że za nominację norweskiego trenera odpowiedzialny był sam Sir Alex Ferguson. Zwolnienie Jana Urbana po kompromitacji w Lidze Europy było tylko kwestią czasu, ale nikomu przez myśl nawet nie przeszło, że przy wyborze nowego sternika "Wojskowych" mógł maczać palce jeden z najlepszych szkoleniowców w historii futbolu, jak nie uważany za najlepszego. Sam Szkot przyznał w wywiadzie, że nie był w stanie polecić nikogo lepszego od swojego byłego podopiecznego. Legenda Manchesteru United uważa, że doświadczenie 44-latka bardzo pozytywnie wpłynie na prowadzenie klubu, jak i na renomę "Wojskowych" w Europie i na świecie. Norweg będzie miał o tyle łatwiejsze zadanie, gdyż najbardziej utytułowany trener w historii zadeklarował się, że z wielką chęcią mu w tym zadaniu pomoże. Myślę, że żaden kibic Legii Warszawa nie będzie miał nic przeciwko, aby ktoś taki jak Sir Alex Ferguson brał czynny udział w życiu ich ukochanego klubu.
Z kim mamy w ogóle do czynienia?
Dla wielu osób, w tym młodych kibiców nazwisko Henninga Berga mówi niewiele. W czasach, kiedy młodzi kibice ograniczają się do oglądania spotkań Ligi Mistrzów czy El Clasico znajomość wielu postaci futbolu kuleje. 44-latek jest wręcz wybitną postacią, jeśli chodzi o występy dla reprezentacji Norwegii. Niewielu piłkarzy na świecie może pochwalić się takim doświadczeniem reprezentacyjnym jak on. Łącznie w barwach swojego kraju rozegrał 100 spotkań, w których na listę strzelców wpisywał się dziewięciokrotnie. Nie były to tylko spotkania o pietruszkę. Wystąpił na trzech wielkich imprezach: Mistrzostwach Świata w 1994 i 1998 roku i na EURO 2000. Niestety na żadnej z tych imprez nie udało im się osiągnąć wielkich sukcesów, ale za to mógł liczyć później na indywidualne wyróżnienie. W 2004 roku za zasługi jakie poczynił dla Reprezentacji Norwegii w piłce nożnej oraz dla promowania norweskiej piłki na całym świecie otrzymał Nagrodę Kniksena.
Na wyobraźnię wielu osób może wpłynąć również fakt, że jest pierwszym Norwegiem, któremu udało się wywalczyć Premier League. Sukces ten udało mu się osiągnąć w 1995 roku razem z Blackburn Rovers, czyli klubem, którego stał legendą. Łącznie w swojej karierze rozegrał dla tego klubu ponad 250 spotkań. Jednak największe sukcesy przyszło mu święcić pod wodzą Sir Alexa Fergusona w latach 1997-2000. To właśnie wtedy przyczynił się do zdobycia przez "Czerwone Diabły" dwóch tytułów mistrzowskich, Pucharu Anglii i co najważniejsze - Pucharu Ligi Mistrzów. Podczas pobytu w Manchesterze United nie ograniczał się tylko do gry w piłkę nożną. Szkocki szkoleniowiec przyznał, że w relacji trener-zawodnik niejednokrotnie wdawał się w nim w dyskusje odnośnie taktyki drużyny, jak i zarówno niuansów dotyczących stylu gry. Na dorobku swojej kariery występował w Glasgow Rangers, któremu pomógł zdobyć wicemistrzostwo kraju w sezonie 2003/2004.
Na ławce bez sukcesów, ale z milionami
Kariera bogata w tytuły i doświadczenie z boiska nie przełożyła się jak do tej pory na sukcesy, jeśli chodzi o pracę szkoleniowca. W latach 2005-2008 był trenerem norweskiego Lyn Oslo, ale bez większych sukcesów. Po mistrzostwo w ciągu trzech lat nie udało mu się sięgnąć, po czym działacze zdecydowali o tym, że ich drogi się rozejdą. W sierpniu tego samego roku podjął pracę z innym norweskim klubem, Lillestrøm. Tam jego przygoda trwała do 27 października 2011 roku, kiedy to został zwolniony na trzy kolejki przed końcem sezonu. Przyczyną był brak wyników, ale media donosiły, że pomiędzy dżentelmenami doszło do spięcia, gdyż okazało się, że właściciel klubu nie kwapi się, aby zainwestować w nowych zawodników po sezonie. Jak widać słowne obietnice nie zawsze popłacają.
Najsłynniejsza jego przygoda, jak i do tej pory ostatnia miała miejsce w Blackburn Rovers, które objął 31 października 2012. Zbyt długo tam nie pracował, bo zaledwie 57 dni. Okazało się, że przyczyną nie były wyniki, a fakt, że podczas spotkania wigilijnego odmówił założenia na głowę pończochy i udawania Michaela Jacksona. Skończyło się to tym, że 27 grudnia musiał szukać nowej pracy. Jej nie szukał, ale za to pozwał klub. Decyzja pod względem finansowym okazała się dla niego kuponem na loterii, gdyż dostał odszkodowanie w wysokości 2,5 miliona funtów. Wiele osób zdecydowałoby się wtedy na emeryturę, ale podjęcie przez niego pracy w Legii Warszawa oznacza, że nie zapomniał o ambicji, którą odznaczał się niejednokrotnie na boisku.
Euforia radości, czy gorzki smak porażki?
Dla wielu osób nazwisko szkoleniowca zza granicy może wiązać wielkie nadzieje. W tym wypadku mamy do czynienia z człowiekiem, po którym nie bardzo tak naprawdę wiemy czego można się spodziewać. Na szersze rozważanie przyjdzie jeszcze czas, ale kilku rzeczy możemy być już pewni. 44-latek w przeszłości był zawodnikiem, który nie odstawiał nogi, pilnie przestrzegał taktyki i dawał z siebie wszystko na boisku. Nie można zapomnieć, że zarażał swoich kolegów ambicją. Spoglądając na naszą Ekstraklasę obiektywnym okiem możemy śmiało wysnuć wniosek, że jest nisza, jeśli chodzi o te aspekty w grze. Norweg na pewno od początku będzie chciał na te rzeczy zwrócić uwagę swoim nowym podopiecznym. Tam gdzie brakuje umiejętności, trzeba włożyć więcej serca. Jeśli tylko zarazi ich swoją myślą taktyczną, to możemy spodziewać się, że Legia sięgnie po kolejne mistrzostwo Polski, a nawet awansuje w końcu do upragnionej Ligi Mistrzów. Zadanie to nie będzie wcale łatwe, ale coś mi się wydaje, że będzie chciał wykorzystać ku temu autorytet takich osób jak chociażby wyżej wymieniony Sir Alex Ferguson.
Powrót wspomnień
Dla 44-latka to nie pierwsza wizyta w Polsce, jak i na Łazienkowskiej. Jeszcze jako piłkarz miał okazję występować na stadionie Legii. Miało to miejsce w 1995 roku, kiedy to jego Blackburn uległo "Wojskowym" 0:1. Przyznał, że wtedy stadion był brzydszy, ale jego humor gorszy. Po 18. latach wrócił na Łazienkowską już jako szkoleniowiec. Samemu nie ukrywa, że jest zachwycony tym jak funkcjonuje klub. Szczególną uwagę zwrócił na to w jaki sposób mistrz Polski prezentuje się pod względem finansowym, jak i organizacyjnym. Dla niego jest to sprawa niezwykle istotna, gdyż może stworzyć drużynę, dzięki której w jego trenerskim CV pojawią się pierwsze sukcesy. Kwestia finansowe nie będą miały tutaj większego znaczenia, bo na jego koncie widnieją sumy sześciocyfrowe. Taki stan rzeczy oznacza, że przy Łazienkowskiej na pewno nie będzie wiało nudą i może się wiele wydarzyć, dlatego pewnie wiele osób nie może się już doczekać wiosny.
Sławomir Sawicki











