Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Kasa ucieka z piłki... Spadki, straty, dziury budżetowe. Te sumy szokują!

Dodał: Futbol.pl
Data dodania: 18-04-2020 12:44
Kasa ucieka z piłki... Spadki, straty, dziury budżetowe. Te sumy szokują!

 

 

Minął już ponad miesiąc od momentu, w którym piłkarska machina stanęła na głowie. Przełożone zostały Mistrzostwa Europy zawieszono niemal wszystkie rozgrywki ligowe, Ligę Mistrzów i Ligę Europy… Od niedawna, mówi się wprawdzie coraz częściej o wznowieniu rozgrywek. W Polsce, miałyby one rozpocząć się 30 maja, a ostatnią kolejkę rozegranoby wraz z końcem czerwca. Na tę chwilę są to jednak ambitne i niestety, niezbyt realne plany. A jeśli nawet PZPN i rząd porozumiałyby się w tej sprawie, a Ekstraklasa oraz niższe ligi zostałyby dokończone, to pandemia nie zniknie, a wraz z nią także realne zagrożenie naszego zdrowia i życia. Możemy zatem tylko zgadywać, kiedy ten koszmar ostatecznie dobiegnie końca. Czekanie z założonymi rękoma w domowym zaciszu to jak na razie jedyny sposób, który jest w stanie uratować miliony ludzi. Również ten sam sposób, niechybnie doprowadzi do upadku setek tysięcy przedsiębiorstw. Ich właściciele będą się przed tym bronić za wszelką cenę – ograniczając wydatki, tnąc pensje czy zwalniając pracowników. Każdy grosz obejrzą kilkukrotnie, zanim zdecydują się go wydać. Gdy zauważą ryzyko straty, gotowi będą bić się na salach sądowych o parę banknotów. Szaleńcza wspinaczka po trupach opanuje wszelkie rynki i dziedziny przemysłu. A im więcej pieniędzy będzie w grze, tym walka stanie się brutalniejsza, pozbawiona jakichkolwiek zasad. Horrendalne wręcz sumy rządzące współczesnym futbolem, niewątpliwie czynią go największą sceną dla tego urągającego człowieczeństwu przedstawienia.

PRZETASOWANIA W HIERARCHII KLUB-SPONSOR-PIŁKARZ

Klub, sponsor i piłkarz – te trzy podmioty stoczą ze sobą niezliczoną ilość bitew. Każdy z nich będzie miał inną rolę do odegrania, jednocześnie dążąc do zyskania całej puli kosztem pozostałych. Jest to jedyny mecz, jaki będzie nam dane w najbliższym czasie oglądać. I być może dużo ważniejszy od tych, na które z taką niecierpliwością wszyscy czekamy.

Gra ta będzie również o wiele bardziej skomplikowana taktycznie. Są trzy podłoża, na których stronnictwa się ze sobą ścierają. Tercetowy kapitał tworzą umowy klubów ze sponsorami, transfery oraz kontrakty z piłkarzami. Na tych frontach właśnie, rozegra się wielka finansowa wojna.

FRONT NR 1 – KLUB VS SPONSOR

Koncerny sponsorujące drużyny czy nawet całe ligi piłkarskie, dzielą się na prowadzące działalność ściśle powiązaną z futbolem oraz te, specjalizujące się w zupełnie innych branżach. W obliczu kryzysu gospodarczego, jaki zafundowała nam pandemia koronawirusa, wiele przedsiębiorstw nieczerpiących głównego strumienia zysków z piłki nożnej, zawiesi umowy lub całkowicie się z nich wycofa. Jeśli jednak sponsor związał się długoterminowym i opiewającym na ogromną kwotę kontraktem, z pewnością zacznie ubiegać się o zwrot zainwestowanych pieniędzy lub nawet wypłatę przez klub należności za złamanie warunków umowy. Stanie się to przedmiotem wielu sporów, które w większości przypadków swój koniec znajdą dopiero w sądach. Kluczowy w takim wypadku, może okazać się zapis uwzględniający wystąpienie tzw. siły wyższej, która uniemożliwiłaby klubowi wywiązywanie się ze swoich zobowiązań wobec sponsora. Brak tej klauzuli będzie zatem obie strony naprawdę słono kosztował.

Najlepszym przykładem tego rodzaju umów są prawa transmisyjne. We Francji, wraz z początkiem kwietnia, Canal+ oraz beIN Sports, posiadające prawa nadawcze dwóch najwyższych klas rozgrywkowych, odmówiły zapłacenia klubom ostatniej transzy za sezon 2019/20. Oznacza to dla nich w sumie, stratę ok. 150 milionów euro. Wiele drużyn, szczególnie w Ligue 2, z tytułu praw telewizyjnych inkasuje niemal 50% całego budżetu. Bez tych pieniędzy, pomimo wsparcia Francuskiego Związku Piłki Nożnej, część z nich powoli zaczyna tonąć. Analogiczny problem może spotkać także Ekstraklasę. Jeśli Canal+ poczyni podobne kroki wobec polskich klubów, ich przychód zostanie uszczuplony nawet o 100 milionów złotych. Najwięcej stracą jednak drużyny z Premier League. Jeżeli nie uda się rozegrać pozostałych do zakończenia sezonu spotkań, nadawcy telewizyjni nie wypłacą kwoty w wysokości 270 milionów funtów. To są tylko trzy wybrane przypadki. Z powodu braku transmisji ucierpią przecież wszyscy.

FRONT NR 2 – KLUB VS KLUB

Umowy transferowe to kolejny problematyczny aspekt, z którym muszą poradzić sobie kluby. Mogą one zawierać wiele klauzul warunkowych. W przypadku spełnienia określonego zapisu, strona kupująca zobowiązana jest do świadczeń na rzecz sprzedającej. Określone liczby goli, asyst czy minut rozegranych w lidze, konkretne miejsce w tabeli czy osiągnięcie odpowiedniego etapu w pucharze krajowym tudzież europejskim, to najczęstsze tego typu wymogi. Lecz w sytuacji, w której sezon przerwano, kwestia klauzul pozostaje niejasna. Nie można bowiem ocenić, czy dany piłkarz do końca sezonu nie wygrałby Ligi Mistrzów, nie strzeliłby 20 obiecanych goli czy nie zagrał co najmniej 2500 minut. Tytuły i trofea zgromadzone przez zawodnika oraz forma, także znacząco wpływają na jego wycenę. Jednak gdy wszyscy piłkarze siedzą w domach trenując indywidualnie, a wszelkie rozgrywki zawieszono – spada pewność potencjalnych nabywców, a wraz z nią realna wartość wszystkich futbolistów.

Portal CIES Football Observatory wyliczył, że wartość rynkowa zawodników top 5 lig w Europie, do 30 czerwca obniży się o 28%. Ich obecne notowania oceniono na 33 miliardy euro. Gdy odejmiemy od tego podany wyżej procent - wychodzi niewiele ponad 23 miliardy. Kadry największych klubów świata niewiarygodnie stanieją. Wartość piłkarzy The Citizens spadnie o 412 milionów euro, Barcelony – 366, Liverpoolu – 353, Realu Madryt – 350, PSG – 302... (stan na marzec 2020). Tylko jeden klub z top 5 zanotuje spadek notowań o mniej niż 20%. Mianowicie beniaminek z Ligue 1 – Stade Brestois, którego skład wart jest jedynie ok. 66 milionów euro (obniżka wartości o 16,7% - 11 mln €). Nie ma potrzeby nic więcej dodawać. Liczby mówią same za siebie.

FRONT NR 3 – KLUB VS PIŁKARZ

Jednym z najbardziej obciążających klubowy budżet wydatków, z pewnością można mianować kontrakty zawodników. Żeby nie być gołosłownym – Blaugrana z limitem finansowym o wartości 1 mld €, rocznie wydaje ponad 500 milionów na pensje swoich piłkarzy. Jak łatwo policzyć, to więcej niż 50% posiadanych środków. Duma Katalonii jest akurat dość skrajnym przypadkiem. Idąc drogą prostej zależności – najbogatszy klub ma najdroższych graczy, ogrom tej sumy raczej nie zadziwia. Pomijając jednak fakt wątpliwej jakości zarządzania finansami przez szefostwo Barcelony stawiam tezę, że w przypadku innych największych futbolowych szyldów, sytuacja z wynagrodzeniami wygląda podobnie. Oto liczby kilku z nich (stan na styczeń 2020, źródło danych: ronaldo.com): Real Madryt – 430 mln €, PSG – 337, Manchester United – 334, Bayern – 315, Manchester City – 314, Liverpool – 298.

Nie może zatem dziwić, że w obecnej sytuacji, gdy na dodatek piłkarze nie rozgrywają meczów, kluby przeprowadzają radykalne cięcia pensji. Lecz w wielu klubach, zawodnicy bardzo niechętnie przyjmowali takie decyzje zarządu. Tu znów chętnie posłużę się przykładem Barcelony. Która bowiem kadra, jak nie ta opłacana najlepiej na świecie, może mieć trudniejszy dylemat? Początkowo, gdy gracze usłyszeli o obniżce płac aż o 70%, ego odezwało się przed rozumem. W pewnej fazie, piłkarze okopali się na tyle głęboko w swoim proteście, że zaprzestano jakichkolwiek rozmów. Głosem rozsądku okazał się jednak jak zwykle niezawodny Leo Messi, który 30 marca, na swoim profilu instagramowym zamieścił informację, że zespół zgadza się na proponowane zmniejszenie wynagrodzenia oraz będzie przekazywać składki, które pozwolą innym pracownikom klubu na zachowanie 100% swoich zarobków. W opozycji do katalońskich turbulencji, Real Madryt ma zabezpieczenie w postaci ok. 30 milionowej poduszki finansowej, a piłkarze dobrowolnie zrzekli się 10-20% swoich wypłat nie tylko do końca pandemii, lecz do końca roku. Ewenementem roztropnego zarządzania na skalę światową jest Athletic Bilbao, który odłożył sumę 188 mln € (co stanowi przybliżony roczny budżet klubu). Pozwala to ekipie z Baskonii na niemalże normalne i płynne funkcjonowanie. We Włoszech, gracze Juventusu dobrowolnie zrezygnowali z pobierania pensji za nadchodzące miesiące, dzięki czemu klub, według szacunków może zaoszczędzić nawet do 90 milionów euro. Przeciwieństwo zgodności w Starej Damie stanowi sytuacja w SSC Napoli, które w obliczu nierozwiązanych jeszcze sporów piłkarzy z Aurelio De Laurentiisem, tym bardziej nie może osiągnąć konsensusu w kwestii gruntownych zmian w wynagrodzeniach. Kluby z Ameryki Południowej w znacznej większości również mają problemy z uzyskaniem aprobaty swoich graczy. Część brazylijskich zespołów zarządziła odgórne cięcia pensji o 25%, a w kilku kolumbijskich i urugwajskich drużynach zawieszono umowy. Zdarzają się jednak przypadki takie jak peruwiański Alianza Lima, którego zawodnicy z myślą o zachowaniu pełnych zarobków pozostałych pracowników, sami opowiedzieli się za redukcją płac.

W Ekstraklasie rada nadzorcza ligi, 27 marca wydała oświadczenie, które pozwala na obniżenie pensji zawodników do 50%, do kwot nie niższych niż 10 tys. złotych (pod warunkiem, że nie prowadzą oni własnej działalności gospodarczej). Dodatkowo, przedłużono z dwóch do czterech miesięcy okres,w którym pomimo zwłoki w zapłacie kontraktu przez klub, piłkarz nie może rozwiązać umowy. Są to naprawdę wymierne udogodnienia, poczynione w stronę polskich drużyn. Niestety, uderzają one bezpośrednio w zawodników. Jak w każdym innym kraju, są zespoły opowiadające się jednomyślnie na tak, na nie oraz podzielone. Gracze Lecha, Pogoni, Wisły z Krakowa oraz Płocka szybko zgodzili się na połowę normalnego wynagrodzenia. Cracovia również obniżyła stawki o połowę, dzięki czemu klub zaoszczędzi ok. miliona złotych miesięcznie. W Śląsku piłkarze jeszcze dołożyli od siebie, rezygnując z wypłat całkowicie lub ograniczając je do 30%. Pozostałe drużyny nie doszły do pełnego porozumienia bądź trwają w otwartym konflikcie, bez perspektyw na postęp – jak chociażby Lechia Gdańsk czy Arka Gdynia.

KTO NAJWIĘCEJ STRACI?

Na każdej wojnie, w końcu kapituluje ten, kto jest atakowany ze wszystkich stron. Nie ma on najmniejszych szans, żeby się wyratować. Pozostaje jedynie wywiesić białą flagę. W takiej właśnie sytuacji znalazły się piłkarskie kluby. Łatwo można zauważyć, iż w każdym z przedstawionych „frontów”, na jakich będą rozgrywać się finansowe batalie, kluby są jedną ze stron konfliktu. Sponsorzy będą mieli ciężko, niektóre z przedsiębiorstw nawet upadną. Z piłkarzami to samo, część da radę, a część – szczególnie tych, grających na niższych szczeblach rozgrywkowych – nie będzie w stanie się utrzymać z futbolu bądź zupełnie straci pracę. Lecz znakomita większość zbytnio nie odczuje paru miesięcy z jednym czy dwoma zerami przychodu mniej. Kluby natomiast, gdzie tylko zwrócą swój wzrok, widzą piętrzące się problemy i wręcz przytłaczające straty. A mimo to, ich rzeczywistość płynie jak płynęła. Wszystko wokoło stale wymaga rozwoju, poprawy, renowacji, dotowania. Kluby nie mogą tak po prostu przestać na to wszystko zwracać uwagę. Dla nich brak rozwoju, oznacza dosłownie osuwanie w przepaść. Bardzo trafnie ujmuje to Paweł Grabowski, w swoim felietonie „Pierwszy dzień końca świata. W kryzysie spadają maski.” (dostępnym na portalu newonce.sport): „Żadna firma nie ma w biznesplanie wariantu co robić, gdy z dnia na dzień kończy się świat.”

Krajowe federacje piłkarskie spieszą na ratunek. Zachęcają kluby do korzystania z rządowych propozycji bądź fundują pomoc z własnej kieszeni. Szacuje się, że niemal połowa drużyn występujących w Primera i Segunda Division zdecyduje się na zawieszenie kontraktów „pozapiłkarskich” pracowników, w oparciu o procedurę ERTE. Dzięki jej zastosowaniu, rząd wypłaca do 70% pensji, maksymalnie do kwoty 1400 euro miesięcznie. Ta suma obejmuje osoby mające przynajmniej dwójkę dzieci. Bezdzietne otrzymają ok. tysiąca euro. Dlatego też raczej żaden klub nie zdecyduje się na potraktowanie w ten sposób swoich zawodników. Wywołałoby to bowiem ogromne niezadowolenie zespołu.

Na tę sytuację zareagował również PZPN. Związek przeznaczył 116 milionów złotych, w ramach pakietu pomocowego dla polskich klubów. Jak podkreśla sekretarz generalny PZPN Maciej Sawicki, zdecydowanie największa część środków, pójdzie na wsparcie szkolenia młodzieży. Oprócz tego, 50 milionów otrzymają kluby Ekstraklasy i 1. Ligi. Każda drużyna z najwyższej klasy rozgrywkowej dostanie ok. 2 milionów, a te ze szczebla niżej – ok. 650 tysięcy. Dodatkowo, ekipy 2. i 3. Ligi otrzymają odpowiednio ok. 100 i 20 tysięcy złotych jeszcze do końca czerwca. Reszta kwoty, głównie w związku z programem Pro Junior System, zostanie wypłacona w przyszłym sezonie.

Kluby jednak nie polegają tylko na pomocy krajowej federacji czy państwa. Wiele z nich próbuje szukać dodatkowych funduszy na własną rękę. Skuteczną formą zabawy okazały się bilety na wirtualne mecze. Kibice III-ligowego Ruchu Chorzów, w liczbie 2331 osób „przybyli” na mecz swojej drużyny ze Ślęzą Wrocław. Bilet kosztował 10 zł, więc klub zainkasował w sumie ponad 23 tysiące. Oprócz tego typu akcji, organizowane są także chociażby licytacje historycznych klubowych pamiątek, koszulek czy piłek z podpisami piłkarzy.

Zdarzają się też przypadki, że zespoły pomagają sobie nawzajem. Najgłośniejszym tego przykładem, jest gest czterech czołowych drużyn Bundesligi – Bayernu, Lipska, Bayeru i Borussii Dortmund. Przekazały one 20 milionów euro dla najbardziej potrzebujących niemieckich klubów. Jak najlepszym rozdysponowaniem pieniędzy zajmie się Niemiecki Związek Piłki Nożnej.

*             *             *

Z dnia na dzień widać, że sytuacja, choć powoli, to jednak cały czas ulega poprawie. Już w najbliższy poniedziałek, znaczna większość z nas będzie mogła nareszcie znów spacerować po ulicach, pobliskich parkach i lasach.

9 maja - Niemcy, 30 maja - Polska, a niedługo także inne kraje zaczną snuć plany, by znów przywrócić futbol do życia. Życzę nam wszystkim, piłkarzom oraz klubom jednego – oby wszystko jak najszybciej wróciło do normy!

Jan Nadolny

TAGI

Inne artykuły