Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Piłkarskie święto, czy zwykły mecz? Reportaż Futbol.pl po meczu Szachtar - Bayern!

Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 21-02-2015 10:48
Piłkarskie święto, czy zwykły mecz? Reportaż Futbol.pl po meczu Szachtar - Bayern!

Wielka klubowa piłka od dawna nie była bliżej Polski. Coś, na co kibice w naszym kraju czekają od 20 lat, wydarzyło się tuż za polską granicą. Szachtar Donieck, rozgrywający swoje mecze we Lwowie, podejmował w 1/8 finału Ligi Mistrzów wielki Bayern Monachium. Zapraszamy na reportaż dziennikarza Futbol.pl z tego meczu.

Kilka dni temu na naszym portalu zobaczyliście krótką fotograficzną zapowiedź tego, co działo się 17 lutego we Lwowie. Teraz jednak chcemy wam przybliżyć obraz tego, co widział nasz reporter podczas spotkania, którego stawką był awans do ćwierćfinału Champions League.

Pisząc ten artykuł, chcielibyśmy uciec od kwestii politycznych i społecznych, jakie obecnie panują na Ukrainie. Jednak niestety po raz kolejny potwierdziło się, że futbol cały czas ściśle związany jest z polityką.

Aktualna sytuacja polityczna na Ukrainie, a szczególnie wydarzenia na wschodzie tego kraju spowodowały, że mistrz naszych sąsiadów, czyli Szachtar Donieck był zmuszony rozgrywać swoje mecze pucharowe we Lwowie. Patologiczna sytuacja, którą trudno wyobrazić sobie w Polsce spowodowała jednak, że kibice z naszego kraju byli najbliżej Ligi Mistrzów od niespełna 20 lat, kiedy to po raz ostatni Widzew Łódź dostąpił zaszczytu gry w najbardziej elitarnych rozgrywkach klubowych na świecie.

Sam przyjazd do Lwowa, na stadion, który gościł piłkarzy podczas EURO 2012 nie był prostą sprawą. O ile rozwijająca się infrastruktura w naszym kraju pozwoliła na szybkie przemieszczanie się i rychły dojazd do granicy polsko-ukraińskiej, to już przekroczenie owej granicy okazało się bardziej czasochłonne niż w normalnych warunkach, jeszcze kilka miesięcy temu. Jednak po blisko czterogodzinnym postoju, udało się wyruszyć do Lwowa, by przeżyć przygodę, na którą nad Wisłą czekamy od blisko dwóch dekad.

Już na miejscu, nauczony listopadową wyprawą na mecz Szachtar – Athletic Bilbao, wybrałem dojazd z centrum miasta na stadion taksówką, co w naiwnym przekonaniu miało być szybką i bezproblemową ucieczką od wszechobecnych korków i zatłoczonej komunikacji miejskiej.

Marka Bayernu Monachium zadziałała jednak na kibiców, którzy tłumnie ruszyli na stadion nie tylko autobusami, ale także samochodami i właśnie taksówkami. W praktyce oznaczało to gigantyczne korki na stadion i długie oczekiwanie, które nieco urozmaicił przejazd naszą drogą autokaru z piłkarzami mistrza Niemiec.

Godzinna podróż na stadion niemalże nie skończyła się spóźnieniem na pierwszy gwizdek sędziego Undiano Mallenco, który prowadził spotkanie mistrzów Ukrainy i Niemiec. Jednak szczęśliwie udało się trafić na trybunę o czasie i przy okazji pozwoliło zaobserwować nastroje kibiców, którzy wchodzili na stadion na inne sektory. Przy okazji możecie zobaczyć, jakie ceny obowiązują na stadionie. Przypomnę tylko, że 10 złotych to obecnie około 70 hrywien.

Moje wyobrażenie o zachowaniu kibiców przed takim meczem było jednoznaczne. Przed meczem miałem przed oczami kibiców Legii, Lecha czy Wisły, którzy dumnie idą na stadion swojego ukochanego klubu, angażując się w donośne przyśpiewki chwalące drużynę i pozwalające odczuć atmosferę piłkarskiego święta. Jednak przed Areną Lwów było spokojniej, żeby wręcz nie powiedzieć, że klimat był nieco piknikowy.

W sporym mrozie, dało się słyszeć śpiewy kibiców, ale w dużej mierze przed stadionem był spory tłum, skupiony głównie na tym, by trafić na swój sektor i zająć swoje miejsce przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Rzecz jasna spowodowane było to faktem, że na trybunach oprócz prawdziwych kibiców Szachtara, było wielu kibiców, którzy przyjechali do Lwowa zobaczyć mecz na wysokim poziomie, zobaczyć wielki Bayern Monachium. Nie dziwiła zatem liczba polskich autokarów, które jeden za drugim opuszczały parking przed stadionem tuż po końcowym gwizdku sędziego.

Warto wspomnieć także o tym, że sporą sztuką było zdobycie biletów dla osób, które nie są ściśle związane z Szachtarem. Internetowe kupno biletu w Polsce było w zasadzie niemożliwe, a ceny wejściówek na czarnym rynku znacznie przekraczały ich wartość. Warto wspomnieć, że bilet wart 150 hrywien (ponad 20 zł), przed meczem kosztował ponad 5 razy więcej. Mimo to, chętnych do kupna nie brakowało, o czym świadczy fakt, że Arena Lwów podczas wtorkowego wieczora przyjęła ponad 34 tysiące kibiców.

Samo spotkanie pod względem piłkarskim zawiodło. Piłkarskie szachy, podczas których tylko przez chwilę widzieliśmy Roberta Lewandowskiego, przyniosły bezbramkowy remis. Dlatego też warto odnieść się do tego, co działo się na trybunach. Dopiero w czasie spotkania rzeczywiście dało odczuć się, że jesteśmy na uczcie piłkarskiej. Kibice gospodarzy podczas spotkania oprócz dopingowania miejscowych, dużą część swoich śpiewów poświęcała na patriotyczne pieśni oraz przyśpiewki dotyczące obecnej sytuacji w kraju.

Warto także odnotować zachowanie kibiców Bayernu Monachium. Fani mistrza Niemiec, zebrani w liczbie około 2000 cały czas przyśpiewkami dopingowali swoją drużynę, momentami zagłuszając znacznie większe grono kibiców zasiadających po stronie Szachtara.

Na atmosferę na stadionie narzekać nie można było, chociaż w mojej opinii zdecydowanie większe wrażenie robią fani czołowych polskich drużyn, z Legią, Wisłą i Lechem na czele. Chociaż nie mogę nie wspomnieć, że miejscowi fani przed rozpoczęciem spotkania przygotowali kartoniadę, w barwach Szachtara.

Tuż po samym spotkaniu, doszło do standardowych procedur, czyli krótkiego zamieszania w strefie pracy mediów, a następnie konferencji prasowej. Zdjęcia z miejsca, gdzie pracują dziennikarze oraz gdzie odbywają się konferencje trenerów, zobaczycie poniżej.

Po spotkaniu, gdy wszystkie emocje związane z tym wydarzeniem opadły, atmosferę piłkarskiego święta zepsuły niezwykle przyziemne problemy. Otóż w godzinach nocnych (sam mecz zakończył się tuż przed północą miejscowego czasu) spod stadionu, znajdującego się na obrzeżach miasta, nie kursowała ani komunikacja miejska, ani taksówki. W praktyce oznaczało to pieszą podróż w dużym mrozie aż do centrum miasta, którą po kilkuset metrach skróciła szczęśliwie złapana taksówka, która zawiozła nas do hotelu.

Tutaj w zasadzie powinien zakończyć się ten reportaż, ale jednak zdecydowałem się wspomnieć kilka słów o tym, jak wygląda życie we Lwowie, miejscu, które oddalone jest kilkaset kilometrów od krwawych działań wojennych.

Otóż Lwów żyje swoim życiem, gdzie jednak mieszkańcy odczuwają trudy sytuacji politycznej, jaka dotknęła ten kraj. Po rozmowie z miejscowymi uświadomiłem sobie także, jak różne i jak pesymistyczne nastroje panują w tym kraju. Zrozumiałem także, dlaczego przed stadionem niewielu kibiców czuło atmosferę piłkarskiego święta. Otóż we Lwowie, Szachtar nie jest zespołem, z którym sympatyzuje wielu kibiców. Numerem jeden są oczywiście miejscowe Karpaty Lwów, których barwy przed laty reprezentowali Maciej Nalepa, Jakub Tosik czy Semir Stilić. Jednak kolejne miejsce w hierarchii zajmuje nie Szachtar, ale stołeczne Dynamo Kijów. Dlatego też nie dziwi fakt, że wielu kibiców poszło na stadion zobaczyć Bayern, nie do końca interesując się dopingowaniem Szachtara.

Podsumowując, szczerze chciałbym, aby to Szachtar awansował do kolejnej fazy Ligi Mistrzów. Ekipa z Doniecka pokazuje, że mimo trudnej sytuacji politycznej, klub potrafi na przekór wszystkiemu godnie reprezentować kraj na arenie międzynarodowej. Lwów jest bowiem tak pięknym miastem, szczerze otwartym dla Polaków, że chętnie odwiedzę to miasto przy okazji Ligi Mistrzów jeszcze raz. Mam jednak nadzieję, że od nowego sezonu Ligi Mistrzów, o ile Szachtar awansuje do tych rozgrywek, ekipa z Doniecka będzie mogła rozgrywać swoje mecze na własnym boisku. Będzie to bowiem oznaczało stabilizację sytuacji na Ukrainie i zaprzestanie walk, co jest w tym wypadku znacznie ważniejsze od futbolu.

Futbol.pl

Inne artykuły