Sen o LM to już koszmar. Spętane nogi, brak pomysłu...
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 28-08-2013 8:52
Po raz kolejny brutalnie zostaliśmy wyrwani ze snów o Lidze Mistrzów. Legia Warszawa co prawda nie przegrała meczu ze Steauą, ale początek rewanżu pokazał, że mistrz Polski jest nagi.
Legia w Bukareszcie zremisowała po słabym meczu 1:1. Wynik marzenie? Można było ugrać więcej, ale nikt nie narzekał. U siebie mogło wystarczyć 0:0, a gdyby wpadła bramka dla Steauy, to trzeba byłoby strzelić też jedną i byłaby dogrywka. Niestety stawka rewanżu przerosła Legię pod wieloma względami.
1. Spętane nogi
Nie wiem, czy Legia miała założenie grać na 0:0, ale na pewno nie planowała rzucić się na Steauę. Miała grać spokojnie i czekać na Rumunów. Problem powstał, gdy okazało się, że przy ryczących dopingiem trybunach legioniści mieli spętane nogi. Z tego wynikały katastrofalne błędy Vrdolajaka i Furmana. Zrobiło się 0:2 i Legię stres puścił. Można było zacząć grać...
2. Pomysł był, ale mało szałowy
Legia momentami grała jak Barcelona. Wymieniała mnóstwo podań, utrzymywała się długo przy piłce (w pewnym momencie 61 do 39 procent czasu gry), ale niewiele z tego wynikało. Obrona Steauy radziła sobie z natarciami Legii bez problemów.
W taki sam sposób Legia grała praktycznie do końcowego gwizdka. Wygląda na to, że Legia jest jednotorowa. Nie ma przygotowanych innych wariantów. To co wystarczyło do zdobycia mistrzostwa Polski, na Europę jest zbyt mizerne.
3. Dwóch ciągnących to za mało
Legię przy Ł3 ciągnęli Kosecki i Radović. Dopóki mieli siły, Legia mogła mieć nadzieję na zwycięstwo. Co prawda obaj momentami chcieli zrobić za dużo sami - szczególnie Kosecki - ale przy braku wsparcia można im to wybaczyć. Solidny mecz zagrał Jakub Wawrzyniak, który już jakiś czas temu wyrósł na lidera tego zespołu. Nie można się przyczepić do Dossy Juniora czy Jakuba Rzeźniczaka oraz Michała Kucharczyka. Piekielnie trudne zadanie miał Marek Saganowski, który piłkę dotykał chyba raz na kwadrans. I tak naprawdę to można się przyczepić tylko do Vrdoljaka i Furmana, którzy długimi momentami słabo wyglądali w środku boiska, a ponadto na ich występ rzutują, bo muszą, te wspomniane wcześniej fatalne straty. Niby większość zagrała więc niezłe zawody, ale gdyby ocenić to z naszego polskiego poziomu. Europejski to już jednak ze dwie półki wyżej i próbowali się na nią wspiąć tylko Radović i Kosecki.
4. Stałe fragmenty gry
Dramat. Legia nie stwarza praktycznie żadnego zagrożenia po rzutach wolnych czy rożnych. Dominik Furman wykonuje stałe fragmenty źle. Dziwię się, że w trakcie spotkania trener Urban nie nakazał zmiany egzekutora.
5. Transfery
To nie dotyczy boiska, ale też jest ważne. Legia wzmocniła się latem, ale żaden z tych piłkarzy nie dał jeszcze zespołowi tyle, ile oczekiwałby Urban. Helio Pinto dopiero dochodzi do formy, Henrik Ojamaa także (szczególnie, że był kontuzjowany), a Dossa Junior też nie jest jeszcze w najwyższej dyspozycji. Warto byłoby, żeby zespół na Ligę Mistrzów był budowany w Polsce już zimą, bo latem jak widać nie wszystko można uzupełnić.
6. Brak napastnika
Marek Saganowski to jeden z moich ulubionych napastników. Nie zmienia to jednak faktu, że są w zasięgu Legii napastnicy lepsi i być może lepiej pasujący do gry stołecznego zespołu. Legia latem nie sprowadziła żadnego atakującego i być może dlatego w ofensywie wygląda momentami tak, jak wygląda.
Osobna sprawa to Włademir Dwaliszwili. Gruzin w Legii zawodzi regularnie, a we wtorek nie znalazł się nawet w meczowej "osiemnastce".
Legia przegrała bój o Ligę Mistrzów i zaprezentuje się w Lidze Europy. Wielkie pieniądze przeszły jej koło nosa i tylko można żałować. Steua pokazała jednak Legii, że żeby wejść do elity, trzeba być zespołem dużo solidniejszym niż jest obecnie mistrz Polski...
Michał Ptaszyński











