Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Gdzie jesteś, Jose? Kim dziś jest Mourinho 

Dodał: Jan Szlempo
Data dodania: 28-01-2022 22:21
Gdzie jesteś, Jose? Kim dziś jest Mourinho 

Jose Mourinho, The Special One, wyjątkowy trener, niezwykła osoba, nietuzinkowy motywator. Twórca kilku romantycznych historii w futbolu. Destruktor, niszczyciel, autorytarny władca, nieomylny wykidajło. Co dzieje się z seryjnym zdobywcą złotych medali, Jose Mourinho? Czy jego trenerska formuła się wyczerpała? 

Wygram tutaj wszystko!

Tak - raczej buńczucznie i agresywnie - zapowiedział Jose Murinho, gdy obejmował stery FC Porto, drużyny z przeciętnej ligi portugalskiej. Oczywiście klub ma swoje tradycje, w rodzimej ekstraklasie jest nieprzerwanie od 29 sezonów, na swoim koncie ma tyle samo pucharów za zdobyte Mistrzostwo Kraju. Powiedzieć, że Porto to hegemon to jak nic nie powiedzieć. 

Oczywiście w kraju słynącym z żółtych tramwajów i najpiękniejszego europejskiego wybrzeża liczy się jeszcze Sporting Lizbona i to te dwa kluby dominują na lokalnym podwórku. Na kontynentalnej części Portugalii kibice przeciwnych sobie klubów wypowiadają się na temat drugiego dość emocjonalnie, ale jednak z pewnego rodzaju szacunkiem. Otwarcie rozmawiają o futbolu, bez złych emocji.

Tego nie można jednak powiedzieć o pozakontynentalnej części kraju. Mieszkając na Maderze, wyspie będącej autonomiczną częścią Portugalii, bywałem na trybunach Maritimo - największego z dwóch klubów na wyspie. Maritimo niestety nie radzi sobie najlepiej w rozgrywkach, jednak klub jest dumą mieszkańców wyspy, którzy gorąco kibicują w czasie każdego spotkania (co ciekawe, w sport najlepiej radzi sobie drużyna w piłkę ręczną kobiet, która swe mecze rozgrywa na starej, zniszczonej sali gimnastycznej - do dziś pamiętam mecz Mistrzyń Portugalii z Madery, które świętowały zdobywane rusz co rusz bramki, a nad ich głowami, pod dachem hali latały gołębie, które uwiły sobie gniazdo nad boiskiem). Kibice Maritimo nigdy nie byli gościnni wobec Porto, wobec Sportingu, wobec jakiegokolwiek przyjezdnego klubu. Na próżno było szukać, pośród malutkich uliczek wyspiarskiego miasteczka, kogoś, kto powie coś miłego o FC Porto. Najczęściej padały życzenia - przyjedźcie do nas, a zobaczycie. 

I te zdania, wypowiadane przez wysportowanych, agresywnych Maderczyków, potomków uciekinerów z Wenezueli, są z reguły na wyrost, bowiem ich drużyna przegrywa. Słowa “wygram tutaj wszystko”, które wypowiedział Mourinho - na wyrost nie były. 

Przyszły król trenerki, piłkę nożną miał w genach - jego ojciec był bramkarzem, dlatego Jose również pierwsze kroki stawiał na boisku. Szybko okazało się jednak, że w głowie ma więcej niż w ciele. Był mądrzejszy niż szybszy, bardziej pomysłowy, niż techniczny, więcej mógł zdziałać słowem, niż czynem. I od słów właściwie się zaczęło, bowiem z Portugalii trafił do FC Barcelony, nie jako trener, ale tłumacz. Gdy obejmował kilka lat później stanowisko trenera Porto, był to powód do śmiechu - nieudany piłkarz i były tłumacz trenera z Barcelony ma być trenerem największego klubu w Portugalii? Bez żartów! 

Do żartów nie było jednak zmotywowanemu Mourinho, do żartów nie było też nikomu, kto grał przeciwko zapatrzonemu w siebie trenerowi. Jose w swoim pierwszym sezonie udowodnił wszystkim niedowiarkom, że jest - nie więcej, nie mniej - geniuszem. A zrobił to po to, by dwa sezony później… przebić samego siebie. By nie być gołosłownym - pierwszy rok kadencji Mourinho to Mistrzostwo Portugalii, Puchar Portugalii, Liga Europy. W 2004 zadziwił świat, zdobywając potrójną koronę. 

Odkrywca z Portugalii

Po zdobyciu potrójnej korony, było wiadomo, że Jose jest za duży na ligę Portugalską. A i świat zasługiwał, by zobaczyć drużynę skrojoną pod niego. W tym momencie ten tekst mógłby stać się niechybnie - copywrighterskim koszmarkiem. Przypominaniem zdobytych przez Mourinho tytułów, historii konfliktów, wariactw i przywar. Każdy ma w domu dostęp do futbolowych encyklopedii, ot, proste. 

Za swych najlepszych lat, Mourinho zrobił na futbolu o wiele więcej niż może nam się dziś wydawać. Chwała, jaką udało mu się przywieźć do Porto jest wieczna, mieszkańcy zawsze będą mu wdzięczni, a fani piłki nożnej na całym świecie… no cóż - łaska fanów na pstrym koniu jeździ. Jakiś czas temu zachwycaliśmy się Ajaxem Amsterdam i ich dobrą passą w Lidze Mistrzów. Przypomnijmy sobie 2004 rok - FC Porto przegrało tylko jeden mecz w całej edycji Ligi Mistrzów. Pokonał ich tylko Real Madryt, a i to było za mało by powstrzymać Portugalskie smoki. 

Mourinho dał początek wielu karierom, po boiskach biegali zawodnicy, którzy mogliby nigdy nie osiągnąć takiego sukcesu, jaki im się przytrafił, gdyby nie lekcje Jose Mourinho. Gdyby nie jego oko, nie poznalibyśmy kilku piłkarzy, którzy swoim blaskiem przypominają o fantazji, jaką rządzi się ta gra (wiem, zestawienie słów fantazja i opisu trenera Jose może budzić wątpliwości). 

Moim ulubionym piłkarzem, którego sprowadził do Chelsea, w 2004 roku był Didier Drogba. Jako zwolennik Manchesteru United - nienawidziłem ich obu! Nie mogę jednak zakotwiczać się w moich upodobaniach, Didier Drogba zawsze budził mój szacunek. Iworyjczyk, którego Jose wyciągnął z Marsylii, by zbudować potęgę w Londynie, był strzałem w dziesiątkę, choć jego pierwszy sezon tego nie zapowiadał. Słynne już są słowa Portugalczyka, który stwierdził, by oceniać Didera, po tym jak odejdzie z klubu. Prorocze słowa Mourinho muszą być zapamiętane, bo po prostu miał rację. Kto wygrał dla Londyńczyków Ligę Mistrzów? Fani pamiętają do dziś.

Komu ufał najbardziej Mourinho? Być może był to środkowy obrońca Ricardo Carvahlo. Rysiek grał pod batutą Jose już w Porto, podążył też za nim do Chelsea, gdzie wielki, Europejski futbol miał go przywitać twardo. Ale to on stał się twardym obrońcą, a jego pojedynki to definicja gry w obronie. W Porto, Jose miał jeszcze jednego gracza, który zrobił zawrotną karierę - Deco. Jego drybling, jego rzuty wolne, postawa na boisku… Deco to magik, a na statek w stronę pięknego futbolu bilet dał mu właśnie krnąbrny Portugalczyk. 

Gdzie trafi Wesley Sneijder? Do którego klubu? Czy zdobędzie Złotą Piłkę? Holender, który ramię w ramię zdobywał z Portugalczykiem potrójną koronę w koszulce Interu Mediolan nie schodził z nagłówków sportowych rozkładówek. Zawdzięczał to znakomitym występom pod wodzą Jose, swojej ciężkiej pracy i doskonałej organizacji taktycznej we Włoskiej drużynie. Świat stał otworem przed Sneijderem, a jego umiejętności wykorzystywał i rozwijał Mourinho. Dlaczego holender nie zdobył Złotej Piłki? Na to pytanie warto po prostu spuścić zasłonę milczenia, patrząc - z zazdrością i żenadą - na Messiego. W dowolnych proporcjach. 

2010 rok, Mourinho prowadzi Real Madryt. Po Mistrzostwach Świata do Królewskich dołączył Mesut Ozil. Piłkarz wprawdzie nieco roztrwonił swoją karierę, by dziś stać się już pośmiewiskiem, jednak to, co robił w barwach ekipy z Madrytu było po prostu piękne. Lista graczy, którzy zawdzięczają co nie co Jose jest dłuższa: John Terry, Raphael Varane, Petr Cech, Joe Cole, Arjen Robben, Fabregas, Zanetti. Jose tworzył piłkarzy z młodych chłopców, odbudowywał też starszych - jak właśnie Zanettiego. 

Wieczne Miasto, wieczny Jose

Tak, Mourinho to straszny pieniacz. Wybiega z konferencji, krzyczy “szacunek!”, domagając się miłości. Trudno jest przewidzieć co zrobi Mou i jak skończy się jego piłkarska przygoda z AS Romą, którą prowadzi. Jego drugi pobyt w Chelsea zakończył się nieeleganckim rozstaniem. Przygody z Manchesterem United czy Tottenhamem… trudno patrzeć na tak dobrego trenera, którego drużyny grają tak toporną piłkę nożną. 

Wygląda to zupełnie tak, jakby Jose stracił swój urok. Jakby jego formuła trenerska się już wyczerpała, magiczne zaklęcia przestały działać. Z drugiej strony ciągle wie co nie co o piłce - trzy lata temu nazwał Pogbę wirusem, Martiala uznał za leniwego, a Show był za słaby do pierwszej jedenastki. Minął jakiś czas - Pogba się nie zmienił i ciągle nie unosi skali swojego talentu, który prawdopodobnie zmarnuje (ok, chłop ma na koncie Mistrzostwo Świata, ale w piłce klubowej ciągle niewiele), Martial został wypchnięty z United do Sevilli, co przyniosło ulgę na Old Trafford, a Show… miał wspaniały okres! Ale okres się skończył, a Show raczej rzadko wychodzi w podstawowej jedenastce. 

AS Roma gra w kratkę, czasami męczy, by za chwilę zachwycić. Postawili się nieźle dysponowanemu w tym sezonie Juventusowi, przegrali zaledwie jedną bramką. Środek pola w drużynie z Wiecznego Miasta jednak nie funkcjonuje tak jak powinien, a konstruowanie akcji pozycyjnej wydaje się być zadaniem powyżej możliwości graczy. Kiepska w ataku Roma zajmuje 6. miejsce w lidze i nie gra jak drużyna, która może wbić się wyżej. Mou ma ważny kontrakt, autorytet, ale też inne propozycje. Trzeba sobie jednak zadać pytanie - Czy The Special One wciąż jest taki Special? 

Znając jego charakter - ciągle wierzy w swoje siły, taktykę i to, że podczas gdy już nikt w niego nie wierzy - ten zaskoczy cały świat. Próbował to jednak zrobić już kilkukrotnie i póki co nie wychodzi. Szkoda się żegnać ze światem futbolu, ale może już warto…? Rzym to Wieczne Miasto, a Jose to Wieczny Mistrz. Jeśli uda mu się to udowodnić z ławki trenerskiej - to tylko z zyskiem dla piłki nożnej. Jeśli nie, bądźmy dla niego łaskawi. I tak na zawsze będzie jednym z największych. 



 

TAGI

Inne felietony