Polskie kariery na zakręcie. Mieli być gwiazdami kadry - odc. 7
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 17-11-2013 10:43
Są piłkarze, o których jeszcze niedawno myśleliśmy, że będą ważnymi postaciami reprezentacji Polski. Niestety w pewnym momencie coś się załamało...
Polskie kariery na zakręcie. Mieli być gwiazdami kadry - odc. 1
Polskie kariery na zakręcie. Mieli być gwiazdami kadry - odc. 2
Polskie kariery na zakręcie. Mieli być gwiazdami kadry - odc. 3
Polskie kariery na zakręcie. Mieli być gwiazdami kadry - odc. 4
Polskie kariery na zakręcie. Mieli być gwiazdami kadry - odc. 5
Polskie kariery na zakręcie. Mieli być gwiazdami kadry - odc. 6
Na Futbol.pl kontynuujemy nowy cykl. W każdą niedzielę przedstawiamy Wam pokręcone ścieżki polskich piłkarzy znajdujących się daleko od poprzeczki, którą wysoko sobie zawiesili jakiś czas temu.
W pewnym momencie kariera Tomasza Zahorskiego przypominała bajkę. Oczywiście w polskim wydaniu, ale jednak bajką. Po meczach w barwach OKS 1945 Olsztyn z Groclinem Dyskobolią w Pucharze Polski został wyciągnięty z IV-ligowca przez ekipę z Grodziska Wielkopolskiego. Przeskok okazał się duży, ale bajka wcale się nie skończyła. Zahorski po roku spędzonym w Groclinie przeniósł się do Górnika Łęczna, a potem wylądował w Górniku Zabrze. I rozegrał sezon życia! Nagle zaczął regularnie trafiać do siatki i dostał powołanie do kadry od Leo Beenhakkera. I chociaż gola zdobył w 6. swoim spotkaniu w biało-czerwonej koszulce, i jest to jedyny jego gol w kadrze, to pojechał na Euro 2008. Według Beenhakkera prezentował ten słynny "international level". Mimo tego w ME zagrał tylko przez chwilę w starciu z Chorwacją, potem dostał jeszcze trzy szanse od selekcjonera w meczach towarzyskich i rozdział reprezentacyjny zamknął w lutym 2009 roku na 13 spotkaniach i jednym golu.
Gwiazdą reprezentacji nie został, a spadł też z półki "groźny napastnik Ekstraklasy". W sezonie 2008-09 strzelił zaledwie jednego gola w 21 meczach ligowych. Jesienią 2009 roku nie miał klubu. Bajka się kończyła. Wrócił do Zabrza wiosną, zagrał też w Górniku w sezonie 2010-11 i jesienią 2011 roku, by wiosną ruszyć do Niemiec. Ambicje reprezentacyjne już dawno zniknęły, ale w Duisburgu napastnik chciał się odbudować. Podobnie było w Jagiellonii pół roku później. W każdym z tych klubów zagrał po 4 spotkania i nie strzelił gola.
Wówczas pomocną dłoń wyciągnął Górnik. Zahorski wiosną 2013 roku wyladował w Zabrzu, trochę w miejsce Arkadiusza Milika sprzedanego do Leverkusen. Tak jak Ireneusz Jeleń był jednak rozczarowaniem. W 8 spotkaniach strzelił jednego gola, więc po sezonie strony bez żalu się rozstały. Zahorski znalazł się na kolejnym zakręcie kariery i wyszedł z niego całkiem znośnie.
Dziś Zahorski jest jadowitym "Skorpionem". W Polsce nie bardzo byli chętni, żeby zatrudnić napastnika. Skorzystał więc "Zahor" z okazji i ruszył do USA. Marzył pewnie o MLS, ale wylądował w North American Soccer League. Zahorski został piłkarzem San Antonio Scorpions i szybko przypomniał sobie, jak się strzela bramki. W 14 spotkaniach trafił 9 razy i w klasyfikacji strzelców zajął 6. miejsce, ale warto dodać, że rywale, którzy go wyprzedzili rozegrali więcej spotkań.
Sezon w NASL dobiegł już końca. Zahorski pewnie teraz będzie musiał zastanowić się, co zrobić dalej. W USA idzie mu dobrze i raczej nie powinien wracać do kraju. Chyba, że znalazłby się trener, który zdecydowanie postawiłby na niego, zaufał, a może wówczas "Zahor" zrewanżowałby się bramkami. Piłkarz na "ligowy level" jest to na pewno i tylko szkoda, że w pewnym momencie łatka "international" trochę mu zaszkodziła.
Futbol.pl











