Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

"Prezes Leśnodorski nie zagrał fair"

Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 14-03-2014 12:26

Nie milkną echa decyzji współwłaściciela Legii Warszawa, Bogusława Leśnodorskiego, który zabronił legendzie klubu, Markowi Jóźwiakowi, wejścia na Pepsi Arena. Żal do prezesa Legii ma także współpracownik Jóźwiaka, Dominik Jarosz.

- W wielu przypadkach Prezes Leśnodorski podchodzi do różnych spraw bardzo emocjonalnie, zdążyłem go już trochę poznać. Jednak jego decyzja była dla nas dużym zaskoczeniem. Tym bardziej w przypadku Marka Jóźwiaka, który jako zawodnik rozegrał ponad 300 spotkań dla Legii i odnosił z nią wiele sukcesów. Również jako dyrektor sportowy ściągał takich zawodników jak Radovic, Vrdoljak i Kuciak, bez których nie można sobie wyobrazić obecnej Legii. Jednak Prezes nie może decydować komu mam kibicować, a komu nie. Fanem Warszawskiej drużyny jestem od najmłodszych lat, spędziłem tam 3 lata jako trener, skaut i asystent Marka. Myślę, że Prezes pogubił się nieco w swoich działaniach, wręcz powiedziałbym, że się wygłupił. Na Legię oczywiście mam nadal zamiar chodzić o ile obowiązki w pracy na to pozwolą. Piłka nożna na poziomie Ekstraklasy to jeden wielki biznes, tu nie ma miejsca na obrażanie się czy prywatne animozje. Im prędzej Prezes Leśnodorski to zrozumie tym lepiej dla niego i klubu którym zarządza. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia, w tym co robię zawsze staram się być jak najlepszy, ale przy tym grać fair. Prezes nie zagrał fair - komentuje całą sytuację współpracownik Marka Jóźwiaka, Dominik Jarosz.

- Obecnie bezpośrednio współpracuje z Markiem Jóźwiakiem. W agencji menedżerskiej odpowiadam głównie za skauting. Często też bywam na meczach młodzieżowych drużyn Legii Warszawa. Wszystkie działania związane z naszymi zawodnikami konsultujemy wspólnie. Nie da się ukryć, że Marek Jóźwiak dał mi szanse rozwoju już w Legii Warszawa. Zawsze cenie sobie u ludzi lojalność, więc gdy odchodził, uważałem, że również powinienem odejść. Stąd też myślę, że "oberwało" mi się przy okazji. Pismo, o którym mowa w Przeglądzie Sportowym, zawierało stwierdzenie, że również ja działam na szkodę klubu i drużyny Legii. Jest to bardzo subiektywna ocena sytuacji przez Pana Prezesa, z którą ja się nie zgadzam - opowiada Jarosz, który także ma zakaz pojawiania się na stadionie Legii.

- W tych wspomnianych przypadkach (Radović, Vrdoljak, Kuciak - przyp. red.) Marek Jóźwiak był decyzyjny w Legii, ja jedynie odpowiadałem za obserwacje i rekomendacje piłkarzy. Pod kątem Legii obserwowałem m.in. takich zawodników jak Piotr Zieliński, który obecnie gra w Udinese, czy też Arek Milik, który zagrał w ostatnim meczu kadry Polski ze Szkocją. Choć moje oceny były jak najbardziej pozytywne to ich transferów nie udało się zrealizować, zaważyły inne sprawy. Obecnie skupiam się na młodych zawodnikach. Z trzema młodymi chłopcami, których sam wyszukałem byłem na testach w angielskich akademiach Fulham czy Middlesbrough. Dwóch z nich nawet zostało w londyńskim londyńskim Fulham, jednak jeden z zawodników po pół roku musiał przenieść się do Pogoni Szczecin, gdyż jego poprzedni macierzysty klub nie porozumiał się finansowo z Anglikami.. Także, nie chcę się porównywać do osiągnięć Marka Jóźwiaka, wciąż się uczę tego fachu i ciężko pracuję nad sobą, dlatego mam nadzieję, że za 5-10 lat również będę mógł poszczycić się kilkoma sukcesami - dodaje Jarosz.

Futbol.pl/źr. jelonka.com

Inne artykuły