Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Zmusili go do wzięcia kasy, kazali się podłożyć i siedzieć cicho. Ze strachu uciekł i milczał...

Dodał: Futbol.pl
Data dodania: 25-11-2021 11:11
Zmusili go do wzięcia kasy, kazali się podłożyć i siedzieć cicho. Ze strachu uciekł i milczał...

Grzegorz Szeliga rozpętał sporą burzę, przyznając się do tego, że sprzedał mecz Wisła Kraków - Legia Warszawa (0:6) w 1993 roku, po którym Wojskowi zapewnili sobie mistrzostwo Polski. Teraz były zawodnik obu klubów dodał, że przez wiele lat szefowie klubu z Łazienkowskiej 3 domagali się od niego milczenia.

Szeliga zdecydował się na wyznanie, jak sam twierdzi prawdy, gdyż jest umierający. Przegrywa walkę z rakiem. Dodał, że nie chce zabierać tej wiedzy do grobu. - Muszę o tym powiedzieć. Grałem w Legii, grałem w Wiśle. Zrobiłem, co zrobiłem. Moi synowie grają w piłkę i duży żal mają do mnie. Ale ja się biłem z tym przez 30 lat - przyznał w rozmowie ze sport.tvp.pl.

Przypomnijmy, że do ostatniej kolejki o mistrzostwo walczyły Legia i ŁKS Łódź. Przy równej liczbie punktów decydował bilans bramek. ŁKS ograł u siebie Olimpię Poznań 7:1, a Legia pokonała w Krakowie Wisłę 6:0 i sięgnęła po tytuł. Ostatecznie mistrzostwo przyznano 3. w stawce Lechowi, bo "cała Polska widziała", co sugerowało, że ani Legia, ani ŁKS, nie grały uczciwie.

Szeliga przyznał się w swojej spowiedzi do tego, że on Legii mecz sprzedał, chociaż całe wyznanie nie jest do końca spójne, bo piłkarz twierdzi, że wziął pieniądze, ale nie pamięta ile, zapewnia, że grał w spotkaniu na 100 procent, nie wie, czy koledzy też dostali kasę, ale Szeliga na pewno nie dostawał podań...

Tyle z rozmowy ze sport.tvp.pl. W wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" Szeliga opowiedział więcej o okolicznościach przekazania pieniędzy i o tym, że potem naciskano go, by milczał. I o ucieczce z Krakowa. - Znałem wtedy wszystkich piłkarzy Legii, były z ich strony podchody, ale propozycja wyszła od działaczy warszawskiego klubu. Podeszli do mnie pod stadionem, włożyli mi pieniądze do kieszeni w spodniach i powiedzieli, że mam się podłożyć. Po meczu wziąłem taksówkę do Nowej Huty. Przyjechałem do mieszkania. Pieniądze położyłem żonie na stole. O godzinie 23 zapakowaliśmy się do auta, bo musieliśmy uciekać z Krakowa. Bałem się o rodzinę. O trzeciej w nocy dojechaliśmy do Warszawy, pod Dworzec Centralny. Kibice Legii cieszyli się tam z mistrzostwa. To, co wtedy czułem, jest nie do opisania... Potem, przez całe lata były naciski ze strony działaczy Legii, żebym się zamknął. Z tego powodu siedziałem cicho tyle lat  - powiedział Szeliga w "Przeglądzie Sportowym".
 
Ile w tym wszystkim prawdy, trudno orzec. Legia do tej pory uznaje się za prawowitego mistrza, ale oficjalnie tytuł w 1993 roku przypadł Lechowi Poznań. Pytanie, czy Szeliga jest w stanie ujawnić coś więcej, czy to co powiedział w wywiadach, a są to tylko słowa i poszlaki, to już wszystko. 

Futbol.pl

TAGI

Inne artykuły