Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Szalony mecz w Łodzi. Pechowy samobój, powrót i błysk Mbaye Ndiaye

Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 26-07-2026 19:41
Szalony mecz w Łodzi. Pechowy samobój, powrót i błysk Mbaye Ndiaye

Wielkie emocje na inaugurację i podział punktów. Widzew Łódź zremisował z Motorem Lublin 2:2 po spotkaniu pełnym zwrotów akcji. Kibice zobaczyli w tym spotkaniu absolutnie wszystko – pechowe trafienie samobójcze, efektownego szczupaka i pięknego gola na wagę cennego punktu gości.

Oba zespoły przystąpiły do niedzielnej rywalizacji z chęcią odczarowania swoich pucharowych czy ligowych traum. Widzew, pomimo gigantycznych nakładów finansowych i wydania ponad 20 milionów euro na transfery w poprzednim roku, zajął zaledwie 14. miejsce i teraz chce wreszcie udowodnić swoje wyższe aspiracje. Z kolei Motor wyszedł na murawę napędzany nową energią pod wodzą debiutującego w oficjalnym meczu trenera, Mariusza Misiury, który od razu rzucił do boju nowe nabytki – m.in. Bartosza Bereszyńskiego i Mateusza Łęgowskiego. Po stronie gospodarzy sprowadzony niedawno Karol Świderski zaczął mecz na ławce, a w pierwszym składzie wyszedł Sebastian Bergier.

To właśnie Bergier wyrósł na tragikomiczną postać pierwszej połowy. W 13. minucie w polu karnym łodzian doszło do sporym zamieszania, a napastnik gospodarzy tak niefortunnie trącił piłkę głową, że ta odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Motor objął prowadzenie, lecz Widzew odpowiedział błyskawicznie. Już w 20. minucie Mariusz Fornalczyk popisał się cudownym "szczupakiem" z ostrego kąta i doprowadził do remisu.

Szybkie wyrównanie dodało skrzydel łodzianom, a sam Bergier zrobił wszystko, aby odkupić swoje winy. W 28. minucie sędzia Paweł Raczkowski po analizie VAR podyktował "jedenastkę" za zagranie ręką jednego z defensorów gości. Do piłki usadowionej na 11. metrze podszedł Bergier i pewnym uderzeniem dał Widzewowi prowadzenie 2:1, z którym zespoły schodziły na przerwę.

Gracze Motoru nie zamierzali jednak składać broni. Tuż po zmianie stron, w 49. minucie, genialnym podaniem popisał się Ivo Rodrigues, wypuszczając w uliczkę Mbaye Ndiaye. Ten, mając obrońcę na plecach, błyskawicznie obrócił się z piłką i niesygnalizowanym uderzeniem kompletnie zaskoczył Bartłomieja Drągowskiego.

W dalszej części starcia tempo nieco spadło, choć to podopieczni Mariusza Misiury mogli zadać ostateczny cios. W 78. minucie Thomas Santos kropnął zza pola karnego, a wyciągnięty jak struna Drągowski z ulgą patrzył, jak piłka stempluje tylko słupek jego bramki. Ostatecznie szalona konfrontacja zakończyła się remisowym wynikiem 2:2, z którego ostatecznie bardziej zadowoleni mogą być przyjezdni.

TAGI

Inne artykuły