Lamine Yamal znad Wisły? Wichniarek wylewa kubeł zimnej wody na rozgrzane głowy
Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 01-04-2026 9:58
W studiu Kanału Sportowego zrobiło się naprawdę gorąco, a Artur Wichniarek nie zamierzał gryźć się w język. Poszło o defensywną świadomość Oskara Pietuszewskiego w meczu ze Szwedami. Sytuacja przy bramce na 2:3 to wręcz podręcznikowy przykład tego, jak nie „asekurować” kolegi z bloku obronnego.
Wichniar wypunktował to bez litości. Oskar najpierw wypycha Jakuba Kiwiora do przodu, pokazuje mu palcem, gdzie ma biec, a potem... po prostu staje. Zamiast wejść w zwolnioną strefę i łatać dziurę, nasz młody „skarb” urządził sobie małą sesję podziwiania krajobrazu. Efekt? Rywale odjechali, a my zostaliśmy z wynikiem, który mocno kłuł w oczy.
To bolesna lekcja, ale chyba bardzo potrzebna. Robienie z chłopaka zbawcy polskiej piłki po kilku udanych dryblingach to najkrótsza droga do tego, żeby go zwyczajnie zagłaskać na śmierć. Pietuszewski to bez wątpienia perełka, chłopak ma gaz w nogach i technikę, o której wielu może tylko pomarzyć, ale bez ciężkiej pracy nad taktyką i pokory szybko może stać się kolejnym „zmarnowanym talentem”.
Lodu na głowy, panowie eksperci i kibice. Pozwólmy mu się rozwijać, zamiast na siłę szukać w nim polskiego Yamala. Bo na razie, zamiast zbawiania świata, mamy dłubanie w nosie, gdy rywal pakuje nam bramkę.
Źródło: opracowanie własne/wypowiedź Artura Wichniarka











