Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Mundial dla kibiców czy dla milionerów? Meksykanie pytają o sens wielkiej imprezy

Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 11-06-2026 9:46
Mundial dla kibiców czy dla milionerów? Meksykanie pytają o sens wielkiej imprezy

Mistrzostwa świata 2026 miały być najbardziej otwartym turniejem w historii. W Meksyku coraz częściej pojawia się jednak pytanie, czy mundial rzeczywiście jest jeszcze wydarzeniem dla zwykłych kibiców, skoro ceny biletów stały się dla wielu mieszkańców nieosiągalne.

Meksyk znalazł się w centrum światowego futbolu. To właśnie tam odbędzie się część spotkań największego turnieju piłkarskiego globu, a reprezentacja gospodarzy będzie jedną z drużyn walczących o sukces przed własną publicznością.

Problem w tym, że wielu miejscowych fanów może oglądać mundial jedynie z daleka.

Kiedy FIFA ogłaszała rozszerzenie mistrzostw świata do 48 drużyn, przekonywano, że będzie to najbardziej inkluzyjna impreza w historii. Rzeczywistość okazała się jednak dla wielu kibiców brutalna.

Ceny wejściówek na mecze pobiły rekordy. FIFA informowała, że najtańsze bilety na spotkanie otwarcia kosztowały 370 dolarów, jednak dotyczyło to specjalnej czwartej kategorii, która obejmuje zaledwie około 1,5 procent pojemności stadionu.

W praktyce większość kibiców musiała liczyć się z wydatkiem rzędu 750–1000 dolarów za bilety niższych kategorii. Najdroższe miejsca kosztowały natomiast ponad dwa tysiące dolarów.

Dla wielu mieszkańców miasta Meksyk są to kwoty wręcz abstrakcyjne. Mediana miesięcznych zarobków w stolicy kraju wynosi około 3,5 tysiąca złotych, co oznacza, że jeden bilet może pochłonąć niemal całą miesięczną pensję przeciętnego mieszkańca.

- Mieszkam w Krakowie, ale urodziłem się w mieście Meksyk. Dobrze zarabiam. Jeżdżę na wiele meczów. Byłem też na mundialu osiem lat temu. Płaciłem wtedy około 110 dolarów za bilet. Teraz zrobiła się z tego giełda. Istne szaleństwo. Kto może więcej zapłacić, ten dostanie bilet - powiedział Alberto, kibic cytowany przez Weszło.

Fan przyznał, że nawet jego znajomi, którzy od lat podróżują za reprezentacją Meksyku, tym razem zrezygnowali z obecności na stadionie.

- Sport nie jest już dla ludzi, a dla bogaczy. FIFA robi z tego interes. To boli mnie, że jestem w moim kraju i nie będę mieć szansy zobaczyć naszej drużyny. Nawet jeśli miałbym bilet, skorzystałbym z okazji i sprzedałbym go. Nie ma sensu - dodał.

Mundial 2026 ma być największym turniejem w historii, ale w Meksyku coraz głośniej słychać pytanie: czy największa piłkarska impreza świata nadal należy do kibiców, czy stała się już wydarzeniem tylko dla najbogatszych?

Źródło: Weszło

TAGI

Inne artykuły