Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Jan Tomaszewski komentuje rzekome wyjście z gali 100-lecia PZPN-u: Nie wiem, czy Włodek był pijany, czy jest ślepy

Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 09-12-2019 16:24
Jan Tomaszewski komentuje rzekome wyjście z gali 100-lecia PZPN-u: Nie wiem, czy Włodek był pijany, czy jest ślepy

Jan Tomaszewski, który stanowczo zaprzeczył, że wyszedł wcześniej z gali 100-lecia PZPN-u, gdy dowiedział się, że nie znalazł się w najlepszej "11" - informuje WP SportoweFakty.

Włodzimierz Lubański w niedzielnym programie "Cafe Futbol" powiedział, że Jan Tomaszewski opuścił galę 100-lecia PZPN po ogłoszeniu, że bramkarzem najlepszej jedenastki w historii polskiej piłki został wybrany Józef Młynarczyk.

- Nie wiem, czy Włodek był pijany, czy jest ślepy. Trzeba zacząć od tego, że już kilka dni wcześniej życzliwe mi osoby powiedziały, że nie będę w "jedenastce". Sugerowali też, że na moim miejscu nie przyjechałyby, ale zapytałem ich, czy powariowali? - powiedział Jan Tomaszewski w rozmowie z WP SportoweFakty.

- Ja przyjeżdżałem na galę z dwóch powodów: aby spotkać się ze swoimi przyjaciółmi oraz złożyć hołd Zbyszkowi Bońkowi. Dla mnie jest prezesem 100-lecia. On więcej zrobił dla polskiej piłki przez siedem lat niż wszyscy prezesi razem wzięci. Wiem, że w przyszłym roku Zbyszek chce odejść. Ja cały czas namawiam go, żeby zmienił swoją decyzję, bo tylko może stracić na tym polska piłka - podkreślił były bramkarz.

Jan Tomaszewski przyznaje, że nie wie skąd się wzięły zarzuty Włodzimierza Lubańskiego, że był zdenerwowany brakiem wyboru do jedenastki stulecia i opuścił uroczystość.

- Ja byłem do końca, biłem wszystkim brawo. Kiedy był czas dla reporterów, to inni wstali i poszli do zimnego stołu. Zostałem jeszcze chwilę i wyszedłem z hotelu. Spotkałem po drodze Zbyszka Bońka, który odprowadził prezydenta. Ja wyszedłem 5 minut po nim - zaznaczył.

- Natomiast jedna rzecz mnie zabolała. Andrzej Person powiedział, że były straszne kłótnie i niektórzy do dzisiaj się do siebie nie odzywają. To mnie zabolało, bo dał mi do zrozumienia, że to ja byłem kością niezgody. Ci którzy dostali zaproszenie od PZPN najwyraźniej nie pamiętali o haśle "łączy nas piłka", a tutaj piłka została podzielona. Gdybym wiedział przed decyzją kapituły, że nie łączę piłki, to zrezygnowałbym - podsumował Tomaszewski.

TAGI

Inne artykuły