Już znamy największego przegranego w Legii...
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 17-03-2014 9:35
Włademir Dwaliszwili jest obecnie jednym z najbardziej krytykowanych piłkarzy Legii Warszawa. Gruziński napastnik statystyki ma jeszcze całkiem przyzwoite, ale swoją grą irytuje chyba wszystkich i wydaje się, że jest pierwszy na liście do odstrzału z zespołu mistrza Polski po sezonie.
Rumak nie wytrzymał. Lech szykuje Fornalika w jego miejsce!
W niedzielnym meczu z Wisłą Kraków trener Henning Berg znowu wolał wystawić duet Ondrej Duda (zawodnik dopiero co sprowadzony, słabo podobno przygotowany do sezonu) - Miroslav Radović. Dwaliszwiliego zostawił na ławce rezerwowych. Po Gruzina sięgnął, gdy zrobiło się 2:2. Cudów się pewnie nie spodziewał, ale liczył na jego instynkt strzelecki. I Dwaliszwili okazję miał. Piłka spadła mu pod nogi 2-3 metry od bramki. Wielka bramka przed nim, a Miśkiewicz na glebie. Sztuką było trafić w golkipera, ale Dwaliszwili tego dokonał.
To była być może dla Gruzina piłka meczowa w Legii. O być albo nie być. Teraz zdecydowanie mu bliżej do "nie być" od lata. I to mimo tego, że statystyki jakoś go próbują bronić. W 19 meczach strzelił 9 goli. Trzeba jednak pamiętać, że 3 zaaplikował Koronie, a dwa zdobył z karnych. Przy ofensywnie grającej Legii jej snajper powinien mieć tych bramek więcej.
Jeśli cyferkami można jeszcze próbować bronić Dwaliszwiliego, tak postawą na boisku już nie. Gruzin jest wolny, apatyczny, zrezygnowany, przegrany. Jakby już się poddał i nie zamierzał udowodnić, że jest groźnym napastnikiem pasującym do Legii. "Gruziński czołg" raczej nie przyspiesza pochodu legijnej armii po tytuł.
Pamiętam, jakie opinie krążyły po forach internetowych, gdy pojawiły się informacje, że polskie kluby obserwują Dwaliszwiliego w barwach Maccabi Hajfa. Gruzin nie strzelał więcej goli niż w Polsce (16 w 35 meczach w sezonie 2009-10, czy 12 w 30 spotkaniach w kolejnym sezonie), ale grał lepiej. Był dynamiczny, przebojowy i sprawiał wiele problemów obrońcom.
U Henninga Berga bardzo szybko stracił pozycję. Przeciwko Koronie wyszedł w pierwszym składzie i w ogólnej ocenie grał kiepsko. Trener jednak bronił go, twierdząc, że Gruzin do momentu obejrzenia czerwonej kartki realizował założenia. Po odcierpieniu kary miał wrócić do gry. Tym bardziej, że z powodu urazu wypadł Orlando Sa. Pojawił się jednak Ondrej Duda i oczarował Berga. Do tego wyżej przesunięty został Radović. Dwaliszwili wylądował na ławce i pudłem z Wisłą sobie nie pomógł. Tym bardziej, że niedługo do gry wróci Sa. I jeśli odpali, to Gruzin powoli będzie się mógł pakować, bo jakoś nie wierzymy, że "Wlado" nagle wykipi ambicją i podejmie walkę.
Futbol.pl











