Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Michał Żewłakow nie wytrzymał tłumaczeń eksperta. "Też nie zamierzałem wjechać w autobus" (VIDEO)

Dodał: Futbol.pl
Data dodania: 06-03-2023 8:37
Michał Żewłakow nie wytrzymał tłumaczeń eksperta.

Nie milkną echa wydarzeń podczas sobotniego klasyku ekstraklasy pomiędzy Górnikiem Zabrze i Legią Warszawa. Ogromne dyskusje wzbudza poziom sędziowania i decyzje podejmowane przez arbitra Bartosza Frankowskiego, który wcześniej przez 1,5 roku nie był wyznaczany do spotkań Legii. Tym razem znowu się nie popisał i podjął szereg zaskakujących decyzji. Nieudolnie w "Lidze+ Extra" bronił sędziego Adam Lyczmański, sędziowski ekspert stacji. W pewnym momencie nie wytrzymał goszczący w studiu Michał Żewłakow.

Frankowski w starciu Górnika z Legią najpierw uznał, że Jean Mvondo zasłużył tylko na żółtą kartkę, chociaż podszedł do grupy cieszących się po golu piłkarzy gości i w gąszczu nóg kopnął intencjonalnie Josue. Potem arbiter nie znalazł podstaw do pokazania czerwonej kartki Anthony'emu Van den Hurkowi, który ciosem łokciem wybił dwa zęby Rafałowi Augustyniakowi. Po tej sytuacji sędzia pokazał jeszcze żółtą kartkę Josue, który próbował coś tłumaczyć arbitrowi, a kilka minut później Frankowski wyrzucił Portugalczyka z boiska po drugiej żółtej kartce - tym razem otrzymanej za próbę wymuszenia rzutu wolnego. 

Adam Lyczmański w studiu "Ligi+ Extra" bronił i tłumaczył decyzje Frankowskiego. W końcu nie wytrzymał Michał Żewłakow, który od początku programu stał na stanowisku, że Van den Hurk powinien wylecieć z boiska, bo po jego ciosie należało ocenić m.in. skutek. Były reprezentant Polski lekko się zagotował i na własnym niezbyt chlubnym przykładzie z przeszłości pokazał, o co mu chodzi. Nawiązał do sytuacji sprzed ponad dwóch lat, gdy wsiadł za kierownicę samochodu pod wpływem alkoholu i wjechał w autobus komunikacji miejskiej. 

- Dlaczego, jak wypadają zęby przy takim uderzeniu, to my zastanawiamy się czy jest to zamierzone czy nie. Szczerze? Przepraszam, że teraz zażartuję, ale ja też nie zamierzałem wjechać w autobus, a zostałem ukarany. Dla mnie tu ma być oceniony skutek, a decyzja, którą podejmuje sędzia, ma być też nauką na następny raz dla tego piłkarza - rzucił Żewłakow. 

Lyczmański pozostał przy swoim. I trzeba przyznać, że fatalnie na tym generalnie wyszedł. Jak czytamy w serwisie Legionisci.com w sytuacji z Augustyniakiem mówił bowiem o intencjach (nierozważny atak) jako o głównym kryterium oceny sytuacji, a nie o skutku. Z kolei w kontrowersji z Mvondo i Josue nieistotne były intencje (kopnięcie przeciwnika bez piłki, gdy nie toczy się gra), a skutek (czyli, że kopnął za lekko). 

"I tak oto czarno na białym ekspert przyznał, że stosuje podwójne standardy w dwóch powyższych sytuacjach. W sytuacji Augustyniaka usprawiedliwił sędziego, że ten oceniał jedynie intencje faulującego (nierozważny atak), a nie oceniał skutku/siły (wybite zęby rywala). Natomiast w sytuacji kopnięcia Josue kryteria oceny w magiczny sposób się odwróciły. Wówczas intencje gracza Górnika stały się nieistotne (celowe usiłowanie kopnięcia piłkarza bez piłki i bez gry), a ważniejszy okazał się skutek, czyli jak to nazwano w programie "pyrgnięcie" i niezrozumiała kwalifikacja zdarzenia jako "nierozważne kopnięcie". To tak jakby powiedzieć, że "no w sumie kopnął, ale za lekko, powinien był mocniej". Jednakże przepisy są takie, że w tym wypadku w ogóle nie powinno być mowy o nierozważnym kopnięciu, bo nie była to walka o piłkę. Gdyby Frankowski i Lyczmański w tych sytuacjach zastosowali te same kryteria - nieważnie które - to jeden z dwóch graczy Górnika musiał wylecieć z boiska z czerwoną kartką. A tak to mamy do czynienia ze zwykłym dorabianiem teorii do faktów i nieudolne próby robienia z widzów idiotów" - czytamy na Legionisci.com. 

I trudno z takim postawieniem sprawy się nie zgodzić, bo tłumaczenia Lyczmańskiego i próba obrony Frankowskiego były po prostu niepodparte ani sensownymi przykładami, ani logiką, ani nawet pokazaniem konkretnych przepisów.

Futbol.pl

TAGI

Inne artykuły