Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Kuriozalna sytuacja w Lechii Gdańsk. Zabrakło piłkarzy do... treningu

Dodał: Futbol.pl
Data dodania: 30-10-2024 20:06
Kuriozalna sytuacja w Lechii Gdańsk. Zabrakło piłkarzy do... treningu

Do końca roku pozostało jeszcze kilka kolejek w PKO BP Ekstraklasie, a w Lechii Gdańsk pojawiły się poważne kłopoty kadrowe. Trener Szymon Grabowski na treningach nie ma wystarczającej liczby piłkarzy. W efekcie w zajęciach musieli brać udział... członkowie sztabu szkoleniowego.

Lechia do końca tego sezonu zagra jeszcze z Cracovią, Koroną Kielce, Pogonią Szczecin, GKS Katowice i Śląskiem Wrocław. To jeszcze pięć spotkań, a w zespole beniaminka brakuje piłkarzy. 

Trener Szymon Grabowski nie ma na tyle dużo zawodników, by przeprowadzić normalną jednostkę treningową. Kontuzjowani są Tomasz Neugebauera i Karl Wendt, a teraz do końca rundy wyeliminowani zostali Camilo Mena i Tomas Bobcek. Pierwszy uszkodził mięsień dwugłowy, a drugi ma uraz łąkotki i jest już po zabiegu. Są też zawodnicy z mniejszymi urazami, którzy też teraz nie są do dyspozycji trenera.

W tej sytuacji na treningu musieli ćwiczyć Kevin Blackwell (65 lat, dyrektor techniczny) oraz Radosław Bella i Ołeksandr Szeweluchin (asystenci trenera). 

"Lechia Gdańsk trenuje w kilkunastu ludzi. Sytuacja kadrowa jest słaba do tego stopnia, że w zajęciach muszą uczestniczyć członkowie sztabu: Kevin Blackwell, Radosław Bella i Ołeksandr Szeweluchin. Camilo Mena (mięsień dwugłowy), Tomas Bobcek (łąkotka, jest po zabiegu) nie zagrają do końca roku. Do tego paru zawodników ma mniejsze urazy. Coś ci angielscy spece nie ogarniają. W poprzednim sezonie tylu kontuzji nie było" - napisał na Twitterze dziennikarz WP Sportowe Fakty Tomasz Galiński.

Futbol.pl

Inne artykuły