Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Furia kapitana Legii po końcowym gwizdku! Wiemy o co poszło

Dodał: Grzegorz Sawicki
Data dodania: 15-08-2026 19:53
Furia kapitana Legii po końcowym gwizdku! Wiemy o co poszło

Legia Warszawa zmiażdżyła Radomiaka Radom, ale po meczu uwaga skupiła się na zachowaniu Bartosza Kapustki. Kapitan gospodarzy wpadł w szał i ostro zrugał Jakuba Żewłakowa. Całą sytuację wytłumaczył Mateusz Borek.

Piątkowy wieczór przy Łazienkowskiej należał do zespołu gospodarzy. Zwycięstwo 5:0 zapewniło drużynie z Warszawy fotel lidera Ekstraklasy. Wynik został ustalony bardzo szybko. Zespół prowadził trzema bramkami już po siedemnastu minutach gry. Trybuny szalały z radości. Zawodnicy też wyglądali na zadowolonych z takiego obrotu spraw.

Końcówka spotkania przyniosła jednak niespodziewane spięcie. Kamery telewizyjne uchwyciły moment, gdy Bartosz Kapustka głośno krzyczał na zaledwie 19-letniego Jakuba Żewłakowa. Obserwatorzy natychmiast zaczęli się zastanawiać nad powodem tej sytuacji.

Sprawę błyskawicznie rozjaśnił Mateusz Borek w programie Kanału Sportowego. Znany dziennikarz dodzwonił się do studia i przedstawił kulisy tego zdarzenia.

– Bartek Kapustka miał absolutną rację. Jego złość dotyczyła tego, co Kuba zrobił przy linii. Fantastycznie minął gościa, został sfaulowany i sędzia pokazał rzut wolny na 15 sekund przed końcem meczu – powiedział.

Młody gracz podjął fatalną decyzję. Zamiast zyskać cenne sekundy, zaryzykował niepotrzebną stratę w groźnym sektorze boiska.

– Zamiast zamarkować kopnięcie piłki, albo poczekać, żeby koledzy byli do grania, to chciał zagrać krótko, na 2-3 metry. Zagrał na stratę i z tego poszła ostatnia akcja Radomiaka. Dlatego Bartek się tak zgrzał. Drużyna przesuwała się do przodu, wszyscy myśleli, że on spokojnie poczeka, żeby wykonać stały fragment gry, a on naraził drużynę na stratę. Prawdopodobnie chcieli rozstrzygnąć to do zera – podsumował.

Źródło: Kanał Sportowy

TAGI

Inne artykuły