Legionista: Ludzie myśleli, że jestem Messi lub CR
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 14-11-2013 11:52
Po Helio Pinto wszyscy spodziewali się cudów w Ekstraklasie. Przychodził przecież piłkarz, który grał w silnym zespole, co z tego że na Cyprze, piłkarz, który występował w Lidze Mistrzów. Sam pomocnik Legii Warszawa uważa, że oczekuje się od niego za dużo.
- Jestem realistą. Gdy tu przychodziłem, stworzono mi wizerunek nieadekwatny do rzeczywistości. Ludzie myśleli, że jestem Ronaldo lub Messim. A jak ktoś, kto spędził siedem lat na Cyprze, w lidze, którą wielu uważa za gorzą od polskiej, ma być uznawany za jeden z najważniejszych transferów w Ekstraklasie? Mecze czy w Lidze Mistrzów nie dodają mi do CV gry w Anglii, Hiszpanii czy we Włoszech. Dziękuję za uznanie i wysokie wymagania, ale właśnie dlatego spotkała mnie taka krytyka. Bo przyszedł ktoś, kto nie spełniał oczekiwań i grał naprawdę słabo. Tylko prawie żadna z osób, które oceniały mój transfer, nie widział mnie w akcji na Cyprze. Tylko dwa razy - z Wisłą. Spójrzmy prawdzie w oczy - jestem Pinto, a nie Messi - powiedział Pinto w rozmowie z weszlo.com.
Pomocnik Legii nie chciał szukać wymówki słabej formy z początku sezonu w problemach z porodem córki, ale podpytany o sytuację nie ukrywał, że kłopoty na pewno odbiły się na jego dyspozycji. - OK, podświadomie mogło to na mnie wpływać, ale sam tego tak nie traktowałem. Przed porodem nie wiedziałem, że córka będzie miała problemy. Dopiero potem się dowiedzieliśmy, że jej przełyk nie zrósł się tak, jak powinien. Dziwna sprawa. Żebyś zrozumiał, musiałbyś pogrzebać w Google. W skrócie polega to na tym, że przełyk dzieli się na dwie części, ale i to ma kilka różnych form... Naprawdę, musiałbyś odpalić Google, bo to skomplikowane. Fachowo nazywa się to atrezją przełyku. Na szczęście polscy lekarze uratowali mi dziecko i wierzę, że Bóg ściągnął mnie do Warszawy właśnie po to, by pozwolić przeżyć mojej córce. Na Cyprze nie mają takich specjalistów i gdybyśmy zostali, to po porodzie musielibyśmy łapać pierwszy samolot i lecieć do jakiejś kliniki w Grecji czy Anglii. Dlatego zawsze będę wdzięczny wspaniałym lekarzom ze szpitala Matki Polki. Nie wiem, jak im dziękować. Ale - powtarzam - to nie był powód mojej złej formy. Grałem źle, bo... grałem źle. Tyle. Nie zawsze będę dobrze grał - dodał Pinto.
- Po pierwsze - miałem półtora miesiąca wakacji, kiedy nie robiłem zupełnie nic i nie czułem się dobrze fizycznie. Po drugie - trafiłem do nowego kraju i nowej drużyny o innym stylu grania. Koledzy mnie nie znali i często nie wiedziałem, jak im podawać, bo nie potrafiłem przewidzieć ich zachowań i wice wersa. Potrzebowałem dwóch miesięcy na aklimatyzację, ale dzięki Bogu już czuję się dobrze i wiem, co robić na boisku - podał przyczyny swojej słabszej formy pomocnik Legii.
Futbol.pl











