"Chęć dogonienia Legii motywuje wszystkich związanych z klubem"
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 03-10-2013 15:18
Zapraszamy do lektury wywiadu, który odbył się przy okazji publikacji rankingu finansowego klubów Ekstraklasy, w którym Lech Poznań zajął drugie miejsce, za Legią Warszawa.
Bartosz Skwiercz jest dyrektorem marketingu i komunikacji w Lechu Poznań. Odpowiada między innymi za promocję klubu z otoczeniem, zarządzanie działem PR i promocję w internecie. Jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego, na którym ukończył specjalizację PR i marketing medialny. W Lechu Pozań od lutego 2012.
- Czy nie drażni Pana to, że ciągle jesteście za Legią? Drugie miejsce za Legią w Ekstraklasie, teraz drugie miejsce w rankingu finansowym klubów, jakie zamierzacie poczynić kroki, żeby w końcu z tą Legią wygrać?
- To na pewno mobilizuje, nie spodziewam się zamiany miejscami w ciągu roku. Róźnica w wysokości przychodów jest zbyt znacząca, ale każdego dnia staramy się iść do przodu. Nie patrzymy tylko na Legię, gdzie jest i co robi, ale staramy się korzystać z doświadczeń innych klubów i innych lig. Chęć dogonienia Legii motywuje nie tylko piłkarzy, ale także sztab medyczny, ludzi od marketingu i wszystkich związanych z klubem.
- Powszechnie wiadomo, że Lech jest teraz w trakcie przebudowy, pieniądze przeznaczane na nowych zawodników są znikome, w okienkach transferowych zarabiacie, a w następnych nie przeznaczacie tych pieniędzy na nowe kontrakty za nowych piłkarzy. Jak długo to jeszcze potrwa?
- Ten rok jest specyficzny, ponieważ zmieniamy cykl rozliczeniowy z półtorarocznego na sezonowy, także celem na ten rok było zbilansowanie przychodów z kosztami. To jest cel Lecha na ten rok i to dotyczy wszystkiego, także zarządzania stadionem. Tego akurat pan Sachs nie powiedział, ale koszty utrzymania stadionu Lecha są gigantyczne. To jest suma rzędu ośmiu milionów rocznie, którą klub, pośrednio, musi wyłożyć, żeby ten obiekt funkcjonował, więc tych kosztów jest bardzo dużo. Oczywiście staramy się, oszczędzamy, ale staramy się także generować przychody, tutaj chodzi zarówno o dochody z dnia meczowego, ale także sponsorzy. Tu akurat sytuacja w ciągu ostatniego półrocza się bardzo poprawiła, ale jeszcze naprawdę wiele roboty przed nami. Zobaczymy, gdzie będziemy za rok.
- Czy to oznacza, że w przyszłym okienku transferowym wydacie więcej?
- Przede wszystkim musimy zbilansować budżet i nie popełnić więcej tego samego błędu jak w zimie 2011/2012, kiedy wydaliśmy 13 milionów złotych, a za tym nie poszły wyniki sportowe. Kibice często mówią: trzeba zainwestować, żeby wyciągnąć, sam jestem zwolennikiem tego podejścia, tylko że ryzyko w przypadku klubu piłkarskiego jest ogromne. Przez tamto okienko jesteśmy terraz tu gdzie jesteśmy, a nie wyżej.
- Jest to chyba również przestroga na przyszłość.
- Dokładnie, zwłaszcza że często padają w stronę naszego właściciela oskarżenia, że wyciąga on z klubu pieniądze. W tym momencie nie ma czego wyciągać, bo ciągle jesteśmy pod kreską. To się niedługo zmieni, ale na razie jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Zależy to również od wielu zmiennych, takich jak frekwencja czy wyniki, ale niczego nie można być pewnym. Można mieć najlepszą drużyną na papierze, ale seria kontuzji czy nieudanych występów może zmienić wszystko.
- Dlatego trzeba tym ryzykiem dobrze kalkulować.
- Dokładnie. Zapewniam jednak wszystkich zaniepokojonych sytuacją w naszym klubie, że uczymy się na błędach. W tym okienku koszty sprowadzenia zawodników, w tym między innymi Claasena, Pawłowskiego kosztowały klub łącznie, razem z kosztem ich pensji na najbliższy sezon, milion euro. Oczywiście kibice powiedzą: darmowe transfery. Pamiętajmy jednak, że rynek transferowy zmienia się.
- I to bardzo dynamicznie.
- Podpisując kontrakt z zawdonikiem nie mającym klubu trzeba zapłacić jemu, agentowi i robi się z tego ładna sumka. Nie można też tworzyć kominów płacowych. My, czyli wszyscy pracownicy Lecha, włącznie z zarządem, też chcielibyśmy, żeby nasz klub grał w Lidze Mistrzów, bo sami jesteśmy kibicami, ale nie możemy się kierować tylko uczuciami. Chciałbym bardzo, żebyśmy ostatni mecz z Pogonią wygrali 3:0, a wyszło jak wyszło.
- Ostatnio się trochę odbiliście i to pomimo, a może dzięki wpuszczeniu na boisko kilku debiutantów.
- To jest właśnie przyszłość naszego klubu. Ktoś powie wychowanek, czyli nic nie kosztował.
- Wszyscy wiemy, że to nieprawda.
- Dokładnie, ludzie dziwią się, że nie wydajemy na zawodnika miliona euro, ale to jest właśnie roczny koszt utrzymania Akademii Lecha, z której wychodzą tacy piłkarze jak Karol Linetty, czy Szymon Drewniak. Ktoś powie: lepiej wydać to na transfery. Niejeden właściciel tak robi i mówi: ja nie chcę inwestować w akademię, bo wolę wydać te pieniądze na konkretny transfer, wiem co kupuję, jest ok.
- Chyba wiem, o którego pana chodzi.
- To przez pewien czas była recepta na sukces, ale rynek zaczął się zmieniać i trzeba inwestować. Nie ma jednak pewności, czy Bednarek pogra kilka lat na wysokim poziomie w Lechu, a później będzie można go sprzedać za porządne pieniądze. Nie ma żadnej gwarancji.
- Lech wcześnie wystartował z wyspecjalizowanym szkoleniem młodzieży, macie jedną z najlepszych baz treningowych w Polsce. Niewiele klubów może z Wami konkurować pod tym względem.
- Tak, ale widać, że kolejne kluby się rozwijają, powiedzmy Pogoń Szczecin, która pomimo starego stadionu, posiada bardzo fajną bazę treningową, tuż przy stadionie, tam chyba jest aż 6 boisk. U nas głównym ośrodkiem są Wronki.
- "Odziedziczone" po Amice.
- Tak, tam grają między innymi rezerwy. Pamiętajmy też o Popowie i boiska w Poznaniu, które dopiero teraz zaczęliśmy używać do szkolenia młodzieży. Po południu dzieciaki trenują na boisku, na którym wcześniej trening miała kadra Lecha, na przykład na sztucznym boisku. Gdybyśmy zimą mieli do dyspozycji boiska oddane do użytku niedawno, nie mielibyśmy takich problemów z treningiem, ale to wszystko kosztuje. Nie ma jednej recepty, my szkolimy młodzież, Legia też, ale akcenty kładzie gdzie indziej.
rozmawiał Igor Wąsowicz











