Doping na kadrze, jak na Żylecie? To jest możliwe!
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 19-02-2014 11:31
Reprezentacja Polski od kilku lat nie spełnia wymagań stawianych przez kibiców. Biało-czerwoni regularnie zawodzą i z czasem tracą zaufanie fanów. Dochodzi nawet do tego, że kibice po meczach gwiżdżą na reprezentantów Polski. W odpowiedzi zawodnicy chcą dawać fanom zakazy stadionowe.
Większość kibiców piłki nożnej w Polsce przynajmniej raz była na meczu piłkarskim, gdzie zorganizowany doping prowadzony był przez tzw. młyn. Grupa fanatycznych kibiców przez 90 minut wspierająca drużynę powoduje, że na stadionie wytwarza się niesamowity klimat, a piłkarze wielokrotnie po meczach wspominają, że dzięki wsparciu z trybun, udaje im się odwracać losy spotkań.
Zorganizowane grupy kibiców na stadionach Legii Warszawa, Wisły Kraków czy Lecha Poznań robią wszystko, by w jak najlepszy sposób wspierać swoją drużynę, uatrakcyjniać spotkania poprzez efektowne oprawy i znienawidzone przez wojewodów race. Kibice z młyna starają się także angażować pozostałych kibiców (zwanych piknikami) do dopingowania swojej drużyny.
Inaczej sytuacja wygląda w przypadku reprezentacji Polski. Sektory na stadionie są zajmowane przypadkowo. Na każdym sektorze Stadionu Narodowego w Warszawie czy też na innym obiekcie, gdzie gra reprezentacja Polski, są zarówno fani, którzy chcą głośno dopingować reprezentację, jak i kibice, którzy spotkanie piłkarskie traktują jako piknik , na którym mogą zobaczyć w jednym miejscu kilku znanych piłkarzy, zajadając się przy tym hot-dogiem.
To właśnie „pikniki” łaskawie klaszczą, gdy kadra wygrywa i dumnie śpiewają hymn narodowy. Jednak ci sami kibice potrafią zrównać z błotem piłkarzy (grających beznadziejnie) niemiłosiernie gwiżdżąc w trakcie i po meczu, wyzywając przy tym zawodników od najgorszych.
Takie sytuacje powodują, że piłkarze tracą motywację do gry, sytuacja na stadionach robi się surowa, a piłkarskie święto przeradza się w atmosferę jaka panuje na zawodach w jeździectwie czy curlingu.
Pojawia się zatem pytanie, co zrobić, by sytuacja na stadionach podczas meczów reprezentacji Polski panowała atmosfera chociażby zbliżona do tej, jaka panuje na najlepszych pod tym względem obiektach w Krakowie, Poznaniu czy Warszawie.
Na pewno nie pomogą w tym zakazy stadionowe, jakie po meczach z Irlandią i Słowacją rozdawał Mateusz Klich. Jednak pomocnik Zwolle w ostatnim czasie na Twitterze użył bardzo ciekawego stwierdzenia „jakby na kadrze byla Żyleta to byloby super” – (zachowano oryginalną pisownię).
Pomysł Klicha jest dobry i całkiem prosty do realizacji. Powinny zostać stworzone grupy kibiców, które podczas spotkań reprezentacji Polski będą prowadziły zorganizowany doping, taki, jaki oglądać możemy na najlepszych stadionach w kraju.
Jak to zrobić? Wbrew pozorom w bardzo prosty sposób. W każdym z polskich miast, gdzie ma zostać rozegrane spotkanie reprezentacji Polski, powinna zbierać się grupa kibiców, która gotowa jest prowadzić taki doping i w takiej liczbie jak na normalnym ligowym młynie. Fani zobowiązują się „robić swoje” zgodnie z regułami ustalonymi z PZPN oraz nie łamiąc regulaminu stadionu. W zamian otrzymują od związku pieniądze na przygotowanie oprawy oraz co bardzo ważne w przypadku meczów kadry, znaczną zniżkę ceny biletów na sektor, w którym miałby być prowadzony doping.
Taka sytuacja mogłaby zdecydowanie rozbudzić kibiców na stadionach podczas meczów reprezentacji Polski. Kibice na całym stadionie wzorem dopingującego młynu, również zaczynaliby w sposób bardziej zorganizowany wspierać kadrę. Co ważne, niezależnie od wyniku, zapewniona byłaby ciągłość śpiewów czy też okrzyków, co podnosiłoby morale piłkarzy i może przełożyło się także na wyniki reprezentacji Polski, którzy otrzymaliby wówczas kolejny bodziec do jak najlepszej gry w narodowych barwach.
Cała sprawa pozostaje kwestią otwartą, jednak powinna jak najszybciej zostać przedyskutowana przez władze PZPN. Trzeba pamiętać, że wielkimi krokami zbliżają się eliminacje ME 2016, w których kadra Adama Nawałki nie może zawieść, a może to właśnie kibice reprezentacji będą tym brakującym elementem układanki, która może przynieść lepsze czasy dla naszej kadry narodowej.
Wielki transfer "Królewskich"? 60 milionów na stole!
Adrian Łęczycki











