Sobota z Premier League! Mamy zmianę lidera!
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 23-01-2016 18:30
Po niesamowitym spotkaniu Liverpoolu z Norwich cięzko oczekiwać, że któryś mecz z godziny 16 przebił tamto spotkanie. Mimo to na pozostałych boiskach również nie brakowało emocji i bramek.
Leicester znowu na czele Premier League.
Walczące w tym sezonie o czołowe lokaty Leicester podejmowało znajdujące się w środku tabeli Stoke City. Niestety w podstawowym składzie gospdoarzy nie pojawił się były reprezentant Polski Marcin Wasilewski.
Gospodarze wyraźnie przejeli inicjatywę w spotkaniu. Udokumentowali to cztery minuty przed końcem pierwszej części gry. Po dośrodwkoaniu z rzutu rożnego piłkę przed pole karne wybili obrońcy Stoke City. Niestety dla nich prosto pod nogi Drinwatera, który bez zastanowienia oddał mocny strzał w lewy róg bramki pokonując Butlanda.
Druga część spotkania to również prowadzenie gry przez gospodarzy. W 66 minucie zdobywca pierwszej bramki zagrał piłkę ze środkowej części boiska do wychodzącego na wolne pole Vardego. Ten po przyjęciu piłki minął bramkarza i z ostrego konta wyprowadził swój zespół na dwubramkowe prowadzenie.
Trzy minuty przed końcem gospodarze postawili kropkę nad "i". Trzecią bramkę dla Leicester zdobył Ulloa ustalając wynik meczu. Dzięki trzem punktom gospodarze wrócili na fotel lidera Premier League. Dokoczyć do nich może Arsenal, który nie rozegrał jeszcze swojego spotkania.
Bez bramek na "The Hawthorns".
Najmniej działo się dziś w spotkaniu West Brom - Aston Villa. Przez 90 minut nie padła żadna bramka i oba zespoły musiały podzielić się punktami. O ile dla gospodarzy nie jest to tak bolesne bo zajmują miejsce w środku tabeli, to dla gości jest to kolejny raz gdzie oddala się perspektywa utrzymanai w lidze. Aston Villa zajmuje bowiem 20 pozycję ze stratą 11 punktów do bezpiecznego miejsca. W 23 kolejkach udało się im wygrać zaledwie 2 spotkania. Jeśli zespół szybko się nie przełamie to przyszły sezon spędzi poza najwyższym szczeblem rozgrywek.
Watford przełamuje fatalną serię.
Ostatnie tygodnie to dla gospodarzy istny koszmar. Cztery mecze bez ani jednego punktu to poważny problem zwłaszcza grając w tak silnej lidze. Na szczęście mieli dziś duże szanse na przełamianie. Przyjechała do nich bowiem zajmująca miejsce w strefie spadkowej drużyna Newcastle.
Pierwsza połowa nieprzyniosła bramek, jednak minutę po przerwie bramkę dla gopsodarzy zdobył Ighalo. Po otrzymaniu piłki z głębi pola od Deenyea wyszedł na wolną pozycję i minął bezradnego bramkarza umieszczając piłkę w bramce.
Dwanaście minut później Watford prowadziłjuż 2:0. Po dośrodkowaniu w pole karne piłkę na 8 metr wyłożył Deeney, a z takeigo zagrania skorzystał Cathcart pewnie pokonująć bramkarza gości Elliota.
Newcastle zdołali odpowiedzieć tylko jednym trafieniem w 71 minucie. Shelvey dośrodkował z rzutu rożnego. W polu karnym najwyżej wyskoczył Lascelles i strzałem głową w lewy róg bramki pokonał Gomesa.
Wynik nie uległ już zmianie i gospodarze mogli się cieszyć z pierwszych od dwana punktów. Goście brakiem punktów nie poprawili swojej sytuacji i nadal znajdują się w strefie spadkowej.
Boruc na remis
Bournemouth z Arturem Borucem w bramce zmierzyło się na wyjeździe z Sunderlandem. Goście dobrze weszli w mecz. W 13 minucie spotkania wyszli na prowadzenie za sprawą Afobe. Stanislas dośrodkował z prawego skrzydła a wspomniany napastnik gości efektownym strzałem głową wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.
Gospodarze nie dali za wygraną i chwilę przed końcem pierwszej części spotkania doprowadzili do remisu. Prostopadła piłkę w pole karne zagrał Borini, a dopadł do niej van Aanholt i mocnym strzałem pokonał Boruca. Polak powinien w tej sytuacji zachować się lepiej. Napastnik gości był w prawdzie niepilnowany, ale uderzył z dość ostrego konta w krótki róg bramki. Gdyby reprezentant Polski nieco lepiej się ustawił z pewnością odbiłby ten strzał.
W drugiej połowie nie padłą już bramka dla żadnej ze stron. Oba zespoły znajdują się w dolnje części tabeli. W nieco lepszej sytuacji jest zespół Polaka, lecz i tak musi się on martwić o malejącą przewagę nad strefą spadkową.
Manchester United przegrywa na Old Trafford.
"Czerwone Diabły" niespodziewanie przegrały na własnym boisku z Southampton 0:1. Przez prawie całe spotkanie na tablicy widniał bezbramkowy remis, a gospodarze marnowali stwarzane przez siebie sytuacje. Gdy wydawało się, że Manchester straci dwa punkty do głosu doszli goście, którzy w 87 minucie spotkania po akcji Ward-Prowsea i bramce Austina wyszli na prowadzenie 1:0. Przez 9 kolejnym minut gospodarze robili wyszystko, aby uratować choć jeden punkt. Nanic zdały się jednak te próby i to goście po doliczonych dodatkowo, aż sześciu minutach mogli świętować zwycięstwo.
Tottenham nadal utrzymuje kontakt z czołówką.
Goście jadąc zmierzyć się ze znajdującym się w środku tabeli Crystal Palace mieli tylko jeden cel. Trzy punkty, które przedłużały ich ciągły pościg za ligową czołówką. W 30 minucie szczęście sprzyjało gospodarzom. Po jednym z dośrodkowań piłkę na rzut rożny chciał wybić Vertonghen. Zrobił to na tyle niefortunie, że pokonał własnego bramkarza.
Dopiero w drugiej połowie goście wzieli się za odrabianie strat. Chadlin podał do Kanea, który z kilku metrów pokonał głową Hennesseya i doprowadził do remisu.
Sześć minut przed końcem na 20 metrze piłkę dostał Alli. Efektownie podrzucił ją nad jendym z obrońców a następnie uderzył opadającą piłkę. Ta poszybowała tuż przy lewym słupku i wpadła do bramki.
W doliczonym czasie gry Tottenham potwierdził swoją dominację. Indywidualną akcję lewym skrzydłem przerpowadził Chadli. Następnie zszedł do środka boiska mijając dwóch obrońców i oddał przepiękny strzał w dłuższy róg bramki. Henneseey bez szans.











