Czy istnieje recepta, która da Polsce upragnioną LM? Tak!
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 01-05-2014 12:12
We wtorek i w środę poznaliśmy finalistów Ligi Mistrzów. Emocje towarzyszące półfinałom były ogromne także w Polsce, chociaż nie grały nasze zespoły. Kibice w Polsce od lat czekają na mistrza Polski w LM. Czy jest na to recepta?
Każdego roku Mistrz Polski w sierpniu przekonuje się, że nie wystarczy dysponować dobrym zapleczem organizacyjnym ani całkiem przyzwoitym budżetem aby awansować do elitarnego grona zespołów występujących w Lidze Mistrzów. Przede wszystkim należy posiadać odpowiednich wykonawców, którzy na boisku są w stanie udowodnić, że miejsce w fazie grupowej Champions League zwyczajnie się Polakom należy.
Wszystko wskazuje na to, że dopiero 1 czerwca poznamy drużynę Mistrza Polski, która w sierpniu zagra w eliminacjach Ligi Mistrzów. Wszyscy chcielibyśmy, aby to właśnie w bezpośrednim starciu na Łazienkowskiej, w meczu Legii Warszawa z Lechem Poznań został wyłoniony kandydat do elitarnego grona 32 zespołów występujących w najbardziej prestiżowych rozgrywkach na świecie. Nie ulega wątpliwości, że niezależnie od tego kto tytuł mistrzowski zdobędzie, niezbędne będą wzmocnienia okraszone frazesami, z których będzie wynikać, że „teraz musi się udać”, „mamy najsilniejszy skład od lat”, „jeśli nie teraz to kiedy”. Pytanie tylko, czy „wzmocnienia” na papierze – z reguły obcokrajowcy, których nie brakuje w kadrach Legii i Lecha – okażą się wzmocnieniami faktycznymi, bo ile razy przerabialiśmy już temat sprowadzania piłkarzy zagranicznych do Polski, którzy po roku opuszczali ekstraklasę żegnali bez żalu przez kibiców i klubowych działaczy. Może warto zastanowić się, czy nie sięgnąć po polskich zawodników występujących zagranicą, którzy nie zawsze znajdują miejsce w pierwszych składach swoich klubów?
Przypomnijmy, że zarówno Legia Warszawa w 1995 roku, jak również Widzew Łódź w roku 1996, skupiły swoich składach wyłącznie polskich zawodników (nie licząc Annora Aziza, Ghańczyka który opuścił Legię jeszcze w rundzie jesiennej sezonu 1995/1996), także tych sprowadzonych z klubów z zagranicznych, jak np. Sławomir Majak, który trafił do Widzewa z Hannoveru 96. Wydaje się, że dzisiaj Mistrz Polski mógłby podążyć tym samy tropem. Pokuśmy się o małą podpowiedź dla działaczy przyszłego kandydata do występów w Lidze Mistrzów, niezależnie od tego czy będzie to Legia czy Lech, których polskich zawodników warto obserwować i próbować sprowadzić, aby móc liczyć się w walce o awans do elity.
Z ziemi włoskiej do polskiej
Na pierwszy plan wysuwają się zawodnicy aktualnie siedzący na ławkach rezerwowych swoich klubów w Serie A lub zaliczających epizody w końcówkach spotkań. Piotr Zieliński, Rafał Wolski, i Bartosz Salamon to piłkarze z pewnością w zasięgu dwójki polskich potentatów. O ile Lech Poznań mógłby mieć kłopot ze sprowadzeniem Rafała Wolskiego, gdyż piłkarz wielokrotnie podkreślał, że jeśli miałby wrócić do TME to tylko Legii, o tyle Zieliński, czy Salamon z pewnością wnieśliby nową jakość w poczynania zespołu z Poznania oraz niewątpliwie przyczyniliby się do wzrostu piłkarskiego poziomu klubu. Tak samo Legia Warszawa, która przyjęłaby wymienionych zawodników z otwartymi ramionami, mimo przecież silnej kadry. Silnej, ale tylko w Polsce, gdyż pamiętamy że w obecnym sezonie nie awansowała do LM po porażce w dwumeczu ze Steauą Bukareszt. Sami zawodnicy zapewne chętnie zmieniliby otoczenie. Zieliński przepadł w drużynie Udinese na dobre przegrywając rywalizację z Murielem. Były piłkarz Zagłębia Lubin wystąpił w tym sezonie jedynie w 10 meczach ligi włoskiej, z każdym razem wchodząc z ławki rezerwowych. Niewiele lepiej wyglądają liczby Rafała Wolskiego, który zaliczył 13 spotkań, 4 razy występując od pierwszej minuty zaś 9 razy wchodząc ławki. Wychowanek Legii nie został także zgłoszony przez Fiorentinę do rozgrywek Ligi Europy.
Powiew świeżości przydałby się Bartoszowi Salamonowi. Piłkarz, o którym swego czasu mówiło się, że jest „nowym Franco Baresim”, po transferze do AC Milan w styczniu ubiegłego roku, zaliczył niesamowitą obniżkę formy. W Milanie nie zagrał ani razu, po czym przeniósł się do Sampdorii, gdzie w tym sezonie wystąpił ledwie 2 (!) razy w Serie A. Wielki talent, który może stanowić wielkie wzmocnienie formacji obronnej Legii Warszawa oraz Lecha Poznań, miałby niesamowitą szansę odbudowania się oraz powrotu do reprezentacji Polski. Kto wie, czy występy na polskich boiskach oraz w Lidze Mistrzów nie pomogłyby zawodnikowi w transferze do zagranicznego klubu, gdzie mógłby już z powodzeniem występować.
Kierunek - Niemcy
Warto zwrócić także uwagę działaczy, zwłaszcza włodarzy Legi Warszawa, na polskich napastników występujących w klubach niemieckich. Mowa o Arturze Sobiechu (Hannover 96) oraz Arkadiuszu Miliku (Bayer Leverkusen, wypożyczony do FC Augsburg). Milik, który w tym sezonie zdobył 2 gole w 18 meczach Bundesligi, mógłby być lekiem na problemy Legii Warszawa z napastnikami. Oczywiście, w kadrze drużyny znajdują się napastnicy, którzy wiedzą jak należy strzelać bramki – Orlando Sa, Marek Saganowski, Wladimer Dwaliszwili – jednak nie prezentują oni formy ani skuteczności predestynującej do gry w Lidze Mistrzów. Orlando Sa ma problemy z aklimatyzacją, 35 letni Saganowski zmagał się z kontuzją kolana, z kolei Wladimer Dwaliszwili strzela bramki niezwykle rzadko, co nie zadowala ani kibiców ani włodarzy warszawskiego klubu. Wydaję się więc, że w lecie może dojść do kolejnych poszukiwań napastnika, zatem kandydatura Milika wydaje się być naturalna, zwłaszcza w kontekście jego problemów w Augsburgu (przegrana ostatecznie rywalizacja m.in. z Raulem Bobadilla czy Halilem Altintopem). Jego przyszłość w Leverkusen także nie rysuje się zbyt różowo z powodu niepodważalnej pozycji Steffana Kiesslinga oraz dobrej skuteczności Sidney’a Sam’a (20 meczy, 8 bramek).
Podobnie rzecz ma się z Arturem Sobiechem, który nie może wywalczyć sobie na stałe miejsca w pierwszym składzie Hannoveru 96. Wychowanek Grunwaldu Ruda Śląska wystąpił w tym sezonie w 17 meczach (12 w pierwszym składzie), zdobywając ledwie 3 bramki. Nie jest to wynik, który nakazywałby Tayfunowi Korkutowi regularne stawianie na Polaka. Wydaje się, że Sobiech mógłby stanowić wzmocnienie siły ataku Legii Warszawa i ponownie powalczyć o transfer zagraniczny. W jego przypadku problemem mogą być jednak kontuzje.
Po posiłki do Hiszpanii
Pożądanym zawodnikiem przez Lecha i Legię powinien być wypożyczony z Widzewa Łódź do Malagi Bartłomiej Pawłowski. 21 – latek wystąpił w tym sezonie w ledwie 6 meczach Primera Division, zatem nie wydaje się aby Malaga zdecydowała się na jego transfer definitywny. Tym bardziej, że w sobotę ponownie nie znalazł się w kadrze meczowej na mecz z Getafe (przegrany przez Malagę 0:1).Mowa o zawodniku, którym zachwycali się dziennikarze i kibice w czasie jego występów w Widzewie, podkreślając że jest on jednym z niewielu piłkarzy w ekstraklasie, dla którego prowadzenie piłki i oddanie strzału prawą czy lewą nogą nie stanowi większego problemu. Jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy piłkarz reprezentacji Polski U – 21, z pewnością znajduje się w zasięgu finansowym dwóch polskich zespołów. Warto pokusić się o sprowadzenie Pawłowskiego i zaryzykować wydanie nawet więcej niż 1 mln Euro, ponieważ jego atutem są nieprzeciętne jak na polskie warunki umiejętności oraz niezwykły profesjonalizm – piłkarz po przyjeździe do Hiszpanii szybko nauczył się języka hiszpańskiego. Transfer Pawłowskiego do Lecha bądź Legii z pewnością podniósłby poziom sportowy i przyczynił się do wzmocnienia ich pozycji w zmaganiach o Ligę Mistrzów. Można założyć, że wraz z Henrikiem Ojamaą lub Jakubem Koseckim mógłby stworzyć duet szybkich skrzydłowych napędzających akcje zespołu z Warszawy albo wspólnie z Gergo Lovrencicsem lub Szymonem Pawłowskim kreować sytuacje bramkowe Łukaszowi Teodorczykowi.
Wydaje się, że być może właściwym kierunkiem dla polskich klubów w walce o Ligę Mistrzów sięgnięcie po Polaków, którzy rzadko występują w swoich klubach za granicą. Koncepcja ta sprawdziła się przecież w latach 1995 i 1996, więc dlaczego nie zastosować jej ponownie? Bardzo możliwe, że będzie to bardziej właściwa droga niż sprowadzanie często nieznanych szerszej publiczności obcokrajowców, którzy poza tym że są przepłaceni, często opuszczają polską ekstraklasę już w zimowym oknie transferowym jako niewypały. Działacze i skauci powinni zatem czym prędzej zacząć sondować możliwość pozyskania Polaków z zagranicy, którzy mogą stanowić trzon ich drużyny w eliminacjach do Champions League i być może spowodować, że wreszcie będziemy mogli cieszyć się z upragnionego i oczekiwanego bardzo długo awansu do piłkarskiej elity.
Barcelona chce byłą gwiazdę Realu! Wielka oferta na stole!
Kuba Matti, Futbol.pl











