Bardziej Liga, niż Mistrzów!
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 25-05-2013 9:57
Po raz czwarty kluby z tego samego państwa spotkają się w finale Ligi Mistrzów. Tylko u nas w Futbol.pl podajemy powody dlaczego takie finały są mniej emocjonujące, niż starcia drużyn z różnych części Europy.
1. Valencia w dwumeczu z Realem Madryt, w sezonie 1999-2000, była lepsza w Primera División, mimo tego mecz był jednostronny, a „Królewscy” zwyciężyli pewnie na Stade de France 3-0. Można by powiedzieć, że skoro Real w starciach z Valencią nie był górą, to byliśmy świadkami niespodzianki. Nic z tych rzeczy! W finale LM oczekuje się walki jak równy z równym, mimo tego Valencia nie była w stanie sprostać temu zadaniu i dała się łatwo pokonać.
2. W 2003 roku na Old Trafford po raz drugi w historii LM padł bezbarwny wynik 0-0 i o zwycięstwie musiały zadecydować rzuty karne. Pierwszy taki wynik padł w 1988 roku w meczu PSV-Benfica, gdzie Eindhoven było lepsze po rzutach karnych oczywiście. Po Juventusie, który w półfinale wyeliminował Real Madryt spodziewano się lepszej gry. Tak jak w finale Hiszpańskich drużyn mogliśmy narzekać braku równego pojedynku, tak tutaj mistrzowie defensyw Włosi przegięli. Milan miał pewnego siebie Szewczenkę, który pokonał Buffona w konkursie rzutów karnych i puchar trafił w ręce zawodników z Mediolanu. Trzeba przyznać, że wieczór należał wtedy do bramkarzy, Dida wybronił aż trzy karne, natomiast Gigi Buffon dwa.
3. W Moskwie 2008 roku kolejny raz można było oglądać mecz aż do samych karnych włącznie. W finale spotkały się tym samym angielskie zespoły. Manchester United podejmował Chelsea Londyn, klub który zaczął sięgać tak wysoko, oczywiście za sprawą Romana Abramowicza. Szczęście sprzyjało Manchesterowi, który mógł oddać puchar piłkarzom z Londynu, dlaczego?
Jako jedyny karnego nie trafia Ronaldo (strzelec bramki na 1-0 w tym meczu), później do decydującego karnego podchodzi John Terry i… pudłuje. Ostatnim, który nie trafił do siatki z Chelsea był francuski napastnik Anelka. Podsumowując mecz po 120 minutach mieliśmy wynik 1-1, natomiast w karnych padł wynik 6-5. A żeby było śmieszniej pierwszy taki wynik, w rzutach karnych, w historii padł również w 1988 roku!
4. Zespoły z tych samych państw znają się na wylot, nikt nikogo nie może niczym zaskoczyć, znają bardzo dobrze zawodników i ich możliwości swoich rywali. Dlatego w takim finale w większości decydowało szczęście, bo jak można inaczej nazwać zwycięstwo po rzutach karnych, a także doświadczenie, bowiem Valencia to klub, który wtedy pierwszy raz w historii pojawił się w Lidze Mistrzów. Mogli przegrać z presją, albo po prostu za bardzo się nastawili na zwycięstwo i w obronie mieli problem.
Teraz finał na Wembley jest dla nas szczególny, jeszcze parę lat temu nie mieliśmy okazji oglądać drużyny w finale LM gdzie pierwsze skrzypce gra aż trzech Polaków! Tym razem Lewandowski będzie prowadził, nie Błaszczykowski, If you know what I mean… Z tej okazji nawet będziemy mogli oglądać finał na telebimach, które będą wystawione w Polsce. Jeżeli Borussia zatrzyma świetny i bardziej doświadczony w tej imprezie Bayern to możemy z podniesioną głową chodzić po niemieckich ulicach, owinięci w barwy polskie. Obyśmy mieli widowisko, które zmaże te wcześniejsze nudne finały!
Paweł Kaczmarczyk - Futbol.pl











