Zbigniew Boniek ujawnia kulisy kolejnej afery w PZPN. "Tak to trzeba było przestawić, a nie robić z niego zdrajcę"
Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 02-01-2024 16:00
Zbigniew Boniek w rozmowie z "Faktem" zdradził kontrowersyjne okoliczności odejścia Paulo Sousy z reprezentacji Polski.
Były prezes PZPN ujawnił, że miał okazję rozmawiać z portugalskim szkoleniowcem po tym jak ten zakończył współpracę z federacją w naszym kraju.
- Miałem możliwość. To ja go wybrałem, a potem zostawiłem, bo mi się skończyła kadencja. Po drodze były eliminacje do mistrzostw świata, mieliśmy w grupie Anglię, z którą zremisowaliśmy u siebie po pięknym meczu i niefortunnie przegraliśmy na wyjeździe. Zajęliśmy w niej drugie miejsce. Oczywiście, że rozmawiałem z Paulo - mówi Boniek.
- W Polsce się utarło się przekonanie, że jest zdrajcą, że uciekł w połowie drogi. Potem ciężko to odkręcić. Prawda jest natomiast taka, że Sousa zrobił to co robiło przed nim sto tysięcy trenerów. Czesław Michniewicz zadzwonił do mnie w pewnym momencie i mówi: "Prezesie, jadę do Warszawy, rozmawiam z prezesem Legii. Czy mnie pan zwolni z prowadzenia reprezentacji U-21? Powiedziałem: "Czesiu dziękuje Ci za to co zrobiłeś. Jeżeli masz taką chęć to masz zielone światło, bo to może wpłynąć na dalszy twój rozwój. Życzę Ci powodzenia. Wszystkiego najlepszego" - dodał Zibi.
- Według mnie Sousa czuł, że nie ma ciepłych relacji z nową władzą w PZPN. Czuł to w każdym geście, w każdym słowie. I po prostu stwierdził w pewnym momencie, że ma inny pomysł i drużynę, która go chce. Powiedział: "Rozwiążmy ten problem, bo się ze sobą męczymy". Gdyby prezes Kulesza chciał go zatrzymać, to by nie poszedł do Flamengo - podkreślił były prezes PZPN.
Sprawa zakończenia pracy Portugalczyka z naszą drużyną narodową została przedstawiona przez PZPN w inny sposób niż opowiada "Faktowi" Zbigniew Boniek.
- A przecież to powszechna praktyka, że nawet jak ktoś prowadzi reprezentację, to jego menedżer rozmawia z jakimiś klubami. Sprawdza, kto by go ewentualnie chciał zatrudnić. Ronald Koeman wygrał z Holandią eliminacje Euro 2020, a potem odszedł do Barcelony. Powtórzę: Sousa mógł pójść do Flamengo tylko pod warunkiem, że miał już rozwiązaną umowę z PZPN. Jakby usłyszał: "Paulo, sorry, ale my cię lubimy i chcemy, żebyś z nami zagrał baraże", to tak by się stało. Związek najwyraźniej chciał jednak innego selekcjonera. Tak to trzeba było przestawić, a nie robić z Sousy zdrajcę - kontynuował wiceprezydent UEFA, który dodał, że gdyby on wciąż szefował polskiej federacji, Paulo Sousa pozostałby na stanowisku selekjconera.
- To prawda, po prostu by nie odszedł. Albo jakby chciał, to by nie odchodził w oparach skandalu. Rozstalibyśmy się, jak normalni ludzie - zakończył Zbigniew Boniek.











