Kubły z pomyjami wylewane za szybko...
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 22-08-2013 10:16
Polski futbol jest taki, jaki jest. Pozycja w rankingu FIFA, prawie pełnoletnia niemoc mistrzów Polski w el. Ligi Mistrzów... A mimo tego oczekiwania nadal są ogromne, co pokazał mecz Legii w Bukareszcie.
Wszyscy widzieliśmy, jak Legia grała w meczach wyjazdowych II i III rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Przegrywała do przerwy w Walii z TNS, zawstydzała Polaków w Norwegii w starciu z Molde.
W obu przypadkach zdołała po zmianie stron odrobić straty i ostatecznie wyjść z dwumeczowej rywalizacji górą. Przed potyczką ze Steauą Bukareszt wszyscy mieli spore obawy. Rumunii to jednak wyższa półka niż dwaj wcześniejsi rywale. W internecie można było poczytać apele, by Legia w stolicy położonej nad Dymbowicą nie poległa 0:5. By zachowała szanse przed rewanżem u siebie.
Nieoczekiwanie w trakcie meczu okazało się jednak, że Legia ma nie tylko nie przegrać 0:5, ale wręcz wygrać dwoma, może trzema golami. Takie wnioski można wysnuć nie tylko z komentarza w TVP, ale przede wszystkim z obserwacji serwisów społecznościowych. Ile kubłów z pomyjami wylano na mistrza Polski w trakcie I połowy nie sposób zliczyć. Legia zagrała, jakkolwiek to brzmi, najlepszą I połowę w tegorocznych eliminacjach Ligi Mistrzów. Z najtrudniejszym rywalem. Oczywiście nie zmienia to faktu, że Legia na National Arena w pierwszych 45 minutach wypadła bladziutko.
Legia miała jednak Dusana Kuciaka, który zrobił to, co do bramkarza zespołu z ambicjami należy, czyli wybronił 2-3 piłki. Zachwyty nad Słowakiem są jak najbardziej uzasadnione, ale trzeba też pamiętać, że w mistrzu Polski, ekipie, która ma odnieść sukces w Europie, nie może stać "ręcznik". Żaden wielki klub nie podejmuje takiego ryzyka i każdemu bramkarz od czasu do czasu musi coś wybronić. Legia wielkim klubem jeszcze nie jest, ale ma Kuciaka i... ambicje.
Te ambicje ujawniły się w II połowie. Mistrz Polski zagrał zdecydowanie lepiej niż w I odsłoni, strzelił gola i miał okazje na kolejne, wywiózł z Bukaresztu cenny remis 1:1 i teraz to Legia może dyktować warunki.
Jan Urban musi sobie poradzić z problemem pierwszych połów. Legie niewątpliwie stać, by przez cały mecz grać równo, a to na Steauę powinno wystarczyć. Tym bardziej, że Rumunii w Warszawie pewnie rzucą się na Legię, Kuciak znowu wybroni swoje, a potem mistrz Polski wypompowanych - jak w środę - rywali dobije i drzwi do fazy grupowej Ligi Mistrzów się otworzą na oścież.
Wówczas Ci, którzy pierwsi byli do krytykowania, pomstowania, napełniania kubłów z pomyjami, naśmiewania się, bezpodstawnych wyroków, znowu będą pierwsi. W kolejce po bilety na mecze fazy grupowej LM. A niektórzy z nich pewnie nawet głośno stwierdzą, że pierwsi mówili, że Legia awansuje...
Michał Ptaszyński











