Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Mateusz Borek ma dość Gianniego Infantino. Dziennikarz zdradził kulisy ze stadionu

Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 13-07-2026 5:21
Mateusz Borek ma dość Gianniego Infantino. Dziennikarz zdradził kulisy ze stadionu

Podczas mistrzostw świata w 2026 roku nie brakuje głosów krytyki pod adresem władz FIFA. Sposób funkcjonowania Gianniego Infantino nie podoba się wielu obserwatorom. Swoimi obserwacjami na temat prezesa światowej federacji podzielił się Mateusz Borek.

Komentator przyznał w programie „Espresso z Matim”, że unika już nawet wymawiania nazwiska szefa FIFA w trakcie prowadzenia transmisji meczowych. Dziennikarz zarzucił mu nieszczerość i kreowanie sztucznego wizerunku w mediach, po czym opowiedział sytuację z kulis spotkania Anglii z Norwegią.

– Nazwisko Infantino to już nawet nie wymieniam w transmisjach jak go pokazują, bo po prostu nie chce mi się o nim gadać. Jak posłuchasz Infantino, który skleił ten swój nieszczery uśmiech mówiąc o jedności, o synergii, o pojednaniu całego świata... – zaczął Mateusz Borek.

Następnie opisał zdarzenie z korytarza stadionowego, gdzie razem z ekipą telewizyjną pomylił przejścia. Amerykańska ochrona zatrzymała ich na kilka minut w korytarzu gastronomicznym celem weryfikacji akredytacji. Gdy sprawa została wyjaśniona, dziennikarze nadal nie mogli opuścić strefy.

– Już mieliśmy opuszczać ten korytarz gastronomiczny, a tu nagle wielkie poruszenie, wpadło z dziesięciu ochroniarzy, mówią, że proszę się cofnąć, że nie ma przejścia przez kilka minut. Zdziwiony zacząłem się zastanawiać, co się dzieje, czy się komuś coś stało, czy może piłkarze będą schodzili z rozgrzewki? Stoję, czekam jak pajac, a to wszystko po to, by mógł przejść Infantino z jakimś gościem – kontynuował komentator.

Dziennikarz porównał tę sytuację do turnieju EURO 2012 i ówczesnych władz UEFA, które nie potrzebowały tak ogromnych środków bezpieczeństwa przy przemieszczaniu się po stadionie.

– Tutaj z jednej strony sklejony uśmiech, z drugiej nadęty gość, który widać, że czuje już brak zaufania kibiców, bo jest coraz częściej piętnowany – podsumował Borek.

Źródło: Espresso z Matim

TAGI

Inne artykuły