Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Kapitan Korony ujawnia szokujące kulisy po skandalu w Radomiu. "Ratownicy zbywali mnie tekstami: Nic mu nie będzie"

Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 15-02-2026 5:33
Kapitan Korony ujawnia szokujące kulisy po skandalu w Radomiu.

Derby pomiędzy Radomiakiem a Koroną Kielce (0:2) schodzą na dalszy plan w obliczu skandalicznych wydarzeń pomeczowych. Najpierw atak na piłkarza, potem butelka rzucona w dyrektora Michała Siejaka. Jak się okazuje, to nie koniec bulwersujących doniesień. Kapitan Korony, Wiktor Długosz, ujawnił wstrząsające kulisy zachowania służb medycznych wobec rannego działacza.

Spotkanie zakończyło się cennym zwycięstwem gości z Kielc (2:0). Prawdziwy chaos rozpętał się po ostatnim gwizdku arbitra. Wszystko zaczęło się od wtargnięcia na murawę kibica gospodarzy, który zaatakował Tamara Svetlina, co doprowadziło do przepychanek między drużynami.

Z trybun poleciała szklana butelka, która trafiła w głowę Michała Siejaka, dyrektora marketingu i komunikacji Korony. Działacz zalał się krwią, a sytuacja wyglądała bardzo poważnie.

Do tego momentu wrócił w rozmowie z portalem Weszlo.com kapitan kielczan, Wiktor Długosz. Piłkarz, widząc co się stało, natychmiast ruszył po pomoc dla swojego dyrektora. Jego relacja dotycząca reakcji obecnych na stadionie ratowników jest druzgocąca.

Zobaczyłem, że Siejowi krew strumieniem płynie po czole i nosie, więc popędziłem do ratowników. Siejo zaczął mieć błędny wzrok. Widziałem, że sytuacja robi się poważna i nie jest to jakieś powierzchowne draśnięcie – opowiadał Długosz w wywiadzie dla Weszło.

Według relacji kapitana Korony, służby medyczne początkowo zbagatelizowały sprawę.

Ratownicy zbywali mnie tekstami typu „nic mu nie będzie”, „jak leży, to niech leży”. Zacząłem się z nimi szarpać, podszedłem do tematu bardziej wolicjonalnie i dopiero wtedy łaskawie poszli do niego i się nim zajęli – wyznał zbulwersowany piłkarz.

Dzięki determinacji Długosza Michał Siejak ostatecznie otrzymał pomoc. Trafił do szpitala, gdzie rana została zszyta, a on sam spędził noc na obserwacji. Obecnie dochodzi już do zdrowia w domu. 

Pełną rozmowę z Wiktorem Długoszem można przeczytać na stronie Weszlo.com.

TAGI

Inne artykuły