Dwie bramki w końcówce. Remis Arsenalu z Evertonem
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 08-12-2013 18:57
Po mało ciekawej pierwszej połowie i dwóch bramkach w końcówce spotkania Arsenal Londyn zremisował 1:1 z Evertonem. Po bramce Ozila bliżej zwycięstwa byli Kanonierzy, jednak The Toffees odpowiedzieli za sprawą Deulofeu.
Arsenal Londyn – Everton FC 1:1 (0:0)
Bramki: Ozil 81 – Deulofeu 83
Żółte kartki: Barry 44, McCarthy 61, Howard 78, Deulofeu 89
Arsenal: Wojciech Szczęsny – Carl Jenkinson, Laurent Koscielny, Per Mertesacker, Kieran Gibbs – Mikel Arteta, Jack WIlshere (68 Mathieu Flamini), Aaron Ramsey (68 Tomas Rosicky), Mesut Ozil, Santi Cazorla (68 Theo Walcott) – Olivier Giroud
Everton: Tim Howard – Bryan Oviedo, Sylvain Distin, Phil Jagielka, Seamus Coleman – Kevin Mirallas (79 Gerard Deulofeu), James McCarthy, Gereth Barry, Ross Barkley (90+3 Steven Naismith), Steven Piennar (71 Leon Osman) – Romelu Lukaku
Arsenal, który w tym sezonie prezentuję się znakomicie i jest liderem tabeli, w meczu z Evertonem miał okazję do powiększenia swojej przewagi. Zadanie nie było jednak łatwe. Podopieczni Roberto Martineza notują świetne wyniki na wyjazdach. W ostatniej kolejce potrafili wygrać na Old Trafford z Manchesterem United. Arsenal wygrał trzy ostatnie mecze w lidze, nie tracąc w nich żadnej bramki. Mogliśmy więc oczekiwać dobrego widowiska.
Dobry początek The Toffees
Niespodziewanie w początkowych minutach meczu to Everton osiągnął przewagę. Goście zdecydowanie częściej stwarzali zagrożenie pod polem karnym rywali, jednak obrona Kanonierów spisywała się bez zarzutu. Zdecydowanie gorzej wyglądał środek pola Londyńczyków, który przegrywał większość pojedynków z zawodnikami Martineza.
Piłkarskie szachy
Arsenal przebudził się w 26 minucie. Prawym skrzydłem ruszył Santi Cazorla i płasko dośrodkował w pole karne. W szesnatce Evertonu znalazł się jedynie Gibbs, lecz nie zdołał sięgnąć mocno zagranej piłki. Od tego momentu na boisku oglądaliśmy piłkarskie szachy. Piłka najczęściej znajdowała się w pobliżu koła środkowego. W końcowych minutach zaatakował Arsenal, jednak zarówno Giroud jak i Ramsey nie potrafili pokonać Howarda.
Górą bramkarze
Druga część gry rozpoczęła się od dobrych interwencji bramkarzy. Najpierw po uderzeniu z dystansu Barkleya dobrze zachował się Szczęsny, parując piłkę na bok. Chwilę później efektownym strzałem popisał się Cazorla, lecz nie zaskoczył bramkarza Evertonu. Arsenal starał się wyjść na prowadzenie, aktywniejszy był przede wszystkim Ozil, lecz Kanonierzy nie potrafili sforsować obrony gości. W 66 minucie ponownie uderzał Barkley, lecz po raz kolejny górą był Polski bramkarz.
Cios za cios
Kilkanaście minut przed końcem dwie kolejne dobre sytuacje miał Everton. Najpierw strzał Barkleya na rzut rożny sparował Szczęsny, chwilę później niecelnie uderzał Distin. Kiedy wydawało się, że to goście są bliżej zdobycia bramki, prowadzenie Kanonierom dał Mesut Ozil, który z pięciu metrów wepchnął piłkę do bramki. Gospodarze długo nie cieszyli się z prowadzenia. W 83 minucie, wprowadzony 4 minuty wcześniej Deulofeu, ładnym strzałem pokonał Szczęsnego.
W doliczonym czasie gry decydującą bramkę mógł zdobyć Giroud, jednak jego strzał odbił się od spojenia bramki. Arsenal nie potrafił wykorzystać szansy na zwiększenie przewagi do siedmiu punktów. Obecnie Kanonierzy mają pięć punktów przewagi nad Liverpoolem. Wojciech Szczęsny rozegrał dobry mecz w barwach The Gunners. Przy bramce Evertonu nie miał większych szans na skuteczną interwencję.
Futbol.pl











