Ponad godzina reanimacji w parku. Brat i współpracownicy żegnają Jacka Magierę
Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 10-04-2026 15:00
Na jaw wychodzą nowe informacje po nagłej śmierci Jacka Magiery. Trener zasłabł w Parku Grabiszyńskim we Wrocławiu i był ratowany przez ponad sześćdziesiąt minut. Głos po tragedii zabrali Marek Magiera oraz Andrzej Dawidziuk.
Środowisko piłkarskie wciąż nie może otrząsnąć się po porannych wiadomościach. Jacek Magiera zmarł niespodziewanie w wieku 49 lat. Szkoleniowiec uprawiał poranny jogging we wrocławskim Parku Grabiszyńskim. To właśnie tam nagle stracił przytomność. Serwis WP Sportowe Fakty ustalił, że akcja reanimacyjna na miejscu trwała przeszło godzinę. Lekarzom nie udało się uratować życia trenera.
Wiadomość zszokowała najbliższe otoczenie byłego szkoleniowca Śląska Wrocław. Krótkiego komentarza mediom udzielił jego brat.
- Jestem w ciężkim szoku, nikt się tego nie spodziewał. Gubię myśli, staram się zebrać w głowie to, co się wydarzyło. Nic więcej nie jestem w stanie powiedzieć - powiedział Marek Magiera.
Zaskoczenia nie ukrywają także członkowie sztabu reprezentacji Polski. Andrzej Dawidziuk współpracował z Magierą podczas niedawnego marcowego zgrupowania kadry narodowej. Zaznaczył, że wtedy kompletnie nic nie zapowiadało najgorszego scenariusza.
- Zdrowotnie absolutnie nic nie wskazywało, że coś takiego może się wydarzyć, a wręcz przeciwnie. Nie można tego racjonalnie wytłumaczyć i zrozumieć - podkreślił Dawidziuk.
- Nie jestem w stanie nawet tego skomentować. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji, by mieć problemy z wydobyciem choćby słowa. Jacek był zawsze serdecznym, dobrym i pozytywnym człowiekiem, rozsiewającym wokół siebie dobrą energię. Teraz muszę, tak jak my wszyscy, pogodzić się, że to prawda. Życie jest brutalne - podsumował.
Źródło: WP Sportowe Fakty











