Były reprezentant broni Sebastiana Boenischa
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 23-10-2013 15:28
Jacek Krzynówek był jednym z najlepszych pomocników Norymbergi, Bayeru Leverkusen, Wolfsburga i reprezentacji polski. W sezonie 2004-2005 zdobył gola przeciwko Realowi Madryt dla Bayeru Leverkusen. Wówczas "Krzyniu" zanotował jedno z najpiękniejszych trafień tamtego sezonu, popisując się atomowym strzałem zza pola karnego. - Takich rzeczy się nie zapomina - mówi były reprezentant Polski.
- Czy pamięta pan jeszcze gola wzbitego w barwach Bayeru Leverkusen Realowi Madryt w meczu Ligi Mistrzów?
- Oczywiście, takich rzeczy się nie zapomina, to było naprawdę świetne uczucie, zwłaszcza, że była to moja pierwsza bramka w Champions League.
- W środowym meczu fazy grupowej Aptekarze zmierzą się z Szachtarem Donieck. Ma pan jakieś przeczucia?
Na pewno będzie to bardzo ciężki mecz, nie ukrywajmy, bo Szachtar to nieprzewidywalny rywal. Co prawda zespół z Leverkusen gra u siebie, więc będą mieli wsparcie kibiców, ale w Lidze Mistrzów nie ma łatwych meczów na żadnym etapie, co pokazały ostatnie sezony. Ja jednak liczę na to, że Bayer zwycięży.
- Barwy Aptekarzy reprezentuje Sebastian Boenisch, który ostatnio nie jest w formie i nie ma dobrej prasy. Po spotkaniu z Realem Sociedad (2:1) portal goal.com wybrał go najgorszym zawodnikiem meczu, gdyż stwierdzono, że nie był w stanie nadążyć za tempem gry.
Nie da się być w formie przez całą karierę, rzadko się zdarza, by komuś się to udało. Sebastian teraz jest w dołku, widzą to chyba wszyscy. Najważniejsze jednak, że gra, a trener Sami Hyypia wciąż na niego stawia. Przecież każdy mecz przynosi nowe doświadczenia, które pomagają wyjść z kryzysu. Bardzo dobrze wiem, że trudno pokonać ciężkie momenty, zwłaszcza, jeśli na danego piłkarza trwa medialna nagonka.
- Broni pan Boenischa, jednak pan przez większą część swojej przygody z piłką prezentował naprawdę wysoki poziom i trenerzy nie wyobrażali sobie zespołu bez pana lewej nogi.
- Miło mi słysząc te słowa, ale nie do końca się zgadzam. Trzeba pamiętać, że kiedy przechodziłem z Norymbergi do Leverkusen w 2004 roku, też nie od razu wskoczyłem do pierwszego składu. Jednak miałem wokół mnie ludzi, którzy we mnie wierzyli, starałem się najlepiej, jak potrafiłem, no i kiedy w końcu dostałem swoją szansę, nie odpuściłem i nie oddałem miejsca w składzie. Głęboko wierzę, że Sebastian z kłopotami i krytyką na pewno sobie poradzi.
- Dziś czeka nas również spotkanie Realu z Juventusem Turyn. Za faworyta uchodzą Hiszpanie, ale wiadomo, jak nieprzewidywalne są włoskie drużyny.
- Rzeczywiście, ale obstawiałbym Real. Oczywiście nie twierdzę, że będzie to mecz do jednej bramki, bo Stara Dama ma wybitnych graczy, ale Królewscy grają bardzo ofensywnie i łatwo nie oddadzą piłki rywalom.
- W ostatnich sezonach w Lidze Mistrzów dominują niemieckie drużyny: Borussia, Bayern Monachium,, świetnie spisuje się Bayer. Sądzi pan, że w tym roku znów zobaczymy powtórkę spotkania BVB z Bawarczykami?
- Na razie to dopiero faza grupowa, więc trudno przewidywać, ale ja sądzę, że najlepszy znowu okaże się Bayern, z oczywistych względów.
- Przy okazji Bayernu trudno nie zapytać o Roberta Lewandowskiego i jego ewentualny transfer z Borussii. Co radziłby pan młodszemu koledze: pozostanie w Dortmundzie, przejście do Monachium, czy może raczej na Wyspy?
- Sądzę, że Robert wie doskonale, co ma zrobić i to już od dawna. Podpowiedzieć mu mogę jedynie to, żeby wierzył w siebie i w to, iż jest klasowym zawodnikiem, co potwierdził zarówno w klubie, jak i reprezentacji, chociaż gra w kadrze to taka malutka plamka w jego karierze. Jestem jednak przekonany, że niebawem i na tym polu Lewy będzie miał sukcesy.
Futbol.pl











