Trzęsienie ziemi w Płocku po klęsce z Arką. Misiura wezwany na dywanik
Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 10-03-2026 3:43
Wisła Płock kontynuuje fatalną passę w Ekstraklasie, notując właśnie piątą porażkę z rzędu. Po bolesnej wpadce 0:3 z Arką Gdynia wściekli kibice wezwali piłkarzy pod sektor, a trener Mariusz Misiura wziął całą winę na siebie. Jeszcze dziś szkoleniowiec spotka się z zarządem klubu, co może zwiastować drastyczne decyzje.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że w Płocku coś pękło na dobre. Zespół, który jeszcze jesienią patrzył na resztę stawki z fotela lidera, teraz seryjnie gubi punkty i gra po prostu słabo. Arka Gdynia przyjechała na Mazowsze i bezlitośnie wykorzystała błędy gospodarzy. Dawid Kocyła, Vladislavs Gutkovskis i Nazaryj Rusyn zapewnili gdynianom pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie.
Zaraz po końcowym gwizdku zrobiło się naprawdę gorąco. Sfrustrowani kibice zaprosili drużynę na męską rozmowę pod trybunami. Atmosfera gęstniała z każdą minutą, przez co konferencja prasowa opóźniła się o blisko godzinę. W końcu do dziennikarzy wyszedł Mariusz Misiura i nie szukał żadnych tanich wymówek.
- Wszystko co się dzisiaj dzieje, to osobą odpowiedzialną za to w dużej mierze jest trener Mariusz Misiura i tyle mam wam do powiedzenia - przyznał.
Kolejna strata punktów sprawia, że posada szkoleniowca wisi na włosku. Sam zainteresowany zdradził, że czeka go kluczowa rozmowa z szefostwem klubu.
- Mamy jeszcze dziś wieczorem spotkanie z zarządem, porozmawiamy na ten temat, jutro porozmawiamy ze sztabem i wierzę, że znajdziemy najlepsze rozwiązanie - powiedział.
Sytuacja jest wyjątkowo napięta przed zbliżającym się starciem z Cracovią, które zaplanowano na 14 marca. Zmiany mogą nadejść w każdej chwili.
- Wierzę, że będę trenerem Wisły Płock tak długo, jak drużyna będzie we mnie wierzyła, a jeżeli w jakimś momencie zobaczę, że drużyna nie wierzy, to będę pierwszą osobą, która zakomunikuje do zarządu, że coś jest nie tak - kontynuował.
Źródło: materiały prasowe











