Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Kulminacyjny moment! Zobacz drogę hiszpańskich potęg do lizbońskiego finału!

Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 23-05-2014 8:59
Kulminacyjny moment! Zobacz drogę hiszpańskich potęg do lizbońskiego finału!

Wszyscy kibice z całego świata czekają na to spotkanie. W finale Ligi Mistrzów po raz pierwszy zmierzą się zespoły z jednego miasta. Derby Madrytu w ostatnich latach zawsze były ekscytujące. W tym sezonie w szczególności. Jednak pojedynek tych ekip 24 maja w Lizbonie, będzie najważniejszy. Już teraz śmiało można powiedzieć, że to będą największe derby Madrytu w historii. A przecież oba kluby istnieją ponad sto lat!

Aby rozegrać ten wielki mecz oba zespoły musiały przebić się przez wiele przeszkód. Musiały je pokonywać od września, aż do maja. Finał to ostatnia prosta, jednak chyba ta najtrudniejsza. Atletico zaczęło od dość pewnej wygranej na Vicente Calderon z Zenitem (3:1).

Pierwsze oznaki siły "Los Colchoneros" w rozgrywkach Champions League pokazali w Porto, gdzie wygrali 2:1. Sześć punktów po dwóch meczach dawało nadzieję na wyjście z pierwszego miejsca w grupie. A gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że "Atleti" miało przed sobą dwa kolejne mecze z Austrią Wiedeń, która była zdecydowanie najsłabszą ekipą w grupie, to prowadzenie w tabeli na koniec rozgrywek grupowych stawało się jeszcze bardziej realne. W dwumeczu Atletico rozgromiło Austrię aż 7:0, ale należy wspomnieć, że mogło wygrać w obu meczach wyżej. Skuteczny był Costa, istotne gole dorzucał Raul Garcia, a w snajperów wcielali się także stoperzy - Diego Godin i Miranda zdobyli w fazie grupowej 3 gole.

Już po czterech meczach Diego Simeone i jego podopieczni mogli cieszyć się z wygrania grupy. Na zakończenie zmagań Atletico najpierw wyjechało do Rosji, by zagrać rewanż z Zenitem. Remis 1:1 niespecjalnie zmartwił piłkarzy z Madrytu. W ostatnim meczu jesienią, na Vicente Calderon, gospodarze wygrali z Porto 2:0. "Colchoneros" w fazie grupowej uzbierali łącznie 16 punktów, a to był rekord w tej edycji. Jeszcze tylko jeden klub mógł pochwalić się podobnym dorobkiem. Tyle samo "oczek" uzbierał...Real Madryt.

Real z kolei miał jesienią trudniejsze zadanie. W grupie musiał zmierzyć się z Juventusem, Galatasaray i Kopenhagą. Z pierwszymi dwoma Real miał mieszane doświadczenia sprzed lat. Z "Juve" wygrywał Ligę Mistrzów, ale i też odpadał w słabym stylu w fazie playoff. Natomiast Galatasaray wyeliminował rok temu z rozgrywek, jednakowoż musimy pamiętać jaki strach czuli zawodnicy Jose Mourinho, kiedy w Stambule przez dłuższą chwilę przegrywali z gospodarzami 3:1.

Wszystko poszło jednak zgodnie z planem. Ale po kolei. Na początek Real wyjechał na najgorętszy wyjazd. Oczywiście do Turcji, na mecz z "Galatą". Drogba i spółka nie pokazali jednak klasy. Real zmiażdżył rywali aż 6:1. Błyszczeli Isco, Cristiano Ronaldo, a nawet Karim Benzema, którego we wrześniu krytykowano. W drugiej kolejce rywal wydawał się do pokonania. Kopenhaga została odprawiona z kwitkiem. "Królewscy" wygrali 4:0. Genialny start. Po dwóch meczach 10 goli. Kibice czuli, choć jeszcze niezbyt mocno, zapach Decimy.

Kiedy na Santiago Bernabeu przyjechał Juventus, kibice czekali na pierwsze spektakularne zwycięstwo z naprawdę silnym rywalem. Przecież wcześniej, na Bernabeu, w meczu ligowym przyjechało Atletico i nieoczekiwanie wygrało 1:0. Bohaterem został Costa, a kibice "Królewskich" przypomnieli sobie, co to znaczy przegrać derby Madrytu i nie zdobyć w nich choćby gola. Wówczas Real bił głową w mur, a graczom Simeone wychodziło wszystko. Bronili się dzielnie, a Real gasł z minuty na minutę. W meczu z mistrzem Włoch musiało być inaczej.

Było, ale Real nie zachwycił. Dzięki trafieniom Ronaldo Real wygrał 2:1. Był to szósty i siódmy gol fenomenalnego Portugalczyka w tej edycji LM. W rewanżu było zdecydowanie trudniej. W Turynie Real zanotował jedyny remis w tej fazie rozgrywek. 2:2 sprawiło jednak, że bardziej martwiono się we Włoszech niż w Hiszpanii. Komfortowa sytuacja "Królewskich" w grupie B nie popsuła im formy i nastawienia do kolejnych meczów. Zwycięstwa z Galatasaray u siebie oraz w Danii z Kopenhagą sprawiły, że Real podobnie jak Atletico, był rozstawiony w 1/8 finału i miał zapewniony rewanż na Santiago Bernabeu.

Zanim obie ekipy rozegrały swoje mecze w pierwszej fazie playoff w Champions League, najpierw starły się one w półfinale Copa del Rey. Dwumecz okazał się bardzo jednostronny. To były najprawdopodobniej dwa najsłabsze mecze Atletico w tym sezonie w meczach o dużą stawkę. Real u siebie wygrał 3:0, natomiast w rewanżu nadzieje na remontadę rozwiał Cristiano Ronaldo, który na dublet czekał zaledwie kwadrans.  

Kiedy już znaliśmy finalistów Pucharu Hiszpanii, piłkarze mogli wznowić zmagania w europejskich pucharach. Atletico w 1/8 finału mierzyło się z Milanem, natomiast Real z Schalke. Ekipa Simeone pierwszy mecz w Mediolanie wygrała 1:0. W rewanżu tylko na chwilę zrobiło się niepewnie, kiedy to do bramki strzelił Kaka. Wszystko jednak zakończyło się po myśli "Cholo" Simeone. 4:1 dało rzecz jasna awans do ćwierćfinału. A w nim czekała FC Barcelona...

Real natomiast bał się pierwszego meczu na wiosnę w Champions League. Miał się on bowiem zmierzyć z Schalke, a przecież "Królewscy" zazwyczaj nie mają z Niemiec miłych wspomnień. Tym razem było inaczej. Było podobnie, jak w przypadku rywalizacji z Galatasaray. Łatwo, szybko i przyjemnie. 6:1 w Gelsenkirchen i 3:1 w Madrycie. 9:2 w dwumeczu. Tyle tylko, że pokonanie Schalke było okupione groźną kontuzją nowego młodego gwiadora Realu - Jese Rodriguez zerwał więzadła krzyżowe i do tej pory nie ma go w drużynie.

W międzyczasie odbył się ligowy rewanż w derbach Madrytu. Na Vicente Calderon padł remis 2:2. Real objął prowadzenie 1:0 już w 3. minucie po golu Benzemy. "Atleti" wyszło na prowadzenie za sprawą Koke i Gabiego. W końcówce Ronaldo ładnym strzałem ustalił wynik na 2:2. To był pierwszy remis między tymi ekipami w tym sezonie. Następny mecz derbowy obie ekipy rozegrają w Lizbonie.

Teraz wróćmy jednak do Champions League. W ćwierćfinałach byliśmy świadkami większej liczby emocji. Atletico walczyło we wspaniały sposób z Barceloną. 1:1 na Camp Nou był dobrym wynikiem dla gości, jednak przed rewanżem mimo wszystko stawiano na "Blaugranę". Ekipa Simeone klasę pokazała dopiero na Calderon. 1:0 to chyba najmniejszy wymiar kary dla graczy Martino. Szczególnie impomujący był pierwszy kwadrans, kiedy to Barcelona została zupełnie zdominowana.

Real w 1/4 finału planował zemścić się na Borussii, z którą odpadł rok temu. Udało się, choć z problemami. Po meczu w Madrycie (3:0) wszystko wskazywało na to, że w rewanżu nie będzie emocji. W Dortmundzie do przerwy było 2:0 dla gospodarzy, a Real zdawał się ekipą, która nie wie co dzieje. Na szczęście dla Carlo Ancelottiego Real wygrał ten dwumecz. Los w półfinale przydzielił im kolejny niemiecki zespół. Był nim Bayern, który po Schalke i Dortmundzie wydawał się być najtrudniejszym testem w drodze do Decimy.

Do Madrytu Bayern przyjeżdżał w roli faworyta do awansu. I mimo porażki 0:1 pozostał nim także do rewanżu. Jednak w Monachium okazało się, kto tak naprawdę zasłużył na finał. 4:0 po dwóch golach Ronaldo i Sergio Ramosa dały "Blancos" awans do upragnionego finału. Ronaldo pobił rekord LM w liczbie goli w jednym sezonie (teraz wynosi on 16), a Ramos naprawił to, co zepsuł w półfinale z Bayernem dwa lata wcześniej.

Bezpośrednią walke o finał Atletico toczyło z Chelsea. O pierwszym meczu dość powiedzieć tyle, że w Madrycie było 0:0. W rewanżu mecz był o wiele lepszy i Jose Mourinho musiał uznać wyższość Simeone. 3:1 zapewniło awans do finału drugiemu zespołowi z Madrytu.

Obie ekipy grały w tej edycji Ligi Mistrzów wspaniale i efektownie. Już niebawem dowiemy się, kto wzniesie puchar na Estadio da Luz. Przed Realem wielka presja zdobycia Decimy. Atletico z kolei to drużyna, której dokonania chyba nigdy nie dorównają Realowi. Ma mniej trofeów, mniej pieniędzy i mniej gwiazd. Ale może już za kilkanaście godzin wygrać najważniejsze derby Madrytu w historii i śnić się przez wiele lat kibicom "Królewskich".

Paweł Czerep

Inne artykuły