Auf wiedersehen Boenisch. Jest nadzieja dla kadry!
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 15-09-2013 11:00
Gdy Jakuba Wawrzyniaka zastąpił Sebastian Boenisch było dramatycznie. Obrońca Bayeru popełniał katastrofalne błędy w meczach reprezentacji z Czarnogórą i San Marino. Jest jednak ktoś, po kogo może sięgnąć selekcjoner.
Ostatnie mecze reprezentacyjne obnażyły bez dwóch zdań pozycję lewego obrońcy. Podstawowy zawodnik trzeciej drużyny Bundesligi, Sebastian Boenisch popełniał katastrofalne błędy w starciach z Czarnogórą i San Marino. O ile ten pierwszy zespół był wymagający, to San Marino jest jedną z najsłabszych reprezentacji na świecie! Może zabrzmieć to przekomicznie dla kogoś, kto wie jakiej klasy drużyną jest Bayer Leverkusen i wtedy pada pytanie: „Jak to możliwe, że taki zawodnik jest podstawowym graczem takiej drużyny!?” Nie mam pojęcia, ale na miejscu „Aptekarzy” już teraz rozglądałbym się za nowym lewym obrońcą. Jeśli chodzi o podłączanie do akcji ofensywnych w wykonaniu byłego zawodnika Werderu Brema to nie ma nad czym się rozpływać. Dojście do piłki niczego nie gwarantuje. Trzeba jeszcze dokładnie dośrodkować, a z tym wyraźne problemy miał 26-latek. O kłopotach w defensywie nawet nie ma co wspominać. Był dramatycznie. Dlatego też San Marino strzeliło nam gola.
Oczywiście jest też Jakub Wawrzyniak, który w rankingu selekcjonera jest wyżej niż Boenisch, ale ostatnio nabawił się kontuzji. Zawodnik Legii Warszawa niejednokrotnie stawał się pośmiewiskiem polskich kibiców, ale trzeba przyznać, że w starciach z mniej wymagającymi reprezentacjami daje sobie radę i spisuje się nieźle. Inaczej zgoła sytuacja wygląda, kiedy przychodzi stoczyć batalię z mocniejszym przeciwnikiem. 30-latek nie potrafi podołać presji i często podejmuje fatalne decyzje, które kończą się utratą bramki.
My jeśli marzymy o tym, aby mieć reprezentację bez wyraźnie słabych punktów, to musimy pracować nad defensywą. Z prawej strony kłopot jest mniejszy. Większy w środku, ale chyba najpoważniej wygląda sytuacja na lewej stronie obrony. Jest jednak ktoś, kto może mógłby być rozwiązaniem.
Mowa o Thimotee Kolodziejczaku, który obecnie reprezentuje barwy OGC Nice. W przeszłości 21-latek reprezentował barwy Olympique Lyon, ale chęć regularnych występów zwyciężyła, dlatego zdecydował się na transfer. W „Les Gones” nie mógł liczyć na miejsce w pierwszym składzie, tak więc odejście było najlepszą decyzją. Co prawda on sam nigdy oficjalnie nie deklarował chęci gry w reprezentacji, ale podobno przyznał to w rozmowie z Joachimem Marxem. Złoty medalista olimpijski z Monachium zdradził, że rozmawiał „Kolo” , który powiedział, że chce reprezentować barwy Polski. Do tego kroku młodego (Francuza?) przekonuje ojciec.
Problemem może się okazać niechęć do farbowanych lisów w reprezentacji. Kłopoty z Obraniakiem, Perquisem czy Boenischem powodują, że Zbigniew Boniek niechętnie spogląda na chęci zawodników do biegania z orzełkiem na piersi, którzy wcześniej reprezentowali barwy innych państw. Deklaracje w prasie mogą nie wystarczyć. Zawodnik musi być pewien czego chce i prezentować pewien poziom. Tego drugiego w przypadku Kolodziejczaka jestem pewien, ale jeśli chodzi o chęci tutaj nigdy nie można dać sobie uciąć ręki. Pojawiłyby się głosy, że zdecydował się grać dla Polski, bo nie jest w stanie wygrać rywalizacji z Evrą, Clichym czy Cissokho, a nie można zapominać, że jest jeszcze Lucas Digne czy również utalentowany Layvin Kurzawa, który również ma polskie korzenie, ale w jego przypadku raczej kwestią czasu jest to, kiedy zagra w reprezentacji Francji.
Mam nadzieję, że PZPN poczyni pewne kroki w stronę rozmów z zawodnikiem, dla którego polska biurokracja okazała się przeszkodzą w otrzymaniu paszportu. Thimotee jest niezwykle zdolnym graczem. Jest wysokim, silnym, szybkim zawodnikiem. Potrafi świetnie grać głową, a także się zastawić. Nie można zapominać również o jego walorach ofensywnych. Potrafi podłączać się do ataku, gdzie jego inteligencja pozwala mu na dostrzeżenie kolegi z drużyny, a następnie na dokładnie podanie. Po tym co zobaczyłem w ostatnich dwóch meczach reprezentacji to na miejscu Zbigniewa Bońka nie zastanawiałbym się przez chwilę i wykonałbym telefon do ojca zawodnika.
Sławomir Sawicki











