ŚWIADOMOŚĆ I WIARA BAYERNU KONTRA PAPIEROWE FUNDAMENTY PARYŻA | Futbol - Piłka nożna
Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ

ŚWIADOMOŚĆ I WIARA BAYERNU KONTRA PAPIEROWE FUNDAMENTY PARYŻA

Dodał: Jan Nadolny
Data dodania: 25-08-2020 9:07
ŚWIADOMOŚĆ I WIARA BAYERNU KONTRA PAPIEROWE FUNDAMENTY PARYŻA

Bayern Monachium po raz szósty wzniósł Puchar Europy, tym samym zrównując się z trzecim pod względem liczby wygranych trofeów Liverpoolem (przed nimi są jedynie Milan z 7 tytułami oraz niedościgły Real Madryt - 13 tytułów). W annałach historii zapisał się jednak nie wygraną w finale, a rekordowym występem we wszystkich 11 meczach tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Zespół Hansiego Flicka jest bowiem pierwszym w historii, który przeszedł przez najbardziej prestiżowe rozgrywki klubowe suchą stopą, kompletując pełne 11 zwycięstw. Czy ktoś tak obstawiał. Takie i inne zdarzenia można obstawiać w STS, korzystając m.in. z różnych promocji i zgarniając inne bonusy w STS.

O tym meczu mówił każdy i wszędzie. Panie i panowie, chłopcy i dziewczęta, dzieci w każdym wieku. Ta etatowa kwestia weselnych wodzirejów, w praktyce rzadko kiedy tak naprawdę znajduje odzwierciedlenie. Tego typu wydarzeń, istnych uczt dla zmysłów i zmór układu nerwowego jest naprawdę niewiele. Wczorajszej nocy miało miejsce jedno z nich.

Cały świat na barkach

Co roku, w dzień finału Ligi Mistrzów, gdy z odbiorników wybrzmi przeszywający dźwięk gwizdka, życie zwalnia, Ziemia jakby obraca się wolniej, a grawitacja umyka niepostrzeżenie. Cały świat, o innej porze roku, we dnie czy w nocy, w bogactwie czy w biedzie, ludzie z każdego miejsca na Ziemi i ze wszystkich państw pochłaniają wzrokiem ten sam obraz. Miliardy ludzi jednoczą się, wspólnie celebrując największe święto futbolu.

Meczem Bayern-PSG żył niemal każdy. Nawet w letniej rezydencji prezydenta Emmanuela Macrona, podczas spotkania z Angelą Merkel pojawił się temat finału i zapewnienie utrzymania ciepłych stosunków pomimo, nawet najbardziej niesprawiedliwego rozstrzygnięcia.

Takie oto ciężary dźwigało zeszłej nocy 22 mężczyzn.

Świadomość i wiara

Tenże brawurowy, nadludzki wysiłek kipiał zewsząd, ale przede wszystkim z wilgotnej lizbońskiej murawy. Nikt nie chciał na ostatniej prostej stracić tego, do czego przygotowywał się całe życie. I to było widoczne w każdym najdrobniejszym zagraniu, ruchu czy geście.

Wobec tak specjalnej okazji, o ocenę spotkania poprosiłem doktora Andrzeja Zielińskiego z Katedry  Sportów Indywidualnych i Zespołowych warszawskiego AWF-u. - Stawka meczu spowodowała, że oba zespoły bardzo dużo uwagi przywiązywały do gry obronnej. W jednej jak i drugiej drużynie w bronienie zaangażowani byli wszyscy zawodnicy od napastnika po bramkarza. - zauważa dr Zieliński. Pomimo, iż oba zespoły słyną z dynamicznej, kreatywnej gry w ofensywie, spotkanie obfitowało w niecelne podania i nieskładne akcje. - Działania obronne nie dotyczyły tylko odbioru, ale przede wszystkim dobrej organizacji w defensywie. Dlatego tak trudno było obydwu zespołom rozgrywać swoje akcje. Wszyscy zawodnicy walczyli o piłkę, ale także bardzo uważnie kontrolowali swoje ustawienie. Przy takiej grze niezwykle trudno zachować płynność gry. W pierwszej połowie lepiej pod tym względem radziła sobie drużyna PSG. Szybkie, opierające się na indywidualnych umiejętnościach ofensywnego tercetu kontrataki kilkukrotnie mogły okazać się skuteczne. Jednakże niefrasobliwość Paryżan pod bramką rywala oraz znakomite interwencje obrońców czy Manuela Neuera wciąż uniemożliwiały zdobycie otwierającego gola. - PSG miało momenty, w których stwarzało sobie sytuacje. Wynikały one głównie z indywidualnych błysków poszczególnych graczy, takich jak Di Maria, Neymar czy Mbappe, których nawet przy najlepiej zorganizowanej defensywie nie da się uniknąć. W drugiej połowie gra się nieco rozluźniła, co po niespełna piętnastu minutach poskutkowało golem. Po wspaniałej wrzutce Kimmicha w pole karne, akcję sfinalizował Kingsley Coman. - Bramka była w głównej mierze efektem niezwykle precyzyjnego zagrania Kimmicha w okolice lewego rogu pola bramkowego. Coman, który mimo iż nieczęsto strzela gole głową, oddał dobry, trudny dla bramkarza strzał. W pierwszej połowie, według mnie, to właśnie on stwarzał największe zagrożenie po stronie Bayernu. Można powiedzieć, że swoją postawą w tym meczu zasłużył na tego gola. Jak się okazało, był to strzał na wagę triumfu. Jednakże w momencie, w którym wynik uległ zmianie, mieliśmy 59. minutę spotkania. Mimo to, PSG do końca meczu nie zdołało wyrównać. - W drugiej połowie Bayern był lepszym zespołem, a w końcówce właściwie kontrolowali boiskowe wydarzenia. Można było również odnieść wrażenie, że PSG brakuje wiary w ostateczną wygraną.

Mecz zakończył się zwycięstwem Bayernu Monachium, który sprostał roli niejednogłośnego, acz wciąż faworyta. Nie widzieliśmy w tym spotkaniu wielu bramek, czy hurraoptymistycznej gry w ofensywie, ale rywalizacja stała na najwyższym światowym poziomie. Co do tego nie można mieć wątpliwości. - Była to rywalizacja na pewno mniej imponująca z punktu widzenia kibiców, ale dla mnie, z punktu widzenia szkoleniowego, wręcz mistrzowska. Jeżeli zostałbym zapytany, kto wygrał ten mecz powiedziałbym, że była to drużyna, która bardziej wierzyła w zwycięstwo. Bayern grał uważnie w obronie, a jednocześnie miał pewność, że jest w stanie utrzymać korzystny wynik na tyle, żeby podejmować próby strzelenia kolejnej bramki. Zawodnicy byli świadomi o co walczą i potrafili poświęcić się dla tego celu.

Na koniec, Pan Andrzej wyróżnił Manuela Neuera, którzy według niego odcisnął największe piętno na solidnej, i co najważniejsze zwycięskiej grze Bayernu.

- Warto zwrócić uwagę, na bardzo dobrą grę Neuera. Był jednym z lepszych zawodników Bayernu. Odgrywał ogromną rolę nie tylko w obronie, ale również we wyprowadzeniu piłki. Pomimo, iż gracze PSG często intensywnie wywierali presję, nawet w trudnych sytuacjach utrzymywał piłkę w grze, dzięki temu nadając rytm wielu akcjom swojego zespołu.

Symboliczny triumf tradycji

Bardzo wymownym chichotem losu jest nazwisko uznanego piłkarzem meczu, strzelca zwycięskiego gola. Kingsley Coman jest wychowankiem PSG i to w jego barwach wypłynął na wody profesjonalnej piłki. 6 lat temu w lipcu, z Paryża został za darmo i bez skrupułów oddelegowany na Półwysep Apeniński. Uprzedniej nocy, to on oddelegował Paryż, w drodze po upragniony Puchar Ligi Mistrzów.

24-letni Francuz był symboliczną deklaracją PSG, iż rezygnują oni z drogi klubowych wartości i tradycji (których wcale, pomimo 50 lat istnienia im nie brakuje), budując sukces na petrodolarach. Jak pokazywały ostatnie lata, katarskie czeki, nawet z niezliczoną ilością zer, mokną pod wpływem byle deszczyku. We wczorajszym finale, mimo iż papiery zostały już ofoliowane i do się przytwierdzone, nadal nie mają prawa być trwalsze od solidnych, betonowych fundamentów futbolowej tradycji Bawarczyków. Być może w przyszłych sezonach Paryżanie ponownie wrócą silniejsi, z ponownie wzmocnionymi papierowymi podwalinami. Jednak czy zdołają zatriumfować?

Drużyna Flicka, jak wspominałem już w tekście po meczu półfinałowym Bayern-Lyon, to ekipa budowana na wieloletniej konsekwencji i roztropnym planie, który dziś daje plony. I to jakie. Bayern zdobywa potrójną koronę i zalicza historyczny sezon w Lidze Mistrzów, gromiąc taśmowo wszystkich napotkanych rywali. Duma Bawarii to maszyna, która w końcu przynosi dumę, jakiej nie było w tym klubie jeszcze nigdy.

Robert Lewandowski

Gdy mam pisać o Robercie, brakuje mi pomysłów na podtytuł. Zagrał w tym sezonie tak, jak jeszcze nigdy żaden Polak. Dla kibica, ale i Polaka, żyć w jego czasach i móc śledzić jego niezwykłe wyczyny,  to wartości wprost nie do opisania słowami.

„Ten puchar dedykuję mojej rodzinie, mojej żonie, moim dzieciom, ale także mojemu świętej pamięci tacie, który na pewno cały czas na mnie patrzył, wierzył we mnie. Chciałbym podziękować wszystkim kibicom, którzy we mnie wierzyli. Staram się dawać im radość poprzez strzelane bramki i wygrywanie. Poczucie, że Polak na arenie międzynarodowej może osiągać sukcesy i może być o nim głośno. To też jest coś, co mnie napędza, że piłkarz z Polski jest na świeczniku i osiąga sukcesy. To jest coś pięknego.” - powiedział Robert w pomeczowym wywiadzie dla Polsatu Sport.

I nie sposób się nie zgodzić. W tym sezonie był niedościgniony - potrójna korona strzelców (w Bundeslidze, DFB Pokal i Lidze Mistrzów). W sumie 55 goli i 10 asyst. Poza tym, rodzinny wrażliwy facet i profesjonalista w każdym calu, który dobro drużyny stawia zawsze na sztandarowym miejscu. Do dziś pamiętam, jak w meczu 4. kolejki Bundesligi Robert oddał rzut karny krytykowanemu z każdej strony Phillipe Coutinho. Niespełna rok później, ten sam Brazylijczyk w ćwierćfinale Ligi Mistrzów wyszedł naprzeciw drużynie Barcelony, z której do Bayernu został wypożyczony, a w której barwach stracił nabyty w Liverpoolu szarm. I ten sam, który niespełna rok temu był wyszydzany, dubletem i asystą dobił dogorywającą Blaugranę, jednocześnie rozliczając się z własną przeszłością.

Korzystając z uprzejmości dr Zielińskiego, pozwoliłem sobie na koniec naszej rozmowy spytać o finałowy występ Roberta. Odpowiedź była następująca: - Zawsze bardzo krytycznie patrzę na Lewandowskiego, ale uważam, że dziś zagrał naprawdę bardzo dobry mecz. Każde jego pojawienie się w okolicy piłki stwarzało realne problemy obronie Paryżan. Przy tym poświęcał się także w bronieniu, grał w bardzo zdyscyplinowany i świadomy sposób. Widać było, że rozumie jak ważną rolę odgrywa dobra organizacja gry i poświęcenie się dla zespołu, przy okazji cały czas stwarzając szanse na zdobycie gola.

Takim, jakim jest na co dzień, był również w finale. A fakt, że to właśnie on był tym, który przy bramce ściągnął uwagę Thilo Kehrera, tworząc tym samym przestrzeń wbiegającemu Comanowi, niech ponownie poświadczy zasługi Lewego dla tego magicznego zespołu.

Bowiem Bayern to drużyna. Kolektyw piłkarzy z historią, doświadczeniem, ale i tych bez, którzy pod wodzą Hansa-Dietera Flicka stworzyli jeden z najlepszych zespołów w historii klubowego futbolu.

TAGI

Inne artykuły