Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

UEFA przymknęła oko na występ Ghezzala. Polskie kluby w podobnej sytuacji kończyłyby walkowerem

Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 28-10-2025 20:06
UEFA przymknęła oko na występ Ghezzala. Polskie kluby w podobnej sytuacji kończyłyby walkowerem

Rachid Ghezzal wystąpił w meczu Ligi Europy Utrecht – Lyon, choć nie miał prawa grać. Europejska federacja… praktycznie nie ukarała francuskiego klubu.

Do incydentu doszło 25 września w pierwszej kolejce Ligi Europy. Ghezzal, wychowanek Lyonu, wrócił do klubu po ośmiu latach spędzonych w Monaco, Leicester, Fiorentinie i Besiktasie. Formalnie dołączył do Lyonu 5 września, trzy dni po zakończeniu terminu zgłoszeń zawodników do Ligi Europy.

Problemy zaczęły się, gdy rekonwalescencja Ernesta Nuamahy po zerwaniu więzadeł krzyżowych przeciągnęła się, a Lyon potrzebował prawoskrzydłowego. Klub uznał, że może skorzystać z przepisu pozwalającego na zgłoszenie zawodnika zastępującego kontuzjowanego gracza. Jednak w regulaminie UEFA dopuszczalne było to tylko, jeśli zawodnik był w klubie przed pierwotnym terminem zgłoszeń – czyli 2 września. Ghezzal dołączył trzy dni później.

Mimo ewidentnego złamania przepisów Francuzi zagrali „przez nieuwagę” i Ghezzal wszedł na boisko w 65. minucie, asystując przy jedynym golu meczu. Utrecht zorientował się zbyt późno i formalny protest został złożony po upływie regulaminowych 24 godzin. UEFA ograniczyła się do wydania wyjaśnienia, że zawodnik nie może występować w kolejnych spotkaniach Ligi Europy, ale wynik meczu nie został zmieniony.

To nie pierwszy przypadek, gdy europejskie przepisy działają na korzyść zachodnich klubów, a polskie zespoły spotykają się z surowszymi konsekwencjami. W 2012 roku Bartosz Bereszyński w Legii Warszawa nie mógł grać z powodu zawieszenia. Polak karę wówczas odbył, a przez niedopatrzenie klubu nie został zgłoszony do spotkań, w których pauzował. Bereś wszedł na parę minut i zdążył kilka razy kopnąć futbolowkę. A mimo tego kara była najsurowsza z możliwych, czyli walkower dla Celtiku.

Algierczyk dla Lyonu nie miał prawa zagrać w żadnym przypadku, a w dodatku miał wpływ na wynik spotkania. Wyrok? Pogrożenie palcem. Gdyby podobny błąd popełnił polski klub, skończyłoby się walkowerem.

UEFA wykazała więc wyrozumiałość wobec francuskiego giganta, pokazując, że przepisy mają różne oblicza w zależności od klubu i pozycji na futbolowej mapie Europy.

Źródło: L’Equipe, UEFA, tv100.com

TAGI

Inne artykuły