Polacy omijają Widzew szerokim łukiem? Szczere słowa o "odbijaniu się od ściany"
Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 20-01-2026 11:11
Zimowa ofensywa transferowa w Łodzi trwa, ale kibice mogą czuć pewien niedosyt w kwestii narodowości nowych nabytków. Mimo ambitnych planów, Widzew ma problem ze ściąganiem rodaków z zagranicy. Dariusz Adamczuk wyjaśnia, dlaczego polscy piłkarze boją się powrotu do Ekstraklasy.
Widzew Łódź nie próżnuje w przerwie zimowej. Do zespołu dołączyli już tacy zawodnicy jak Osman Bukari, Lukas Lerager czy Christopher Cheng. Jednak w rubryce "Polacy" widnieje na razie tylko jedno nazwisko – Bartłomiej Drągowski. Klub zapowiadał walkę o rodzimych graczy, ale rzeczywistość okazała się brutalna.
Dariusz Adamczuk, pełnomocnik zarządu ds. sportu, nie ukrywa, że negocjacje z Polakami występującymi na zachodzie to droga przez mękę. Okazuje się, że bariera nie leży tylko w finansach, ale przede wszystkim w głowach zawodników.
– Na razie troszkę odbiliśmy się od Polaków – powiedział Adamczuk w rozmowie z "Przeglądem Sportowym Onet".
Głównym problemem jest postrzeganie powrotu do Ekstraklasy jako kroku wstecz. Wielu graczy, łączonych z Widzewem – jak choćby Kacper Kozłowski z tureckiego Gaziantep FK – wciąż woli próbować swoich sił za granicą. Powrót nad Wisłę kojarzy się z przyznaniem do błędu.
– Nie każdy Polak chce wrócić do kraju. W Ekstraklasie już grali, a powrót do niej jest daleko na liście ich życzeń. To trochę wiąże się z mentalnością, bo jest jeszcze takie przeświadczenie, że powrót oznacza porażkę, że komuś nie wyszło na Zachodzie – dodał działacz.
Klub liczy, że transfer Drągowskiego przełamie ten schemat. Bramkarz ma walczyć o wyjazd na mistrzostwa świata, co ma być dowodem, że z polskiej ligi też można trafić na wielki turniej. Jednak inne głośne nazwiska, jak Przemysław Wiśniewski ze Spezii, pozostają w sferze marzeń.
– Ciężki temat. Jest stoperem reprezentacji Polski, który chce kontynuować karierę za granicą. Powroty do Polski, przynajmniej w tym oknie, to nie są łatwe tematy – podsumował Adamczuk.
Źródło: Przegląd Sportowy Onet / Meczyki











